Monday, 19 May 2014

Zbigniew DOMINO - "Syberiada polska"

Zbigniew DOMINO - “Syberiada polska”
Jedno jest pewne: WARTO PRZECZYTAĆ, a liczne pytania i oskarżenia, chciane czy niechciane, dojdą i tak do uszu czytelnika. Bo tacy już jesteśmy: KAZDY PRETEKST JEST DOBRY DO TWORZENIA PODZIAŁÓW. Tu stał się nim życiorys autora.
Liczne komentarze kwestionują NIE WIARYGODNOŚĆ, lecz PRAWO DO PUBLIKACJI WSPOMNIEŃ, młodego Sybiraka, ze względu na jego dalszy życiorys. Nasuwa się analogia z gen. Jaruzelskim o którego młodości na przymusowym wygnaniu i utracie ojca umyślnie się nie mówi, bo, ponad 40 lat póżniej, wprowadził stan wojenny...
Co za absurdalny, paradoksalny i wręcz makabryczny podział polskich zesłanców, w tym więżniów łagrów i gułagów: na „dobrych”, którzy zdążyli załapać się do Andersa i „złych”, którzy nie mieli tej szansy i dziś bywają nazywani „czerwoną hołotą na sowieckich czołgach”. Celebrujemy rocznicę Monte Cassino, a wyciszamy Bitwę pod Lenino, gdzie polscy ex-łagrownicy zostali wypuszczeni na pewną śmierć, wskutek umyślnego zaniechania „przygotowania artyleryjskiego”. No cóż, już sam układ Sikorski-Majski miał licznych, jawnych przeciwników...
Nie mam najmniejszego zamiaru uczestniczyć w wojnie polsko-polskiej, tym bardziej, że sama książka dała mnie wiele tematów do przemyślenia. Najważniejszym z nich jest stosunek LUDNOŚCI TUBYLCZEJ DO POLAKÓW na Podolu i Syberii. Jedyne zdziwienie w poniższym cytacie wzbudziła we mnie nazwa „LACHY”, gdyż wydawało mnie się, że stosowniejsza byłaby nazwa „PRZEKI” /kontra „SZOSZONI”/, ale to szczegół nie istotny dla sedna wymowy: /str.26-27/
„- Z całej okolicy Lachów zabierają...
- No i dobrze im tak, Lachom zarozumiałym; rozpanoszyli się na naszej Ukrainie jak na swoim.
- Naściągali kolonistów z całej Polski, ziemie nam zabierali.
.............
... Kolonista polski mógł ziemię z parcelacji kupić, a ty, ciemny hajdamaku, choćbyś czystym złotem płacił, ot, takiego byś dostał..”.
Sprawa parcelacji powraca na str.32:
„Księżna Lubomirska parcelowała swoje podolskie dobra i sprzedawała je Polakom. Wyłącznie Polakom....... „Koloniści” albo „Mazury”, tak ich miejscowi Ukraińcy nazywali i tak się na Podolu przyjęło: „Didkowe Madzury prijszły naszu ukraińsku zemlu zabiraty!”. Ten grożny pomruk niezadowolenia ukraińskich sąsiadów często docierał do kolonistów...”.
No to mamy: KOLONIŚCI, kolonizatorzy. Odważnyś pan, panie Domino, niczym prof. Janion w „Niesamowitej Słowiańszczyznie”.
Należy jednak podkreślić, że nienawiść do Polaków nie miała charakteru etnicznego, lecz klasowy, bo to „PANY”: /str.78/
„-Aaaa!...Burżuje, znaczy się polskie pany z zachodniej Ukrainy”
Skrajnie emocjonalnie ujął to europoseł Kurski w wiadomościach Onet z 31.01.2014 r g.7:40:
„Dla nich rozstrzelanie Polaka jest tak jak dla nas rozstrzelanie Niemca”.
Biedota polska, żydowska i ukraińska była skłonna wspólnie cierpieć swoją biedę, póki elementy nacjonalistyczne nie uwzięły się, by ten consensus zniszczyć. Żywo to przypomina niedawną tragedię na Bałkanach, gdy upadek Jugosławii wykorzystały grupy nacjonalistyczne dla swoich partykularnych celów.
Calkowicie odmiennie kształtowały się stosunki międzyludzkie na Syberii, gdzie deportowani Polacy spotykali się z empatią i pomocą od przedstawicieli wszystkich nacji. Tworzyła się swoista solidarność wobec zagrożeń ze strony przyrody i NKWD-owskiego systemu. Wielość przytoczonych przypadków pomocy nowoprzybyłym Polakom pozwala wysnuć przypuszczenie, że przeżycie bez niej byloby niemożliwe. Bo koszmar stwarzany przez pojedynczych, psychopatycznych funkcjonariuszy, polegał na wszechobecnym strachu wskutek inwigilacji i wymuszonych donosów.
Życie przesiedleńców, jak i wszelkie rodzaje łagrów i gułagów znamy z licznej literatury, jak choćby najpoczytniejszych książek Czapskiego, Sołżenicyna czy Applebaum. Natomiast czymś wyjątkowym jest szerokie pokazanie zbawiennego wpływu dla tysięcy Polaków, paktu Sikorski-Majski, a szczególnie ogłoszoną, na jego podstawie, powszechnej AMNESTII, która natychmiastowo zmieniła ich status. Świadom byłem ilu tysiącom Polaków uratował zycie Sikorski, lecz dopiero dzięki tej lekturze dowiedziałem się szczegółowo, jak praktycznie to porozumienie było realizowane. A propos czytamy: /str.361/
„...gdyby Sikorski ze Stalinem w czterdziestym pierwszym się nie porozumiał, to byśmy po dziś dzień w Kaluczem siedzieli.
- Albo tam juz dawno wyzdychali”
Książkę bardzo dobrze się czyta, wrażliwi ronią łzy, a miłośnicy romansów mają je przedstawione we wszystkich możliwych konfiguracjach międzynarodowych. Na koniec chcę podkreślić, że do lektury podchodziłem z dużą rezerwą ze względu na kontrowersyjne curriculum vitae autora, szczęśliwie jednak książka sama się obroniła i z czystym sumieniem ją goraco polecam.