Monday, 5 May 2014

George ORWELL - "brak tchu"

George   ORWELL  -  “brak   tchu”

Jest  to  dzieło  o   STRACHU,  bo  jak  mówi  autor,  on  dosięga  każdego: /str.24/

„Strach!  Zanurzamy  się  w  tym  strachu.  Stał  się  on  naszym  żywiołem.  Każdy,  kto  się  nie  boi  jak  ognia  zwolnienia  z  pracy,  drży  na  myśl  o  wojnie,  faszyzmie,  komunizmie  lub  czymś  takim...”.

Jest  rok  1938,  więc  strach  zwykłych  śmiertelników  dotyczy  spraw  powszednich,  egzystencjalnych,  lecz  nasz  bohater,  alter  ego  autora,  jest  światłym  wizjonerem,  więc  męczą  go  pytania: /str.31/
„Lecz  co  będzie  za  pięć  lat?  Za  dwa  lata?  Za  rok?”

Bo  tłum  interesuje  się  doniesieniami  bulwarówek  o  nogach  znalezionych  na  dworcu.  A  przecież...     

„..wszyscy  płyniemy  na  płonącym  okręcie,  lecz  nikt  prócz  mnie  o  tym  nie  wie.  Patrzyłem  na   mijające  mnie  tępe  twarze,  porównując  je  do  indyczych  łbów  w  listopadzie.  Ci  ludzie  nie  mają  zielonego  pojęcia,  co  ich  czeka..”

Podkreślmy  jeszcze  raz:  książka  została  wydana  12.06.1939 r.,  więc  pisana  była  najpóżniej  w  1938.  Nasz  bohater  George  Bowling,  sfrustrowany  życiem  rodzinnym  i   zawodowym  oraz  przerażony   perspektywą  wojny,  postanawia  przeznaczyć,  swoją  przypadkową  wygraną  na  wyścigach  konnych,  na  sentymentalną  podróz  do  krainy  swego  dzieciństwa.

I  tu  zaczyna  się  NUDA.  W  kazdym  razie  w  moim  odczuciu,  bo  wspomnienia  bohatera z  młodości  spędzonej  w  małej  osadzie -  Dolnym  Binfield,  rozpisane  na  równo  100  stronic /str 45-145/  zioną  nie  tylko  nudą,  lecz  przede  wszystkim  banałem.  Orwella  opis  warunków  życia  w  Imperium,  na  przełomie  wieków,  nie  wniósł   NIC  NOWEGO   do  mojej  dotychczasowej  wiedzy  nabytej  czytaniem  np  Dickensa  i  wczesnego  Wellsa.  Ale  jest  perełka,  ktora  ratuje  sens  czytania  tych  stron.  Otóż,  na  str.142  Orwell  wspaniale  analizuje  wszechobecny  aktualnie  STRACH:

„Czym  jednak  ludzie  żyjący  w  tamtych  czasach  różnili  się  od  nas?  Widzicie,  żyli  oni   w  poczuciu  bezpieczeństwa,  i  to  nawet  jeśli  sami  nie  czuli  się  nazbyt  bezpiecznie.  Ujmując  rzecz  dokładniej:  ludzie  ci  żyli  w  poczuciu  ciągłości.  Wszyscy  wiedzieli,  że  trzeba  kiedyś  umrzeć  i,  jak  myślę,  niektórzy  przeczuwali,  że  zbankrutują,  wiedzieli  jednak  również,  że  porządek  rzeczy  nie  ulegnie  zmianie.  Bez  względu  bowiem  na  to,  jaki  los  ich  samych  oczekiwał,  życie  będzie  się  toczyć  tak  jak  za  ich  pamięci...    ...Łatwiej  im  bowiem  schodzić  ze  świata  w  przeświadczeniu,  że  drogie  ich  sercom  rzeczy  i  sprawy  przetrwają...”.                                  

Do   STRACHU  Orwell  wraca  jeszcze   na  str. 149:

„Dziś  każdy  inteligentny  człowiek  umiera  ze  strachu”.

Przebiegu  akcji,  ani  śmiesznego  zakończenia,  zgodnie  z  moimi  zasadami,  nie  zdradzę.  Pozostaje  więc  tylko  porównanie  tego,  co  autor  zamierzał  napisać  i  napisał,  z  ABSURDALNYM  odczytaniem  książki  przez  mądrych  Panów  Redaktorów  i  część  czytelników,  powtarzających  dyrdymały  „profesjonalistów”.  Orwell  w  liście  z 6.12.1937 r.  pisał:

„Myślałem  tylko,  co  następuje:  będzie  to  powieść,  niepolityczna,  powieść  o  facecie,  który  zażywa  krótkiego  wypoczynku  i  próbuje  uciec  na  jakiś  czas  od  odpowiedzialności,  zarówno  w  sferze  ogólnoludzkiej,  jak  i  prywatnej.  Mam  już  tytuł:  Brak  tchu”.

I  to  mu  się  udało.  Koniec  kropka.  A  teraz  przepiszmy  tekst  z  tylnej  okładki:

„- Udręczenie  bohatera  upiorną  rzeczywistością  Anglii  znajdującej  się  u  progu  wojny
  - Ostrzeżenie  przed  nadciągającym  totalizmem
  - Daremna  ucieczka  do  czarownej  krainy cudownego  i  beztroskiego  dzieciństwa  z  początku  wieku
 -  Wspaniała  i  barwna  opowieść  o  epoce  schyłku  Imperium  Brytyjskiego”

Zamiast  „upiornej  rzeczywistości”,  ja  widzę  nudę  i  marazm,  wynikający  z  zabójczego  ujednolicenia  sytuacji  życiowej  wszystkich  mieszkąńców  Ellesmere  Road,  jak  i  losu  wszystkich  komiwojażerów.  O  problemie  duszącej  standaryzacji  mieliśmy  genialny  film  „Przeprowadzka”  z  Pszoniakiem
O  żadnym  zagrożeniu,  spopularyzowanym  przez  Arendt,  13  lat  póżniej,  totalizmie,  nie  pada  pół  słowa.  Mowa  jest  o  pacyfizmie  wynikajacym  z  poglądów  Orwella. Ewentualna  zmiana,  wskutek  wojny,  rządzących  nic  nie  ma  wspólnego  z  totalizmem.
Ucieczka  do  krainy  dzieciństwa  nie  była  daremna,  a  dzieciństwo  nie  było  ani  „cudowne”,  ani  „beztroskie”.
„Epoka  schyłku  Imperium  Brytyjskiego”  zaczęła  się  w  okresie  II Wojny  Światowej,  a skończyła  w  1997,  przekazaniem  Hong-Kongu -  Chinom,  natomiast  opowieść  zaczyna  się  na  przełomie  wieków,  a  kończy  w  1938 r.

Na  koniec  jeszcze  jedna  perełka,  dla  tych,  którzy  chcą  z  Orwella  zrobić  propagatora  Armii  Czerwonej,  jako  „azjatyckiej  dziczy”.  Wbrew  opinii  o  „bolszewikach”,  jako  o  jedynych  gwałcicielach  autor  pisze:


...niemieccy  żołdacy  gwałcący  w  Brukseli  mniszki  na  stołach /zawsze  robili  to  „na  stołach”,  jakby  dodawało  to  ich  czynom  okrucieństwa/...”.