Wednesday, 28 May 2014

Thomas BERNHARD - "Correction"

Thomas Bernhard - “Correction”
Rzucam się z motyką na słońce, bo ludzie przywykli powtarzać frazesy, a ja uparłem się je obnażać i niszczyć. W dodatku jestem, a właściwie byłem skromnym mgr. inż. chemii, przeto w filozofii jestem samoukiem i amatorem. Wychodząc z założenia, że zdecydowana większość uczestników portalu „lubimy czytać” ma wiedzę w tej materii nie więksżą ode mnie, postanowiłem pewne aksjomaty uporządkować w celu stworzenia bazy do konwersacji.
Moja ulubiona prof. Barbara Skarga twierdziła, że, tak naprawdę, to ludzkość po Platonie niewiele wymyśliła, a mój przewodnik /po wstępnej edukacji u Tischnera/ Kołakowski, w jednym z listów pisał:
„NIE MAM JA ŻADNEJ FILOZOFII.. ..Podejrzewam także, że wszystko, co w tej dziedzinie ważne, dawno zostało powiedziane.. ..i że to, co robimy, to na ogół powtarzanie rzeczy dawnych w zmodyfikowanym wedle obyczajów naszej cywilizacji języku. Nie mam zatem żadnej filozofii i nie mam wrażenia, bym jej potrzebował”. /podkr.moje/
Twierdził, że:
„.....pięć nazwisk wyznacza wielkie etapy filozofii: PLATON /onto-teologia/, KANT /filozofia transcendentalna/, HEGEL /rozum jako historię/, BERGSON /czyste trwanie/, HEIDEGGER /fenomenologię bycia odróżnionego od bytu/”.
Ze względu na to, że postać bohatera „Korekty” Roithamera, ma wiele wspólnego z austriackim filozofem Ludwigiem Wittgensteinem, przytaczam stosowny fragment z „Dziennika” Pilcha:
„Kołakowski - i to sędziwy Kołakowski! - z niepokojem wyznawał, że w sumie nie bardzo wie, o co temu filozofowi chodziło, a ja w wieku dziewiętnastu lat nie tylko wiedziałem, ale do napisania jakiegoś, bo ja wiem, Anty-Wittgensteina byłem wręcz gotów. Ach młodość! Co to jest młodość? To jest stan, w którym człowiek jest pewien, że rozumie Wittgensteina. Jeśli da się z tamtych przygód tego rodzaju definicję wysnuć - i tak pół biedy” /Pilch Dziennik/
Ja, ze swojej strony, posuwam się dalej: nie rozumiem, a przede wszytskim nie akceptuję filozofii, nie tylko Wittgensteina, lecz również Bernharda i stworzonego przezeń Roithamera. Kołakowski nazwał kiedyś Schopenhauera „zgryżliwym pesymistą”. Wydaje mnie się, że to określenie jest adekwatne dla Wittgensteina i Bernharda.
W bibliotekach w Kanadzie nie ma polskiego tłumaczenia omawianej książki, więc musiałem czytać po angielsku; to nie ważne, ale wskutek tego nie miałem możliwości poznać posłowia Kędzierskiego. Cytat z niego przytaczam za Rafałem NIEMCZYKIEM:
„Kędzierski w posłowiu przytacza fragment listu wysłanego przez Bernharda wiosną 1974 r. do zniecierpliwionego wydawcy, w którym odkrywa zarys fabularny książki, a także sylwetkę głównego bohatera:
Roithamer, czterdziestodwuletni Austriak, matematyk i fizyk mieszkający w Cambridge, konsekwentnie utrzymując wszystko w tajemnicy, wzniósł dla swojej siostry, po trzech latach planowania tudzież trzech latach budowania, które pochłonęły całkowicie jego zasoby umysłowe, pośrodku Kobernausserwald, na leśnym terenie o szerokości 70 km, a długości 90 km, budowlę stuprocentowo jej odpowiadającą – Stożek.
Tematyką tej powieści jest abstrakcyjne pytanie o pojęcie prawdy w naukach, filozofii i metodologii poznania – intensywną zmysłową konkretność tekstu należy tutaj rozumieć jako dialektyczną odpowiedź.
Już w tym liście zawierają się wskazówki co do inspiracji dla postaci Roithamera, którym był austriacki filozof Ludwig Wittgenstein. Zawierającemu się w definicji atomizmu logicznego poglądowi zakładającemu możliwość wyjaśnienia prawdy o świecie w oparciu o obserwację naukową, wymyślonemu przez Bertranda Russella, hołdował i Wittgenstein. Z kolei jego „Traktat logiczno-filozoficzny” był w założeniu próbą ustalenia relacji, w zasadzie miał być obaleniem granic, między perfekcyjnie logicznym językiem a rzeczywistością (światem).Dzieło dowiodło czegoś zupełnie przeciwnego: że przy zachowaniu pierwotnych założeń, system jest niemożliwy do skonstruowania”.

Z kolei Jacek WAKAR zaczyna swoją recenzję słowami:

„Ingebor Bachmann powiedziała, że brnięcie przez prozę Thomasa Bernharda jest niczym innym jak KATORGĄ” /podkr. moje/

Bachmann /1926-73/ to /znów!/ austriacka eseistka, z zamiłowania filozof i psycholog. To „znów”, bo łeb juz pęka od Austriaków. Obracamy się w sosie austriackim, mimo, że Bernhard demonstrował swoją „antyaustriackość”, marudził i krytykował dosłownie wszystko, „kalał własne gniazdo”, by w końcu zabronić rozpowszechniania jego dzieł, czego zresztą nikt nie przestrzegał. Dla mnie - dziecinada, by zwrócić uwagę na siebie.
Ciekawe życiorysy proszę samemu sobie poczytać, ja muszę jeno podkreślić, że Bernhard był odludkiem, w dodatku grużlikiem, jako osoba publiczna – aseksualny, a od 19 roku życia związany ze starszą o 37 /tak!! trzydzieści siedem/ lat Hedwig Stavianicek /1894-1984/, króra go finansowała.
Jeszcze tytuł, z przeróżnych, ekwilibrystycznych interpretacji, wybrałem redakcyjną:
„Towarzyszymy w próbie rekonstrukcji rozpadu osobowości geniusza, nieustannie zmuszającego się do korygowania swoich przemyśleń, zanim proces ten przerwie właściwa KOREKTA - ŚMIERĆ. Jedyną logiczną konkluzją życia jest zanegowanie własnego istnienia”. /podkr.moje/.
A, jeszcze żeby było straszniej: siostra, co nie chciała CONE’a popełniła samobojstwo, nasz bohater brat „odebrał sobie swe życie” też, a w ogóle zdaje się, że byli w grzesznym związku kazirodczym, a fe!
REASUMUJĄC: Starym już, dni niewiele pozostało, a ja tydzień cennego czasu ZMARNOWAŁEM NA PONURACTWO. Nie przepadam za Pilchem, ale tym razem podpisuję się pod zacytowanym fragmentem jego „Dziennika”. A młodzi mają czas, to niech se czytają