Monday, 26 May 2014

Graham GREENE - "Spokojny Amerykanin"

Graham GREENE - “Spokojny Amerykanin”
Książkę nieżle się czyta, lecz ponad przeciętność nie wyrasta. Podobnie jak cała twórczość Greene’a. W związku z budzącą zdziwienie popularnością jego twórczości w Polsce, cofnijmy się do Warszawy lat 50-tych ubiegłego wieku. W kinach idą głównie filmy z Gerardem Philipem /pierwsze filmy amerykańskie: „Ostatnia walka Apacza” oraz „Indiański Wojownik” bodajże w 1956/, a w księgarniach buszuje Hemingway. Póżniej, w stosownym czasie, „NAGŁĄ” śmierć obu „warszawka” komentuje, że „kacapy” uziemili swoich podpadniętych agentów. Równocześnie w księgarniach pojawia się DZIEWIĘĆ książek Grahama Greene’a, w tym omawiany „Spokojny Amerykanin” /1956/ oraz „Nasz człowiek w Hawanie” /1960/. Czy to przypadek? Nie wierzę, bo polityka wydawnicza była precyzyjnie sterowana „odgórnie”. Zajrzyjmy więc do anglojęzycznej Wikipedii. Bingo!
Graham Greene był agentem brytyjskiej MI6, a jego przełożonym jeden z najsłynniejszych szpiegów sowieckich - KIM PHILBY. Szczegóły o tym jak Philby ośmieszył służby Zachodnie, znajdziecie Państwo we wspomnianej Wikipedii, pod hasłem „PHILBY”. O naszym autorze dowiadujemy się, że głosił, obok katolickich, poglądy komunistyczne, że zaprzyjażnił się z Fidelem Castro i że nie znosił Amerykanów. Próbkę tego ujawnił w „Naszym człowieku w Hawanie”, gdzie zdjęcia części odkurzacza imitują nową broń sowiecką, a głupie „amerykany” dają się robić w „bambuko”. /Za niedokładności przepraszam, ale czytałem to 54 lata temu/.
W omawianej książce Amerykanin Pyle jest rozbrajająco głupi, bo dziewiczo naiwny i szczery. I to ma być agent amerykańskich służb specjalnych. Jednocześnie, mimo swojej „dżentelmeńskości”, jest w stanie zabijać bezbronną ludność cywilną. Przeciwnikiem jego jest agent brytyjski FOWLER, którego zasadniczą część nazwska FOWL, wymawiamy identycznie jak FOUL, a to jest cechą jego postępowania. Akcja toczy się w Wietnamie podczas wojny z francuskimi okupantami, których, jak wiemy, wkrótce zmienią amerykańscy. Ale Greene, o tym nie wie, a jednak okazuje się trafnym prorokiem w materii konfrontacji skrajnie różnych mentalności i kultur.
Książkę polecam, jako ciekawą, łatwą lekturę nieangażującą zbytnio szarych komórek czytelnika.