Monday, 12 May 2014

Leopold TYRMAND - "Cywilizacja Komunizmu"

Leopold TYRMAND - “CYWILIZACJA KOMUNIZMU”
TO NIE PAMFLET, TO PASZKWIL, stek głupot i kłamstw, których nikt, nawet „The New Yorker” nie chciał wydrukować, mimo zapłacenia honorarium. Obecny polski wydawca - Wydawnictwo LTW, chroni własny tyłek i w nocie „OD WYDAWCY” informuje czytelnika o „nieprawdziwości” faktów podawanych przez Tyrmanda:
„Do takich należy np informacja, jakoby „...w marcu 1968 roku, gdy polscy studenci protestowali przeciw bezprawnemu aresztowaniu swoich kolegów, „robotnicy”, zabili ciężarną studentkę, tratując ją butami na śmierć, na bruku ulicy” czy stwierdzenie, że w Polsce w roku 1968 istniały obozy koncentracyjne, do których zsyłano studentów „..którzy pragną zadać pytania władzy politycznej i reprezentowanemu przezeń światopoglądowi”.
To ja się zapytowywuję: w imię czego te kłamstwa się rozpowszechnia? A przeciez wydawca wymienił dopiero dwa kłamstwa. Nie miejsce tu na obiektywną prawdę, bo wydano wystarczająco dużo opracowań najnowszej historii, w tym również przez skrajnie antykomunistyczny IPN.
Nie mogę jednak nie wyrazić mego zniesmaczenia dyżurnym bikiniarzem PRL-u, przewyższającego skalę tego uczucia wobec Miłosza, po przeczytaniu „Zniewolonego umysłu”, bo ten ostatni prezentował choć wartość literacką. Obaj Panowie byli BENEFICJENTAMI tego ustroju i to w najgorszym okresie stalinowskim i żyli wyśmienicie kosztem zniewolonego społeczeństwa, cierpiącego dodatkowo wskutek trwającej jeszcze długie lata wojny domowej. Miłosz, jako przedstawiciel reżimowego Rządu balował w Hameryce i w Paryżu, a uciekł, gdy grunt zaczął palić mu się pod nogami. Tyrmand, przedstawiciel reżimowej ŻYDOKOMUNY, należał do ELITY DZIENNIKARSTWA i drukował we wszystkich gazetach, z najpoczytniejszym „Przekrojem” na czele. Jego „ZŁY” był największym bestsellerem całego PRL-u, a zbiór opowiadań pt „Gorzki smak czekolady Lucullus” wydzieraliśmy sobie z rąk. Ponadto był „wentylem bezpieczeństwa” reżimu, jako propagator jazzu; propagator oczywiscie odpowiednio kontrolowany.
Młodzi nie wiedzą, więc wyjaśniam: „wentyl bezpieczeństwa” to niszowa działalność artystyczna, korzystająca z kontrolowanych ulg cenzury, by upozorować poczucie wolności. Przykładów dużo, wspomnę o mnie najbliższych: tolerowanie programu „Pszczóła” - Wojtka Młynarskiego „Radosna gęba stabilizacji” w Hybrydach czy kabaretu Jurka Dobrowolskiego „Koń” i „Owca” w redakcji „Szpilek” na pl.Trzech Krzyży. No i oczywiście – STS.
Tyrmand doskonale znał rzeczywistość i umiał ją wyeksponować, co udowodnił licznymi publikacjami, w tym „Dziennikiem 1954”. Publikując omawianą książkę WYDAWNICTWO całkiem niepotrzebnie POMNIEJSZYŁO, lubianego przeze mnie TYRMANDA.
Mnie, ucznia szkół PRL-owskich w latach 1949-1960 /studia PW 1960 – marzec 1968!!!/ wkurzył idiotyzm:
„W szkole uczą się o tym, jak kapitalizm dławi, poniża i degraduje człowieka...”
O tym to słyszałem w swoim domu, domach kolegów i sąsiadów, choć wychowywałem się w ekskluzywnej dzielnicy - na Saskiej Kępie. Bo to właśnie DUŻA CZĘŚĆ INTELIGENCJI dała się oszukać i miała nadzieję na lepszą rzeczywistość w zależnym PRL-u, niż w wolnym „Domku z kart” czyli II RP. Pisali o tym, po latach, i Kołakowski, i Miłosz i wielu innych. Natomiast w szkole większość nauczycieli podkreślało, że są JAK RZODKIEWKI - z wierzchu czerwone, a w środku białe.
Na koniec żenujące przypisywanie starego kawału o matce odbierającej dziecko ze żlobka PRL-owi. Na uwagę matki, że to nie jej dziecko, pielegniarka mówi: co za różnica? I tak jutro pani je z powrotem przyniesie.
A jeszcze: Tyrmand płacze nad marnymi zarobkami nauczycieli i brakiem respektu ze strony uczniów w PRL-u. Cha, cha !! Dzisiejsi nauczyciele nie są nawet w stanie sobie wyobrazić, jakim szacunkiem otaczany był ówczesny nauczyciel. A mówię to i jako były uczeń, i jako były belfer