Sunday, 18 May 2014

Leopold TYRMAND - "Filip"

Leopold TYRMAND - “Filip”
Tyrmand pisze PRAWDĘ, a wokół niego tylko KŁAMSTWA. Dopiero co pisałem o tym w ocenie „Opowiadań wszystkich”, a teraz znowu zostałem zmuszony od tego zacząć. Wydawnictwo MG na tylnej okładce podaje informacje dot. prozy Tyrmanda:
„I jak zawsze jest to proza pisana wbrew ustalonym regułom, przedstawiająca obraz wojny NIE DO PRZYJĘCIA PRZEZ WŁADZE PRL” /PODKR.MOJE/
To jak to się stało, że WSZECHWŁADNA CENZURA w PRL pozwalała na druk książek Tyrmanda, w tym omawianego „Filipa” w 1961 roku? Dlaczego bez żadnych trudności kupiłem ją w księgarni MPiKu na rogu Nowego Światu i Al. Jerozolimskich w roku wydania, a pozytywne recenzje o niej czytałem w licznych gazetach? Czekam juz tylko na rewelacje, że jazz propagowany m.in. przez Tyrmanda był za Gomułki zabroniony, podczas gdy w tej materii mogliśmy konkurować z Newport, a całą Europę przewyższaliśmy eksplozją talentów. Nie wiem, czemu ma służyć to zakłamywanie tamtejszej rzeczywistości.
„Filip” - został bardzo dobrze przyjęty przez czytelników i krytykę, jednakże nie stał się bestsellerem. Złożyły się na to dwie przyczyny. Po pierwsze: Zjazd KPZR z referatem Chruszczowa obalającym „kult jednostki”, amnestia polityczna w Polsce, wydarzenia w Poznaniu, aż w końcu „Polski Pażdziernik”, a z nim powrót prymasa Wyszyńskiego i Gomułki przyniosło schyłek okresowi zainteresowań II w.św. i dyskusjom obracającym się wyłącznie wokół wojny. Szło NOWE, a z nim druga przyczyna; wysyp talentów młodszego pokolenia. To już nie tylko Hłasko, ale Marek Nowakowski, Irek Iredyński, Roman Śliwonik, Leszek Płażewski i wielu, wielu innych. Reasumując, gdyby omawiana książka ukazała się ciut wcześniej /lub ciut póżniej/, cieszyłaby się jeszcze wiekszą i szerszą estymą.
Czytam ją ponownie, po pięćdziesięciu latach, bez młodzieńczych emocji i co? Bingo, jestem oczarowany i zachwycony, szczególnie, mniej więcej, od połowy, gdy Tyrmand przyspieszył, bowiem precyzyjne, drobiazgowe opisy w pierwszej części, które bardzo mnie się podobały niegdyś, obecnie - trochę nużą. Od pierwszych stron narzuca mnie się podobieństwo do Remarque’a, ale nie będę się upierał.
Odnotowałem bardzo znamienną rozmowę: /str 429/
„-Umiałbym może przebaczyć, ale nie potrafiłbym zapomnieć..
-No, tak – rzekł Piotr ze zrozumieniem. – W takim razie nie ma co mówic o kompromisie. W ogóle nie pojmujesz sensu tego słowa”.
Tenże Piotr, Holender mówi do naszego bohatera:/str 372/
„- Jako katolik zrobiłbyś karierę. Najprzód odrywasz moralność od realizmu społecznego i obyczajowego swych czasów, potem ugniatasz ją w lepką, płynną, nie nazbyt pachnącą papkę, a potem twierdzisz, że powinna ona stanowić granitowy drogowskaz, zapewniający szczęscie....”
Skoro poruszamy się w krainie polskiej uczuciowości, zauważmy uwagę: /str 137/
„..Pragnąłbyś wywyższenia przez cierpienie..”
Od razu przychodzi na myśl ocena Polaków przez Francużów w czasie Wielkiej Emigracji „mickiewiczowskiej”. Książka pełna jest humoru i kpiarstwa, czego przykładem jest stwierdzenie Filipa, alter ego Tyrmanda: /str 248/
„Oglądałem na kronice filmowej takie kapiące od złota, srebra i gali przyjęcia dla polskiej generalicji. Byli tak dostojni, wspaniali i pewni siebie, że wszystkim zdawało się, iż nie ma siły na ziemi i niebie, zdolnej zaćmić choćby na chwilę blask ich sytych uśmiechów. No i co? Zmiótł ich jeden podmuch, jak pierze”.
Wydaje mnie się ciekawe wymienienie przez Holendra „Kartezjusza, Swifta i Anatola France’a” jako opok Europy /str 159/, a kończę dowcipnym stwierdzeniem, że: /str,68/
..życie pełne jest zmartwień i dziwek. Dziwek i zmartwień jest najwięcej”.