Monday, 12 May 2014

Tomas HALIK - "Teatr dla Aniołów"

Tomas HALIK - “Teatr dla aniołów”
Życie jako religijny eksperyment

Dla niewtajemniczonych: Halik to „czeski Tischner”, tylko, że działający w społeczeństwie diametralnie różnym od naszego, przeto jego sposób wyrażania niektórych poglądów jest dla polskiego czytelnika trudno przyswajalny. Paradoksalnie to my od nich przyjęliśmy chrześcijaństwo /i to po częsci dwukrotnie – p.Wiślanie/ i to my wzięliśmy od nich wygnanego na Monte Casino, mego „rozrywkowego” imiennika, by nawracał pogan /a szczególnie poganki/, i u nas „wiara” kwitnie, gdy tymczasem oni się „zlaicylizowali”, „zateizowali”. Te cudzysłowy wynikają z treści omawianej książki, bo Halik właśnie w niej udowadnia umowność tych pojęć.
Na wspomnianą odmienność wpłynęły: tradycja husycka powodująca rezerwę do Rzymu oraz zniszczenie Kościoła pod władzą sowiecką. I tu CHWAŁA dla naszego WYSZYŃSKIEGO, który realizując „IDEĘ PRZETRWANIA”, zdecydował się nawet podpisać w 1950 r. „LOJALKĘ”, byle Polski Kościół ocalić. /wbrew stanowisku SAPIEHY/.
Halika się nie czyta, lecz kontempluje; nie sposób go też recenzować. Stać mnie tylko na parę uwag osobistych, wypływających z jego stwierdzenia, którego jestem entuzjastą:
„Nawiasem mówiąc, przy moim zamiłowaniu do paradoksów, uświadamianie sobie co pewien czas, że człowiek dochodzi do czegoś, co już ktoś mądry wymyślił przed nim, dostarcza mi doskonale paradoksalnej mieszanki zadowolenia i frustracji, dumy i upokorzenia jednocześnie”
I tak potwierdziło się moje „odkrycie”, że język polski jest zbyt ubogi do precyzyjnych rozważań filozoficznych czy teologicznych. Mój kochany Tischner używał w tym celu głównie niemieckiego, z „DING AN SICH” /”rzecz sama w sobie”/ na czele, Halik zwraca uwagę na naszą „wiarę”, której odpowiednikiem w jęz. angielskim jest zarówno „beliefs”, jak i „faith” /ja bym dodał conajmniej: „creed”, „trust” i „tenet”/, jak również na polskie „mogę”, które wyrażamy po ang. „can” bądż „may”.
Drugie spostrzeżenie dotyczy Richarda Dawkinsa – dla mnie hochsztaplera. Halik jest kulturalny:
„Obawiam się, że również „nowy naukowy ateizm” Richarda Dawkinsa i do niego podobnych naprawdę niczym nowym i inspirującym tej gałęzi ateizmu nie wzbogaca, a raczej upodabnia się mentalnie do przedmiotu swojej krytyki, fundamentalistycznej religii kreacjonistów, którą Dawkins z uporem uważa za religię w ogóle/.
Z przerażeniem spostrzegłem, że strona się kończy, a ja jeszcze nie zacząłem tematu. Więc ad rem:
W książce dominują dwa tematy: heglowsko-nietzscheanskie „Bóg umarł” oraz ratzingerowskie „JAK GDYBY”. I to drugie szczególnie mnie zainteresowało. Otóz Ratzinger złożył propozycję niewierzącym:
„..żeby - skoro nie mogą znależć drogi do akceptacji Boga - żyli, jak gdyby Bóg istniał..”.
Tak proste, że GENIALNE. Bo po co się spierać o istnienie Boga? Szukać dowodów na Jego istnienie? /Pamietamy, że Kołakowski twierdzi, że wielość dowodów wzbudza podejrzenie/. Wystarczy żyć, jakłby Bóg istniał. To lepsze niż ZAKŁAD PASCALA!!
Teraz już „perełki” - oby pomocne dla czytelnika:
str.8 „Prawda to księga, której nikt z nas nie doczytał do końca...”
str.10 „Mimo to stale aktualne wydaje się stwierdzenie PASCALA: Najwyższym aktem rozumu jest uznanie przezeń własnych granic..”
str.14 Tu spotkała mnie przykrość, bowiem nie mogę zgodzić się z „doktrynerskim” stwierdzeniem autora. Halik pisze:
„Nie mieć wiary lub ją utracić znaczy dla mnie nie mieć zdolności i woli postrzegania życia jako dialogu lub tę zdolność i wolę utracić”.
A dla mnie to zagranie „unfair”. Jawna dyskryminacja!!
Str.19 „Akceptuję ateistyczną krytykę chrześcijaństwa, w jakim odsłania ową jednostronną postać wiary jako projekcji życzeń, opium dla ludu etc, etc..”.
Str.20 „Tandetnie uśmiechnięte chrześcijaństwo.. ...jako „opium” czy analgetyk dla ludu” - por. BADENI
Str.22 „Chrześcijaństwo, tak jak je rozumiem, jest przede wszystkim „religią paradoksu”. Jest to wiara, w której centrum stoi krzyż i która nawet w obliczu radości ze zmartwychwstania nie zapomina o Jezusowym okrzyku „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”..”
W powyższy sposób zapełniłbym wiele stron, a nie to jest celem mojej opinii. Przeto rezygnuję z dalszych cytatów, a tylko wspomnę, że na początku II rozdziału Halik, w jednej frazie wymienia Orwella „Rok 1984”, Kafki „Proces” i Chestertona „Człowieka, który był Czwartkiem”, co świadczy o olbrzymim ładunku intelektualnym zadawanym nam do przetrawienia, natomiast zakonczę deklaracją, pod która podpisuję się obiema rękami:
„Tak, Luter, ów prowokujący genialny „poeta przeklęty” paradoksów wiary, w pół drogi między swoimi krewniakami, apostołem Pawłem i blużniercą Nietzschem, razem ze swymi braćmi tak samo gorącej krwi, Eckhartem, Pascalem i Kierkegaardem - właśnie ci są mi po tysiąckroć bliżsi niż ciche i ostrożne pająki neoscholastyki, których zadziwiająco symetryczne sieci bezkonfliktowych sylogizmów wydają się imponujące, dopóki pozostają „grq szklanych paciorków”, dopóki nie wtargną w nie wichry życia..”