Sunday, 25 May 2014

Gabriel Garcia MARQUEZ - "Rzecz o mych smutnych dziwkach"

Gabriel Garcia MARQUEZ -
- „Rzecz o mych smutnych dziwkach”
I znów przypadek uderzenia wody sodowej do głowy, skutkujący chucpą w stosunku do czytelnika. Bo już sam pomysł opisu chuci stojącego nad grobem 90-letniego starucha do niespełna 14-letniej jest chory, a uzupełniony wymogiem defloracji staje się przypadkiem klinicznym. Prawdopodobną diagnozę możemy postawić po przeczytaniu wyznania na str 17:
„Nigdy nie przespałem się z żadną kobietą, nie płacąc za to, tych kilka zaś spoza branży przekonałem siłą argumentów lub argumentem siły, by przyjęły ode mnie pieniądze, nawet jeśli miałyby je potem wyrzucić do śmieci. Jako dwudziestolatek zacząłem prowadzić rejestr zawierający imię, wiek, miejsce oraz króciutki opis okoliczności i specyfiki. Gdy skończyłem lat pięćdziesiąt, spisanych miałem pięćset czternaście kobiet, z którymi byłem przynajmniej raz..”.
Nie dość, że chory, lecz to również niebezpieczny, potencjalny szantażysta. Pomijając watpliwą chwałę płynącą z korzystania z usług prostytutek, szokuje NAS, EUROPEJCZYKÓW wciskanie pieniędzy kobietom „spoza branży”. MY, EUROPEJCZYCY kochamy kobiety i mamy przyjemność w obdarowywaniu ich prezentami, a za pieniądze to można „dostać w twarz”. Po wstępnym zdiagnozowaniu HIPERLIBIDEMII i SATYRIASIS odsyłamy starucha i twórcę tej postaci do Lwa Starowicza i kontynuujemy lekturę.
Na dalszych stronach Marquez przestaje nas szokować, uspokaja siebie i nas, po czym tworzy sagę o VOYEURYZMIE, czyli obserwowaniu niewiedzącej o tym osoby, która jest naga. Pozostaje tylko żal, że w BURDELU, wraz z prezesem banku, nie ubito starego dewianta i równie zboczonego autora.