Friday, 23 May 2014

Janusz GŁOWACKI - "Jak być kochanym"

Janusz GŁOWACKI - „Jak być kochanym”
Zbiór felietonów znakomitych, bardzo dobrych, dobrych i nietrafionych. Może inaczej: „trafionych” w momencie publikacji, ale zdezaktualizowanych i wskutek tego mniej interesujących. Bo kogo dzisiaj interesują kpiny z np filmu „Lokis”?. A w ogóle to Głowacki robi sobie ze wszystkiego „dżadża”, a adwersarzy w „bambuko”. Aby uchwycić jego specyficzny styl /metodę/ proponuję zacząć lekturę od str.63, od felietonu pt „Sen mara, Bóg wiara”, w którym, na zaledwie dwóch stronach, zmiażdżył prof. Wacława Kubackiego, za niezasłużoną krytykę Konwickiego.
Głowacki, jako felietonista, dołączył do najpoczytniejszych wówczas: Urbana, Hamiltona /tj Słojewskiego/, KTT /tj.Toeplitza/ i Kisiela /tj.Kisielewskiego/. Był „młodym wilkiem”. Bardzo dużo daje porównanie dat urodzin ówczesnych gwiazd publicystyki i „towarzystwa”: 1927 - Cybulski, 1930 – Śliwonik; 1931 - Kobiela, Komeda, Himilsbach; 1932 – Fikus; 1933 – Urban, Kosiński, KTT; 1934 – Hamilton, Grochowiak, Hłasko; 1935 – Piwowski, Nowakowski, Bryll, Brycht; 1938 – Jerzyna, Passent, GŁOWACKI; 1939 – Iredyński. Oczywiście dochodziły pożniejsze, nasze roczniki wojenne, a wśród nich najwspanialszy Jonasz Kofta /1942/, lecz to już inna historia.
Felietony, jaki i kultowy „Rejs” zrobiony z Piwowskim, to aluzyjne szyderstwo z realiów PRL-u i powszechnego oportunizmu i zakłamania. Tylko, że uprawiany przez Głowackiego rodzaj publicystyki miał rację bytu tylko w tej PRL-owskiej rzeczywistości. Podobnie jak Mrożek, który mógł efektywnie tworzyć tylko tu, na miejscu. Wiemy o tym z rad jego przyjaciela, Błońskiego zawartych w listach. Głowacki w felietonie pt „Duży strach, mały strach”, przebywając w Nowym Jorku, w 1982 r., pisze: /str.140/
„Ci, których szczęśliwie nie dotknęło pisanie „pod cenzurą”, omijanie jej, oszukiwanie, tworzenie systemu aluzji i parabol, nie rozumieją, o czym mówię... Teraz mogę pisać wprost. CAŁY WYPRACOWANY PRZEZ LATA WARSZTAT ZACZYNA ZGRZYTAĆ I SYPAC SIĘ. Następna reakcja. Mogę pisać to, co chcę, więc muszę iść na całość. Polska jest zakneblowana, ale ja nie..... ...NAPISAŁEM I WYRZUCIŁEM. Z literaturą nic to wspólnego nie miało..”. /podkr.moje/
Szczerość Głowackiego jest godna uznania, tym bardziej, że ten problem dotknął, siedem lat póżniej, wszystkich piszących w Kraju. Ze względu na wszechwładną cenzurę pisali „do szuflady”. W wolnej Polsce zasoby „szuflad” okazały się bezwartościowe, zgodnie z sensem powyższego cytatu. Powstała wielka dziura na rynku wydawniczym...
Felietony są wysokiej klasy, jednakże dokładne zrozumienie ich okazuje się trudne z powodu barier wiekowych i intelektualnych. Zacznijmy od pierwszej, która szczęśliwie mnie nie dotyczy, ale wszystkich młodszych ode mnie /rocznik 1943/ już tak. Ze względu na brak przypisów, młodsi nie będą wiedzieć czy ataki autora są słuszne, bo wiele nazwisk nic obecnemu czytelnikowi nie mówi. Gros artykułów stoi na wysokim poziomie intelektualnym, przez co do zrozumienia potrzebna jest chociaż podstawowa znajomość np dzieł Szekspira czy historii starożytnego Rzymu.
Mimo wszystko, sprobować WARTO.