Sunday, 27 August 2017

Tomasz SEKIELSKI - "Gniazdo Kruka"

Tomasz SEKIELSKI - "Gniazdo Kruka" SEJF 3

UWAGA! NIE ZNAM POPRZEDNICH CZĘŚCI
Może to i lepiej, bo wielu recenzentów ocenia trzecią część jako słabszą od pozostałych, a ja mam spojrzenie czyste, nieskalane.

Tomasza Sekielskiego (ur. 1974) pamiętam z TVN jako inteligentnego człowieka, więc do książki tej, wydanej w 2014, przystępuję w nastawieniu przychylnym.

Początek zachęcający, gdy czytam o oskarżonym dziennikarzu Solskim (s. 14,5 – e-book):
„......Nie przemawiały do niego słowa Platona, że człowieka prawdziwie wolnego nie można zniewolić, bo nawet w więzieniu będzie wolny. Filozoficzne pierdoły....”

W trakcie przemówienia w Sejmie kobieta – premier leci Herbertem (s. 55):
„...– Bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny/ w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy.
Odczytuję to jako aluzję do ośmieszonego Kaczyńskiego incydentem, kiedy ukuł hasło z frazy z „Przesłania Pana Cogito”:
„ Zostali zdradzeni o świcie...”
….....pomijając następne wersy:
„....strzeż się jednak dumy niepotrzebnej/ oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz...”

Parę linijek dalej Sekielski wygłasza, według mnie, bardzo trafne zdanie o FOZZ:
„.....Instytucja stworzona do wykupywania polskiego długu stała się kasą pożyczkową dostarczającą dewizy na rozkręcenie interesów, w których partycypowali ludzie służb...”

U Sekielskiego poziom intelektualny naszych elit jest niewiarygodnie wysoki, bo Pani Premier z Szefem Wywiadu to rzucają Balzakiem, to Heglem (choć połączenie szokujące):
(s. 113,5):
„.....– rację miał Honoré de Balzac, mówiąc, że wspomnienia upiększają życie, ale tylko zdolność zapominania czyni je znośnymi.”
(s. 116,6)
„... – Rozsądek jest jak dworak, który usłużnie dostosowuje się do humorów swego pana: dla każdej żądzy, dla każdego zamierzenia umie dostarczyć racji uzasadniających – wyrecytował już w pełni świadomie.
- Brawo, Hegel. A miałam cię za idiotę i prostaka – rzekła Berchart, uśmiechając się serdecznie....”

Wyższa półka!! (ha! ha!). Sekielski idzie czasem w fikcję, bo nie wyobrażam sobie w realu, takiego zachowania naszych elit (s. 121):
'…– Mówiąc to, podeszła do niego i złapała go za krocze. Zawył przez zaciśnięte zęby. Luiza była specjalistką od zadawania bólu.... ... – Zapomnij, z nami już koniec – powiedziała Luiza, uwalniając jego jądra z uścisku....”

Ale jeszcze częściej jest realistyczny aż do bólu. O pogrzebie premiera z kpiną (s. 144,3):
„...Rodzina zdecydowała, że Józef Andrzejewski zostanie pochowany w rodzinnym Toruniu. Takie było też życzenie dyrektora Radia Maryja....”

Trudno nie skojarzyć książkowej publikacji zdjęć „ważnych” kobiet uprawiających homoseksualny seks z aferą podsłuchową w realu, w restauracji „Sowa i przyjaciele” (s. 272,6):
„....skandalem nie jest to, co robimy na tym zdjęciu, ale to, że zostało ono opublikowane..... ...– To są esbeckie metody gnojenia ludzi.....”

Ale wróćmy na chwilę do przesady czy zgrywy autora z poziomu intelektualnego „wierchuszki”. Rozmowę dwóch funkcjonariuszy wywiadu zaczyna Sekielski cytatem z Norwida, co odbieram jako „dżadża” z elit (s. 281):
„– Cisza jest głosów zbieraniem – postanowił błysnąć znajomością poezji Norwida.”

Nie mogę ciągnąć mojej pisaniny w nieskończoność i zgodnie z planem kończę równo na połowie, zakładając, że dotychczasowe uwagi zachęcą każdego do lektury. Kończę efektowną opinią na temat jednego z głównych bohaterów (s. 286):
„.....Z perspektywy czasu patrząc, można się zastanawiać, czy jego ciągłe zmienianie partii, prowokowanie rozłamów, a następnie tworzenie nowych było wyłącznie przejawem niezaspokojonych ambicji czy celowym działaniem mającym osłabić wpływ środowisk niepodległościowych na sytuację polityczną w kraju.
- Pieprzeni prawicowi moraliści. Jebani w dupę prawdziwi Polacy, ulepieni z gówna patrioci – powiedział do siebie ni stąd, ni zowąd Jędrzejczyk, przeglądając dokumenty.....”

Juści prawdę rzecze! I dalej aktualne!
Dodam jeszcze, że lektura następnych stron jest równie ciekawa, odczytanie zawartych aluzji zależy od chęci i poziomu czytelnika, a mnie Sekielski usatysfakcjonował wywołując szkwał z błyskawicami i piorunami w mojej mózgownicy.

Nie poruszyłem w ogóle wątku historycznego w ZSRR, o którym też wypada wspomnieć, ze względu na widoczny profesjonalizm autora.

Powiem krótko: dla mnie o wiele ciekawsze i lepiej napisane niż osławione „Wszyscy ludzie prezydenta” Woodwarda i Bernsteina. 8/10. I jeszcze: brak znajomości poprzednich tomów nie zaszkodził mnie w odbiorze i wysokiej ocenie.