Tuesday, 8 August 2017

Igor OSTACHOWICZ - "Noc żywych Żydów"

Igor OSTACHOWICZ - "Noc żywych Żydów"

Żenująca sytuacja. Wielka dyskusja o książce, której większość nie czytała, bo Ostachowicz (ur. 1968) to "człowiek Tuska". A mnie to niewiele obchodzi, bo jako wyznawca poglądu Giedroycia, potrafię ocenić książkę niezależnie od powiązań politycznych autora. Nim do tego przejdę, polecam Państwu, recenzje Justyny Sobolewskiej, Pawła Dunina Wąsowicza i Kazimiery Szczuki. Adresy:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1525917,1,recenzja-ksiazki-igor-ostachowicz-noc-zywych-zydow.read
http://wyborcza.pl/1,76842,14595128,_Noc_zywych_Zydow__Igora_Ostachowicza_w_finale_Nike.html
http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,8963,noc-zywych-zydow.html

Jednak niewątpliwie największe wrażenie zrobiła na mnie recenzja prof. dr hab. Joanny Tokarskiej – Bakir, antropolog kultury, zajmującej się m. In Zagładą Żydów i stosunkiem Polaków do Żydów:
http://www.dwutygodnik.com/artykul/3511-pol-strony-noc-zywych-zydow-ulica-szmalcownikow.html

Pani Profesor pisze:
"...Znalazłam fantastyczną, uroczą, mądrą, bardzo śmieszną, napisaną grepsami książkę, z której, gdyby nad nią popracować lat dwadzieścia, można by zrobić arcydzieło. Czasy są jednak inne, a i pomysł nienowy. Ostachowicz, skromniejszy niż Bułhakow i Littell, na arcydzieło się nie sadzi. Wszelako gdybym w tym roku zasiadała w jury nagrody NIKE, zgłosiłabym tę książkę do konkursu...."

Ja też, choć już od dawna nie jestem entuzjastą tej nagrody, podobnie zresztą jak Booker Prize czy Nobla.
W obawie, że nie każdy z Państwa zechce przeczytać wspomnianą recenzję przytaczam ostatnie zdanie z sekwencji o głównym bohaterze tj glazurniku z wyższym wykształceniem:
".....Chwila wysiłku i każdy z nas rozpozna się w Glazurniku. Poza tymi oczywiście, którzy nigdy nie będą w stanie, jest to bowiem poniżej ich godności osobistej...."

Recenzentka "FrouFrou" na LC zauważa, że "żywi Żydzi":
"...zamiast iść do nieba wolą baraszkować w, nomen omen, warszawskiej Arkadii..."
Uzupełniam to zdanie definicją Arkadii:
"Arkadia – fikcyjna kraina, uważana przez poetów za krainę wiecznego szczęścia – ziemski raj, symbol wyidealizowanej krainy spokoju, ładu, sielankowej, wiecznej szczęśliwości i beztroski..."

Możliwe, że książka nie jest wybitnym dziełem literackim, lecz wpisuje się w mój prywatny program walki z własnym antysemityzmem ("wyssanym z mlekiem matki"), z którym permanentnie i konsekwentnie walczę od co najmniej 50 lat (od tragicznej hecy z gomułkowskim syjonizmem mija dzisiaj 49,5 roku) i dlatego odnotowuję ją jako ważną i wartościową, tym bardziej, że polski brak tolerancji, nacjonalizm i fenomen zaistnienia pojęcia "ciapatych" przeraża.

Jeszcze jedno: książka, wydana w 2012 roku, poniekąd się zdezaktualizowała, bo rzeczywistość przerosła fikcję.

Na koniec, dla koneserów pastisz Witkacego (s. 267,1 - e-book):
„.... A cała sprawa przez to podobno, że wszystkiego naszemu doktorowi zazdrościł. Najpierw zazdrościł mu kariery, a jak doktor przestał dbać o karierę, to mu tego niedbania zazdrościł. Zazdrościł mu dobrych ubrań, ale jak doktor w czas wojny zaczął tu i tam nosić łaty i cery, to mu tego spokoju i nonszalancji zazdrościł. Zazdrościł mu pieniędzy, ale jak doktor swoją fortunę stracił na łapówki i pomoc dla niedoszłych teściów, to mu zazdrościł, że tak godnie i z podniesioną głową nie dojada. Zazdrościł mu narzeczonej, ale wiedział, że gdyby zwyczajnie się rozstali, toby mu zazdrościł wspomnień i braku zobowiązań. Tylko gestapo mogło go uwolnić od palącej zazdrości...”

U Witkacego w „Pożegnaniu jesieni” mamy:
„...O ile Atanazy zazdrościł trochę Lohoyskiemu maski hrabiego, mocą której był on czymś, choćby w Almanachu Gotajskim, o tyle Jędruś zazdrościł (również trochę) sławy Zieziowi i skrycie cierpiał nad tym, że jest tylko „turystą wśród ruin”. Obu im zazdrościł Sajetan Tempe, że mogli być właśnie tymi nieokreślonymi stworami, podczas kiedy on musiał (koniecznie musiał) być społecznym działaczem; a wszystkim trzem razem zazdrościł Chwazdrygiel, marząc w głębi duszy o wyrwaniu się z naukowej pracy w życie społeczne lub sztukę. Ale wszystko przechodziła zazdrość księdza Hieronima, tak wielka, że aż nieuświadomiona i do niepoznania przetransformowana w żarliwość nawracania i naznaczania nieznośnych pokut..”.

Na pewno warto przeczytać; zaslużone 7 gwiazdek