Wednesday, 23 August 2017

Anthony DOERR - "Światlo, którego nie widać"

Anthony DOERR - "Światło, którego nie widać"

Doerr (ur, 1973) dostał za nią Pulitzera w 2015, a na LC 7,92 (2831 ocen i 425 opinii) i jest tam jedyną jego pozycją polskojęzyczną. Autor debiutował w 2002 roku i ma na swoim kącie pięć pozycji, w tym dwie powieści. W Wikipedii czytam:

".....Opowiada o losach niewidomej francuskiej dziewczynki i służącego w Wehrmachcie niemieckiego chłopca, których drogi splatają się podczas oblężenia Saint – Malo... ....Werner Pfenning – niemiecki chłopiec, sierota, który dzięki talentowi in żynierskiemu trafia do elitarnej jednostki Wehrmachtu ...Marie-Laure LeBlanc – niewidoma córka francuskiego ślusarza, zafascynowana światem przyrody...."

Już sam dobór bohaterów (sierota - niewidoma) chwyta za serce i pozwala przewidzieć zarys fabuły. I tu słyszę ostrzegawczy dzwonek przed amerykańskim punktem widzenia na zbrodnie hitlerowskie w Europie, bo na historie o dobrych Niemcach w mundurach Wehrmachtu, SS czy SA, jako Polak, jestem bardzo wyczulony. Oczywiście, takie przypadki znam z historii najbliższych, jak i środków przekazu (np historia Szpilmana), lecz nasz - Polaków. punkt widzenia winien być diametralnie różny od amerykańskiego.

I dlatego bardzo mnie niepokoi tak wysoka ocena tej książki, świadcząca o niewystarczającej edukacji czytelników w tej materii, a cieszą zastrzeżenia czytelniczki "awiola" na LC:

"....Po lekturze książki amerykańskiego pisarza dominuje we mnie swoisty niesmak. Niesmak spowodowany zabiegiem autora polegającym na tym, iż świadomie bądź też nieświadomie, postarał się o umniejszenie i widoczne usprawiedliwienie Niemców w zakresie ich czynów popełnianych w czasie II wojny światowej, którą przecież sami de facto wywołali. Mowa tutaj głównie o głęboko zarysowanym portrecie psychologicznym pasjonata odbiorników radiowych, jakim jest Werner, a którego postępowanie Anthony Doerr stara się niejako wybielić. Werner bowiem nie interesuje się ideologią nazistowską, a wstępuje do jednostki Wehrmachtu tylko po to, by uniknąć losu pracy w kopalni. A jednak, z czasem nasiąka faszyzmem, by w późniejszym czasie służyć Hitlerowi i jego całej, morderczej machinie. Oczywiście, wiadomą rzeczą jest, iż podczas wojny nic nie jest tylko czarne i tylko białe bowiem pośrednie kolory są także obecne. Jednak nie można zapominać o tym, że to właśnie Niemcy byli okupantami i najeźdźcami, a nie ofiarami, jak próbuje to czasami przeforsować autor w swojej książce. Nie znajduję niestety rozgrzeszenia dla postępowania Wernera, a epitety jakimi autor nazywa Rosjan, mogłyby zostać dokładnie tak samo odniesione do Niemców i ich okrucieństwa w czasie wojny. Po lekturze tej powieści, mam wrażenie jakoby Anthony Doerr dzielił ówczesną ludność Europy na dziki, mało znaczący Wschód z Polską na czele, i ten lepszy Zachód, cywilizowany. Nie podoba mi się takie spłaszczenie, dlatego też w żadnym wypadku nie nazwałabym tej książki arcydziełem. Według mnie jej warstwa historyczna jest zbyt płytka oraz zakłamuje nieco ówczesną rzeczywistość....
....."Sea of flames" to owiany złą sławą diament, który wpływa na losy bohaterów tej powieści. Niestety bywa czasami tak, że klejnot taki okazuje się zręczną podróbką, nie mającą większej wartości. W moim przypadku podobnie rzecz ma się z lekturą tej książki. Miałam otrzymać prawdziwy diament, a dostałam tylko jego dobrze wykonaną imitację. Spore rozczarowanie, które trudno przełknąć."

Amerykański czterdziestolatek Doerr, produkt amerykańskiej próżności i pewności o słuszności amerykańskiego spostrzegania świata, trafia na podatny grunt polskiej propagandy rusofobicznej, wskutek której eksponuje się zbrodnie kacapów, pomniejszając działania niemieckie wobec "Polnishe Schweine und Untermenschen". O tempora! O mores!

Potwierdzenie mojej oceny znajduję w cynizmie autora, którego żaden Polak, świadom martyrologii narodu polskiego, akceptować nie może (s. 719,2):

".....Oczywiście. W powojennych opowieściach wszyscy bohaterowie ruchu oporu stali się przystojnymi, wysportowanymi mężczyznami, którzy potrafili budować karabiny maszynowe ze spinaczy do papieru. A Niemcy czołgistami, którzy przejeżdżali przez zburzone miasta, wystawiając jasnowłose głowy z wieżyczek tygrysów, albo psychopatycznymi maniakami seksualnymi torturującymi piękne Żydówki..."

Niedokształcony amerykański autorze! Piszę te słowa 23 sierpnia tj 23 dnia obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, którego bohaterami były również kobiety i dzieci, piszę o kraju, jedynym na świecie gdzie Niemcy z Wehrmachtu identyczni jak pański bohater, rozstrzeliwali nawet niemowlęta z rodzin pomagającym Żydom. Wstydź się, durniu, swoich słów!!

Nie kwestionuję atrakcyjności tej lektury, szczególnie dla amerykańskiego czytelnika, dziwię się jednak bezkrytycznym zachwytom Polaków książką starającą się usprawiedliwić hitlerowca, bo sierota. Gwiazdek 5 jak cytowana "awiola".