Friday, 11 August 2017

Elizabeth STROUT - "Mam na imię Lucy"

Elizabeth STROUT - "Mam na imię Lucy"

Elizabeth Strout (ur. 1956) - laureatka Pulitzera (2009) za "Olive Kitteridge", omawianą opublikowała w 2016. Wikipedia:

".....'My Name is Lucy Barton' is a 2016 ' New York Times Bestselling' novel and the fifth novel by the American writer Elizabeth Strout.... ...The book details the complicated relationship between the titular Lucy Barton and her mother.... ....Critical reception for 'My Name Is Lucy Barton' has been positive and the work has received praise from the 'Washington Post' and the 'AV Club'. 'The 'Guardian' compared the book favorably to Strout's earlier book, 'Olive Kitteridge', as they felt that it 'confirms Strout as a powerful storyteller immersed in the nuances of human relationships, weaving family tapestries with compassion, wisdom and insight.' ....."
Na LC 6,61 (689 ocen i 125 opinii).
Ksiądz Jan Twardowski mówił:
"....ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI tak szybko odchodzą....."
.... i taką szansę "pokochania" dała autorka córce i matce, umieszczając je w szpitalu: jedną jako pacjentkę z komplikacjami zdrowotnymi, a drugą jako odwiedzającą, za to w podeszłym wieku. Gdyby nie wyrostek, to spotkania by nie było i wielce możliwe, że już nigdy do próby rozmowy by nie doszło. Według mnie, szkoda, że autorka nie dała obu stronom równych szans, bo opowieść w pierwszej osobie jest subiektywna, a "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
Połowiczny sukces nawiązania nitki porozumienia z matką, osłabiają nieciekawe relacje z pozostałymi bliskimi osobami (w tym rozpad małżeństwa), a więc przypisywanej sobie mądrości nie zauważam.
Lektura niewątpliwie pobudza do refleksji. Mnie przypomniała sentencję ks. Józefa Tischnera, że człowiek samorealizuje się poprzez drugiego człowieka, a stąd wniosek, że pisanie książek przez Lucy jest chybionym antidotum na samotność.
Czyta się nieźle, lecz brak skromności i samokrytycznego spojrzenia Lucy, nie pozwala bym ją polubił. Na mój gust 6 gwiazdek wystarczy.