Wednesday, 21 October 2015

Zofia NAŁKOWSKA - "Medaliony"

Zofia NAŁKOWSKA - "Medaliony"

Rok 1946. Trwa wojna domowa. Citroeny bezpieki krążą po mieście. Na kogo dzisiaj padnie można wróżyć z fusów... Zabierają i nie wiadomo, czy zatłuką na śmierć czy zrobią ministrem. Pięć lat okupacji niemieckiej nie spowodowało takiej paniki, jak perspektywa nadejścia kacapów. Jak nadchodzili w 1944, nawet ja, jednoroczny malec, irracjonalnie uciekłem z Warszawy za Mszczonów (ze spanikowanymi rodzicami). Irracjonalnie, bo przecież i tak trzeba było wrócić, innej opcji nie było. Od zbrodni dnia powszedniego należy odwrócić uwagę społeczeństwa karmiąc je makabrycznymi opowieściami o zbrodniach niemieckich. Nałkowska jest dyspozycyjna. Talent ma, co wykazała pisząc przed wojną "Granicę", chęci też, a dostęp do źródłowych materiałów zapewnia jej praca w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich.

Nałkowska (1884 -1954), córka uczonego, przedwojenna inteligentka, od 1933 członkini Polskiej Akademii Literatury, bardzo szybko "zaaklimatyzowała się" w reżimowej Polsce i już w latach 1945 - 1947 była posłanką do KRN, a w latach 1947 -1952 posłanką do Sejmu Ustawodawczego. Idealnie, by się nadawała na bohaterkę "Zniewolonego Umysłu" Miłosza.

Zlecenie reżimowe jest, talent się ma, to w parę chwil pisze się 8 miniopowiadań mrożących krew w żyłach, jakby autentyczne zbrodnie hitlerowskie nie wystarczały. Jako pierwsze umieszcza się "Profesor Spanner" oparte na micie o produkcji mydła z tłuszczu z ludzkich ciał. Wszystkie międzynarodowe komisje stwierdziły, że taka produkcja nigdy nie miała miejsca. Zainteresowanych odsyłam na cykl trzech artykułów Zygmunta Białasa, który w najdrobniejszych szczegółach omawia to zakłamanie. Adres: Zygmunt Białas - Salon24; i wpisać: "mydło z ludzi".

Tutaj mam ocenić książkę w oderwaniu od realiów i od mojej "sympatii" do autorki. Werdykt brzmi: świetne pióro, miniopowiadania znakomite.