Sunday, 4 October 2015

Mariusz URBANEK - "Waldorff. Ostatni baron Peerelu"

Mariusz URBANEK - "Waldorff. Ostatni baron Peerelu"

Urbanek (ur.1960) mnoży sukcesy. Pazerny się robi. Wyrwał już ode mnie 20 gwiazdek za Tuwima i matematyków; czeka Kisiel, Broniewski, Wieniawa i Brzechwa, a on mnie Waldorfem łechce.
A każdy wie, że trzema najpopularniejszymi |"pedałami" PRL-u byli właśnie Waldorff (szczególnie w parze z Miecią (1917-2005) i towarzyszącym jamnikiem Puzonem), Iwaszkiewicz i Henio Meloman. A już to czyniło człowieka sławnym!!
Wyliczyłem, że to 21 z 36 jego książek, a czasowo koło środka (2008) jego intensywnej twórczości. Przy takiej płodności muszą zdarzać się pozycje nieco słabsze, i niestety, ta nią jest. Szkoda, bo wydawałoby się, że barwna postać, popularnego w całym społeczeństwie, Waldorffa sprzyja atrakcyjności opowieści. To postać wprost anegdotyczna. A tu, w książce śmiechu mało!!
Rozpatrywanie w koło Macieju, pochodzenia Waldorffa mija się z celem. Bo część czytelników, jego staroszlacheckie pochodzenie przyjmie od razu, bez oporów, a część, w tym ja, i tak pozostanie nieprzekonana. Tym bardziej, że demonstracyjny antysemityzm, jaki Waldorff prezentował, jest charakterystyczny dla Żydów, prawie tak, jak dewocja przechrzczonych Żydówek. Zresztą „warszawka” mojego dzieciństwa i tak się śmiała że dewizą Waldorffa jest:
„Mój nos, mój Miecia i mój Puzon świadczą o mnie!!”
W przypadku Waldorffa jakiekolwiek antysemickie czy homofobiczne reakcje były irracjonalne, gdyż był tak powszechnie lubiany i szanowany, że stał się ozdobą, maskotką, na pewno Warszawy, w tym Powązek, Polskiego Radia i TV, a przypuszczam, że i całej Polski. Inteligencja, dowcip a przede wszystkim koneserstwo i pasja w materii wydarzeń muzycznych, przysparzała mu powszechną sympatię. Młodsi czytelnicy, którzy nie mieli możliwości podziwiać talentów Waldorffa w oczarowywaniu światem muzyki, niech bacznie obserwują Bogusława Kaczyńskiego, który jest poniekąd kontynuatorem misji „ostatniego barona”. A, że między nimi dwoma doszło do piekielnej awantury, którą Urbanek opisuje (str. 288 i następne), to przykre, lecz ja traktuję jako element walki pokoleniowej o dominację.
Najpiękniejsze jest zdanie dotyczące uroczystości pogrzebowych Waldorffa (str 320):
„Premier Jerzy Buzek na oczach kamer telewizji złożył kondolencje Mieczysławowi Jankowskiemu”

Wiedział Waldorff kiedy umrzeć, by jego wielka miłość została uszanowana przez kulturalnego Premiera..
Proszę Państwa, mimo, że książka Urbanka jest rewelacyjna, to czuję pewien niedosyt, możliwe, że wskutek rozkapryszenia mnie książkami o Tuwimie oraz Steinhausie i jego kolegach, przeto daję 9 gwiazdek, by zmobilizować autora do redakcyjnych zmian w następnym wydaniu.
A Państwu, abyście pozostali w dobrych nastrojach przypominam formułę, którą Waldorff zwykł kończyć swoje felietony (str. 252):
„O wciórności, Puzon wyje! Lecę szukać mu żony...”.