Monday, 26 October 2015

Marian HEMAR - "Awantury w rodzinie"

Marian HEMAR - "Awantury w rodzinie"

Hemar (1901 -72), człowiek – legenda, o którym wiedziałem dużo od dziecka, choć był w PRL-u zakazany, ba, jego nazwiska nie wolno było wymieniać. Nie miejsce tu jego przedstawiać. Tu i teraz słuchajmy, co Hemar ma do powiedzenia o innych.
Mistrz zwięzłej formy bawi mnie od pierwszej strony opisując dżentelmena (s. 6):
"...dżentelmen nikomu nie robi przykrości nieumyślnie.."
Pierwszym hasłem jest Wieniawa, czyli Bolesław Wieniawa – Długoszowski (1881-1942), pupil Piłsudskiego, którego autor przyrównuje do "naszego Doriana Graya" i o którym pięknie mówi (s. 8):
" Wieniawa był równie inteligentny, równie zdolny jak piękny... ...Zabawne było pomyśleć, że był doktorem medycyny. Ale on mógł być wszystkim - miał dosyć talentów. Jakikolwiek obrałby zawód, byłby tym samym: renesansowym dyletantem, rozkochanym w życiu, w każdej jego postaci, w każdym jego uroku; dla którego celem nie jest nigdy tragedia poznania prawdy, ale komedia pokonania przeszkody..."

Serdecznie się uśmiałem ze wspomnień Hemara z pierwszej wizyty w Ameryce w 1956. Jego bystre obserwacje są aktualne po dzisiaj, ale wypisałem z tego rozdziału uwagę na inny temat (s. 42):
„...W Polsce najzacieklejszymi szowinistami, antysemitami, oenerowcami bywali ludzie o niemieckich nazwiskach...”
Wskutek ustawienia chronologicznego mamy ciągłą zmianę nastrojów, bo po kpiarskim spojrzeniu na Amerykę, następuje wstrząsający esej o Lechoniu (1899 -1956), napisany bezpośrednio po jego samobójczej śmierci.
Następny felieton zatytułowany „Harakiri” omawia zachowanie Cat – Mackiewicza (1896 - 1966) w latach 1955 -57, które Wikipedia tak przedstawia:
„..W sierpniu 1955 został zarejestrowany przez Departament I Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego jako kontakt operacyjny 'Rober', co nie dowodzi, że podjął agenturalną współpracę. Dzięki pomocy bezpieki wydał broszurę 'Od małego do wielkiego Bergu'. Od marca do czerwca 1956 otrzymał od oficera Departamentu I 1085 funtów, później jeszcze 300 dolarów amerykańskich. Po uzgodnieniach z władzami PRL 14 czerwca 1956 powrócił do Polski. W swych książkach wydanych w PRL atakował polską emigrację...”
Jego zachowanie Hemar oceniał na bieżąco już tytułem felietonu, a wewnątrz pisał (s. 77):
„...Cat – Mackiewicz był premierem emigracyjnego rządu.. ..Potem jednak zawiódł ludzi, którzy mu ufali, złamał przysięgę jako katolik i szlachcic.. ..Powrót do kraju Cata – Mackiewicza był dla emigracji klęską, dla wielu ludzi gorzkim zawodem i wstrząsem.. ..Pożegnałem go westchnieniem żalu..”.
Warto o tym pamiętać dzisiaj, gdy bezkrytyczne hołubienie Cata nie zna granic.
Już widzę, że nie zmieszczę nawet połowy ciekawych historii wyczytanych u Hemara, ale nie mogę pominąć tych, co do których jestem przekonany, że Państwa zaciekawią. I tak teraz o szowinizmie (s.84 – 5):
„...w roku 1931 w Paryżu, w teatrze 'Folies dramatiques' duże powodzenie miała farsa braci Teodora i Hipolita Cogniard, pt 'La corde tricolore', w której występowała komiczna, groteskowa postać, rekrut Chauvin, uosobienie chorobliwej, agresywnej ksenofobii oraz paranoicznej megalomanii, która mu kazała bełkotać że wszystko, co dobre, to francuskie, wszystko, co francuskie, to najlepsze na świecie. Z karykatury głupiego rekruta, ówczesnego kontr-Szwejka, wzięła się nazwa szowinizmu i szowinistów, nazwa, która nie oznacza - jakoby się w pospiechu wydać mogło - pewnej odmiany patriotyzmu, trochę bardziej intensywnej. Szowinizm nie jest miłością ojczyzny trochę gorętszą niż miłość normalnych patriotów. Podobnie jak sadyzm czy masochizm należy do miłosnych zboczeń i zwyrodnień.
Nie trzeba psychoanalizy, by rozumieć, że grzyby szowinizmu rodzą się zawsze po jakimś deszczu, po narodowej niepogodzie. Klimatem szowinizmu jest zawsze jakiś wstyd, kwas, niesmak, kociokwik, jakaś gorycz klęski czy zawodu, jakiś głęboki kompleks upośledzenia, jakieś poczucie krzywdy ze strony losu czy sąsiadów, Pana Boga czy sojuszników. Toteż szowinizm jest zaprzeczeniem narodowej dumy, godności i wielkości, i nie ma szowinistów 'w najszlachetniejszym znaczeniu'

Aby Państwa rozchmurzyć przytaczam aktualny i dzisiaj, wierszyk Hemara na temat naszych zdolności językowych (s. 85):
„Dzisiaj powiedział do mnie
pułkownik Serdelski
Coś, co we mnie mistyczną
obudziło trwogę:
'Co to za idiotyczny język,
ten angielski,
Że ja się jego nauczyć
nie mogę”.

Dalej Homar trafnie ocenia niechęć części polskich emigrantów do powrotu do Kraju (s. 88):
„...Polubili ład, spokój, bezpieczeństwo obywatela w tym ustroju. Polubili obojętność obywatela w stosunku do państwa i do rządu..”
A, juści, prawdę gada!
W felietonie o antysemickim satyryku Karolu Zbyszewskim (1904 -1990), podkreśla swoje pochodzenie prowokacyjną frazą (s. 103):
„...poprosiłem mojego rabina, Grydzewskiego...”
Mieczysław Grydzewski, Żyd (1894 -1970), wydawca „Wiadomości” i autor „Silva rerum”, które niedawno recenzowałem.
Felieton „Porządki noworoczne” dotyczące 1958 roku, zaczyna (s. 127):
„Z Nowym Rokiem na obczyźnie mogło na spotkać wiele gorszych nieszczęść, ale trudno o większą przykrość. Co tu dużo gadać, dostaliśmy boleśnie w Papee...”
Watykan najdłużej uznawał tzw Rząd Londyński i jego ambasadora Kazimierza Papee (1889 -1979), który pełnił tę funkcję w latach 1939 -1958. Chodzi więc o zerwanie stosunków dyplomatycznych przez Watykan. Hemar po tej decyzji, zamieścił w „Dzienniku Polskim” fraszkę (s. 129):
„Habemus Papam, non habemus Papee..”.
Jego geniusz „kabareciarza” olśniewa w skeczu pt „Nie uciskaliśmy” (s 167 – 170), a ja zostawiam Państwa samych z drugą połową książki, żywiąc nadzieję, że po mojej rekomendacji sięgniecie po nią.