Tuesday, 6 October 2015

Franz KAFKA - "Proces"

Franz KAFKA - "Proces"

Niezaprzeczalną wartością polskiego wydania jest osoba tłumacza, zwanego "polskim Kafką" - Bruna Schulza. Co charakterystycznego łączyło ich losy ? Demoniczna, poniekąd patologiczna, dominacja ojca w rodzinie. I podobno relacja z ojcem była początkową inspiracją Kafki w pisaniu tego arcydzieła.
Nim rozwinę temat, muszę napisać o dwóch sprawach. Po pierwsze, ja, amator, przepraszam Państwa, za własną śmiałość w zabraniu głosu na temat bezsprzecznie najbardziej dyskutowanego dzieła literackiego na świecie. Trudną decyzję podejmuję u zmierzchu życia, w obawie przed zarzutem tchórzliwego milczenia. Po drugie zdecydowanie protestuję przeciw nadinterpretacji i bzdurzeniu o jakimś tam totalitaryzmie. Już nieraz tłumaczyłem, że rozprzestrzenienie się tego pojęcia, na początku lat pięćdziesiątych, a więc w trzeciej dekadzie od śmierci autora i pośmiertnej publikacji dzieła, "zawdzięczamy" Hannah Arendt i makkartyzmowi, by w ramach „zimnej wojny” utożsamiać hitleryzm ze stalinizmem. Żeby, raz na zawsze, postawić kropkę nad „i” przepisuję historię tego pojęcia z Wikipedii, przypominając, że książkę pisał Kafka od 1914, a sam zmarł w 1924:
„Termin „totalitario” stworzył w 1923 r Giovanni Amendola, była to koncepcja krytyczna wobec zmian wprowadzanych we Włoszech przez faszystów. W 1925 r. Benito Mussolini przejął określenie 'totalitaryzm' i nadał mu pozytywny wydźwięk dla nazwania systemu państwowego, który wprowadzał. Koncepcja stała się bardziej popularna w okresie 'zimnej wojny', gdy w głównym, antykomunistycznym dyskursie politycznym Zachodu miała na celu podkreślenia podobieństw między państwami faszystowskimi a ZSRR”
Tak więc pojęciem tym lepiej nie szafować, tym bardziej, że bezradność jednostki cechuje przede wszystkim ustrój kapitalistyczny.
Czym dla mnie jest „Proces”? Studium niepewności, której owocem jest najpotężniejsze ludzkie uczucie S T R A C H. W swoim krótkim eseju o strachu (wgwg1943.blogspot.com) pisałem:

„Primus in orbe deos fecit timor” (Publiusz P. Stacjusz - “TEBAIDA”, 3,661 ) tzn "Bogów na świecie stworzył naprzód strach".
Blednie ze strachu. Wszystko blednie ze strachu, a więc także wszystkie uczucia bledną ze strachu. Ściślej: bledną PRZY strachu, tj WOBEC, Z POWODU czy też WSKUTEK strachu. STRACH ma wielkie oczy; STRACH jest WIELKI.....
….Jednakże okazuje się, że nie trzeba warunków ekstremalnych do ubezwłasnowolnienia przez zastraszenie. Począwszy od psychopatycznych rodziców, poprzez wychowawczynię w przedszkolu, nauczyciela w szkole, kaprala w wojsku, księdza w konfesjonale, przełożonego w pracy, współmałżonka w domu, aż po dzieci i wnuków poddawani jesteśmy presji, zmuszani do coraz większych ustępstw, co w rezultacie doprowadza do obezwładniającego STRACHU /lęku/ przed eskalacją żądań przy całkowitej niemożności wykazania sprzeciwu. Ewentualne działanie jest „sparaliżowane przez STRACH”.
Inny problem stanowi „spirala strachu”. W banalnym przypadku drobne kłamstwo czy też chęć zatajenia jakiegoś faktu prowadzi do „spirali kłamstw”, która nakręca „spiralę STRACHU” przed zdemaskowaniem. Progresywny STRACH zapędza nas w ślepy zaułek, z którego próba wydostania się może zakończyć się tragedią, a w najlepszym przypadku ośmieszeniem bądź kompromitacją.”.

No właśnie: „nie trzeba warunków ekstremalnych do ubezwłasnowolnienia”, wystarczy samo wezwanie do sądu. Potem c z e k a n i e w myśl stalinowskiej zasady, że czekanie zmiękcza; dalej narastająca niepewność prowadząca do konformizmu i wreszcie uwikłanie w „spiralę kłamstw”, która „zapędza w ślepy zaułek”.
A u czytelnika rosnąca świadomość, że i jego to może spotkać.