Friday, 16 October 2015

James JOYCE - "Ulisses"

James JOYCE - "Ulisses"

Skleroza nie boli, lecz komplikuje życie. Przypadkowo odkryłem na LC dwie moje notki na temat Ulissesa: z maja i z października 2015 roku. Postanowiłem je połączyć zaczynając od majowej, a kończąc tą drugą.
MAJOWA 2015:
W PRL-u, w 1969, poza pożegnaniami polskich naukowców, jak i innych ludzi, pochodzenia żydowskiego na Dworcu Gdańskim, największym wydarzeniem było równoczesne wydanie "Trędowatej" Mniszkówny i "Ulissesa" Joyce'a, w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego, który nad nim pracował ponoć dwadzieścia lat, utrzymując się z pisania kryminałów pod pseudonimem Joe Alex. Te dwie książki należało mieć i udawać, że się je przeczytało. Większość przeczytała połowę wymienionych dzieł, a nieliczni, którzy próbowali przeczytać drugą połowę połamali zęby, nawet gdy kojarzyli, że Ulisses to Odyseusz, i znali jego historię.
Ja mitologią się interesowałem, więc ochoczo wziąłem się do lektury bestsellera, i dobrnąłem po miesiącu do końca, zrozumiawszy około 30 %, dzięki wsparciu mego ojca. Później kilkakrotnie czytałem fragmenty, ale samoocenę pozostawiam na podanym poziomie.
Recenzji, opracowań jest mrowie, a ja nie czuję się kompetentny, by starać się zabłyszczeć. Powiem tylko, że dla szeregowego czytelnika, czytelne i interesujące są dwie sceny: pobyt pana Blooma w burdelu oraz erotyczne marzenia pani Bloom. Ponadto przytoczę trafną uwagę mojego lubianego Coetzee, którą zamieścił w swojej książce pt "Elizabeth Costello". Otóż wg Coetzee oboje Bloomowie są więźniami. Muszę to przytoczyć w języku angielskim, bo po polsku gubi się grę słów:

„So we have Odysseus trying to GET IN and Penelope trying to GET OUT ....If she is SHUT INTO conjugal home, he is SHUT OUT”.
/Tak więc mamy Odyseusza starającego się dostać do wnętrza i Penelopę usiłującą się wydostać..... Jeżeli ona jest zamknięta w małżenskim ognisku domowym, to on jest z niego wykluczony/

PAŹDZIERNIKOWA 2015:
Proszę się nie obawiać, nie jestem aż tak próżny, abym najtrudniejszą książkę świata zamierzał recenzować, którą, jak zuchwale mniemam, zrozumiałem, u schyłku życia, w jakichś 30 %. Aha, równie trudne, a może nawet trudniejsze, jest "Finnegans Wake". Zresztą genialny tłumacz Maciej Słomczyński (1920 -1998) nigdy nie twierdził, że go w pełni zrozumiał, podobnie jak praktykujący u Joyce'a (1882 - 1941) - Samuel Beckett (1906 – 1989). Zauważmy też, że Słomczyński poświęciwszy bardzo długie lata badaniom nad "Ulissesem", nie zdążył dokończyć tłumaczenia "Finnegans Wake".

Początkującym czytelnikom gorąco polecam uroczych „Dublińczyków”, bo jak doświadczenie mnie mówi, nieprzygotowany intelektualnie czytelnik z „Ulissesa” przyswaja tylko pobyt Dedalusa (Telemacha) w burdelu oraz erotyczny monolog wewnętrzny pani Bloom. Kto zamierza jednak czytać to dzieło proponuję poznać, choćby z Wikipedii hasła: Odyseusz, Penelopa i Telemach.
Ale mam dla szerokiej rzeszy czytelników inną propozycję. Jest nią „Dublin z Ulissesem” Piotra Pazińskiego, który recenzuje na portalu wyborcza.pl z dnia 29.07.2008 Krzysztof Varga, kończąc stwierdzeniem:
„...Jeżeli "Ulisses" jest arcydziełem literatury pięknej, to "Dublin z Ulissesem" jest arcydziełem wśród przewodników literackich...”.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75475,5499437,Ulisses_w_Dublinie__Pazinski__Piotr.html#ixzz3ojdxXdKS
Słomczyński, w posłowiu pisze, że „Ulisses” to „zapoczątkowanie nowego rodzaju sztuki i doprowadzenie go do doskonałości na przestrzeni jednego dzieła”.