Monday, 19 October 2015

Mieczysław GRYDZEWSKI - "Silva Rerum"

Mieczysław GRYDZEWSKI - "Silva Rerum"
Wybór: Jerzy B. Wójcik, Mirosław A. Supruniuk

Zaczynam od tytułu. Wikipedia:
"Sylwa (łac. Silva rerum = las rzeczy) - forma piśmiennictwa... ..obejmująca niejednorodne formalnie teksty zapisywane 'na gorąco' i wyróżniające się różnorodną tematyką..."
- czyli groch z kapustą.
Proszę Państwa, na LC prawie nic o Grydzewskim, a na temat książki - jedna opinia, i to niedostępna w normalnym trybie. Spada więc na mnie podanie o nim paru danych, chociaż nie jest to mnie na rękę, bo sympatyzując z Giedroyciem, jestem poniekąd oponentem Grydzewskiego. Ale wielkiego antagonistę należy szanować. Grydzewski to cała historia Polski XX wieku, zacznijmy od podstawowych danych z Wikipedii:
„Mieczysław Grydzewski (pierwotnie Grycender, 1894-1970) - polski historyk żydowskiego pochodzenia, dziennikarz, redaktor czasopisma „Skamander” oraz tygodnika „Wiadomości Literackie”,.. ..dr nauk filozoficznych (u Handelsmana).
W czasie wojny polsko-bolszewickiej pracował wraz z Lechoniem i Tuwimem w Biurze Prasowym Piłsudskiego. Na łamach „Skamandra” rodziła się grupa o tej nazwie, a „Wiadomości” (pod nieco zmienianym tytułem) prowadził ponad 40 lat, na emigracji skłócony z przedwojennymi przyjaciółmi, którym nie mógł wybaczyć powrotu do Polski i służalczego popierania stalinizmu... ...był też w „Wiadomościach” autorem felietonów pod tytułem Silva Rerum..”.
W 1994 pojawił się pierwszy książkowy wybór felietonów M. Grydzewskiego 'Silva Rerum'.
Proszę Państwa, dysponuję wydaniem z 2014 roku, lecz i tak się dziwię brakowi recenzji, bo felietony są znakomite. A propos trudności z wydaniem 'Silva Rerum' wypada przytoczyć stosowny fragment ze wstępu Wójcika (s. 9):
„Pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanej strony, od Jerzego Giedroycia i Czesława Miłosza, ludzi z którymi Grydzewski na emigracji przez lata prowadził zaciekłe spory polityczne czy wręcz otwartą wojnę o ideę polskości, niepodległości i roli emigracji..”.
Warto poczytać o klasie adwersarzy we 'Wstępie' Supruniuka (s 128):
„Najbardziej niezwykle pożegnała Mieczysława Grydzewskiego paryska 'Kultura' Na prośbę Jerzego Giedroycia krotką notę – nekrolog przygotował Czesław Miłosz, który miał prawo nie darzyć redaktora 'Wiadomości' sympatią.
'Pragnę przyłączyć się do hołdu - pisał Miłosz - składanego pamięci Mieczysława Grydzewskiego przez wszystkich, których obchodzą losy polskiej kultury. Nie potrafię napisać o nim artykułu, bo znaczyłoby to pisać kronikę wydarzeń literackich, jakich był sprawcą: jest tego mnóstwo, 'Skamander' i 'Wiadomości Literackie' pozostają najważniejszymi pismami literackimi międzywojennego dwudziestolecia i wszyscy im wiele zawdzięczamy. Zasługi Grydzewskiego są naprawdę niezwykłe. Był on przykładem cnoty rzadkiej w Polsce: nazwałbym ją cnotą kontynuacji... ..Ludzie tacy jak on potrafią okupić wiele strat, dając wzór uporu i niemal fanatycznej służby polskiego piśmiennictwa...”

Postanowiłem rozwinąć temat relacji Grydzewski - Miłosz wychodząc z założenia, że lepiej omówić jeden temat szczegółowiej niż wszystkie „po łebkach”, a tych wszystkich co niemiara, bo ponad 800 stron zajmują. Clou stanowi felieton Grydzewskiego 1951 (270) (s. 295-8):
„Pan Czesław Miłosz, 'ceniony polski poeta', jak o sobie z uroczą skromnością pisze... ..przez sześć lat 'lojalnie' służył swojej 'ludowej ojczyźnie' jako attache kulturalny przy ekspozyturach sowieckich pod polską flagą, czyli tzw. ambasadach Rzeczypospolitej, w Waszyngtonie i w Paryżu. Po sześciu latach tej arcylojalnej służby p. Miłosz, przejrzawszy, postanowił popełnić 'samobójstwo' i 'przeciął' swoje 'związki z polską demokracją ludową'. Pan Miłosz podciął tedy sobie żyły, żyły złotodajne... ...Jeśli po sześciu latach wiernej służby niewoli p. Miłosz wybrał wolność, powinien był wraz z tą wolnością wybrać co najmniej sześcioletnie milczenie... ...Pan Miłosz w pewnym miejscu przyrównywa się do 'nędznego robaka, stającego na drodze, którą ma przejść Historia w grzmocie czołgów i łopocie sztandarów'.
Cóż za megalomania !”.

Postawę Grydzewskiego wobec Miłosza wspaniale oddaje ostatni wiersz notki z 1962 r., czyli jedenaście lat później, zatytułowanej złośliwie „Rewelacja rasistowska” (s. 624):
„W pięknej, pasjonującej, szlachetnej apologii Stanisława Brzozowskiego 'Człowieka wśród skorpionów' pióra Czesława Miłosza (Paryż 1962) znajdujemy uwagę, że literatura lat 1918 – 1939 była literaturą 'miejską', w której główną rolę odgrywały 'elementy napływowe'.
'Potwierdzałby to - pisze Miłosz - skład najgłośniejszej grupy poetyckiej Skamandra. Dwóch czołowych poetów było pochodzenia żydowskiego, jeden niemieckiego, jeden ormiańskiego, jeden był emigrantem z Ukrainy'.
Pięciu czołowych poetów Skamandra to, o ile nas pamięć nie myli, Iwaszkiewicz, Lechoń, Ś=Słonimski, Tuwim i Wierzyński.
'Emigrant z Ukrainy' (nowa, jak widzimy, narodowość) - to oczywiście Iwaszkiewicz, Niemiec - to naturalnie Wierzyński, Żydzi - to rzecz jasna Słonimski i Tuwim. Stąd niewątpliwy wniosek, że Lechoń to Ormianin, tak jak Kościuszko - Białorusin, Chopin - Francuz, Matejko - Czech, a Miłosz, Mickiewicz i Piłsudski - Litwini.
Lechoń - Ormianin ! Że też to nikomu wcześniej nie przyszło do głowy.”

Miejsca nie starczy by wychwalać Grydzewskiego, więc spróbuję Państwa zachęcić do czytania „Silva Rerum” demonstrując na przykładach jego satyryczny profesjonalizm. Pierwszy to minifelieton pt „Masochizm wśród jeleni”:
„W czasie dyskusji w Izbie Lordów nad 'ohydną praktyką' - jak się wyraził lord Crook - polowania na jelenie lord Massereene oświadczył, że aczkolwiek może się to wydawać niedorzeczne, niektóre stare jelenie naprawdę lubią, kiedy się na nie poluje.
Uzupełnijmy spostrzeżenie lorda Massereene jeszcze ciekawszą wiadomością.
Podobno niektóre osły marzą o zasiadaniu w Izbie Lordów” 1963(904) (s.650)

Drugi nabiera specyficznej wymowy, teraz, gdy gospodarzem Białego Domu jest Obama:
„W czasie rozmowy telefonicznej z przywódcą murzyńskim, pastorem Martinem Lutherem Kingiem, Kennedy spytał, co może dla niego zrobić. Kiedy usłyszał odpowiedź, zmienił się na twarzy i zawołał:
- Ależ, mój drogi, jakże to możliwe? Przecież to zawsze był Biały Dom”.

No to zakończmy z uśmiechem na ustach, zachęcającym Państwa do lektury (s . 651):
„Córka Kennedy'ego pyta ojca, czy gdy dorośnie, będzie mogła wyjść za Martina Luthera Kinga.
- Nie, moje dziecko - odpowiada Kennedy, - Pan King jest baptystą.”