Sunday, 1 June 2014

Marek NOWAKOWSKI - "Mój słownik PRL-u"

Marek NOWAKOWSKI - “Mój słownik PRL-u”
PODRÓBA! NIEUMIEJĘTNA PODRÓBA! Tego nie mógł Nowakowski napisać, chyba, że był obłożnie chory i nie wiedział co robi. Chociaż watpię, bo dobry frezer nie spieprzy elementu nawet w stanie agonalnym. Nie jego styl, nie jego składnia, a co najważniejsze: całkowity zanik zwięzłości, czego był mistrzem. W każdym omawianym haśle leje wodę.
Już przy pierwszym 2,5-stronicowym haśle „Agitatorzy” usłyszałem ostrzegawszy dzwonek, przy „Budce z piwem” zszokowała mnie całkowita ignorancja autora, a sprawa się rypła na str.31, przy historii „króla Warszawy” rotmistrza Andrzeja Rzeszotarskiego, o którym nawet Wojtek Młynarski śpiewał piosenkę w przedstawieniu kabaretu Hybrydy, w programie „Radosna gęba stabilizacji”, nazywając tego dziwkarza, cinkciarza i UB-eka panem Jesiotrdarskim. Niby-Nowakowski pisze:
„Głośny był w Warszawie lat sześćdziesiątych upadek znanego króla cinkciarzy. Pracował dla bezpieki przez kilka lat i nagle został porzucony. Z dnia na dzień krezus zamienił się w nędzarza! Kontrast był niebywały. Jeszcze tak niedawno hasał pięknym, sportowym autem w kolorze czerwonym, miał szofera i goryla. Podrywał najlepsze dziewczyny i wprowadzając je do komisu, powiadał niedbale: „kup sobie jakieś fatałaszki, ciżemki, co tam chcesz”, następnie w nocnym Bristolu lub Kamieniołomach wydawał huczny bankiet. I tak nagle jak ofiara gniewu bogów spadł na samo dno. Potem zniknął zupełnie. Różnie o jego zniknięciu szeptano”.
Podwójna KOMPROMITACJA. Autora, i Wydawcy, którym jest -- cha!cha!cha! - IPN. To Instytut Pamięci Narodowej nie wie, że agent Rzeszotarski został poddany skutecznej defenestracji, gdzieś koło ul. Filtrowej /skleroza/ w 1971 roku? A Pan Autor nie wie, że na polecenie Rzeszotarskiego, jego człowiek Cegła /podobno były taksówkarz, wyciagnięty z „pudła”/ wręczał panience jedną, modną wtedy „szpilkę”, informując, ze drugą może otrzymać przy śniadaniu z szefem. Jakie słownictwo „komis”, „fatałaszki”, „ciżemki” ? Przecież Marek Nowakowski pił z Rzeszotarskim w „Hybrydach” wielokrotnie, a jeśli skleroza poczyniła takie spustoszenie, to ma pod ręką książkę swego kolesia – Janusza Głowackiego, który w autobiografii pt „Z głowy” podaje szczegóły, a ponadto istnieje internet gdzie wystarczy kliknąć nazwisko „RZESZOTARSKI”. Wypada mnie jeno podkreślić, że i Cegła i Rzeszotarski byli naprawdę bardzo miłymi kulturalnymi współwczasowiczami w trakcie mojego pobytu w Zakopanem zimą /chyba!/ 1966 roku.
Reasumując, KSIĄŻKI NIE POLECAM, gdyż jest ŻLE napisana, NIECIEKAWIE i zawiera mnóstwo merytorycznych BŁEDÓW. TEGO NIE MÓGŁ NAPISAĆ NIKT Z NASZEGO POKOLENIA, bo ignorancja jest PORAŻAJĄCA.
PS Czytając przed opublikowaniem swoją opinię, zauważyłem w cytacie wyrażenie „zniknął zupełnie”. Pisarz tej miary co N. nigdy, by czegoś takiego nie popełnił.