Saturday, 21 June 2014

Fryderyk NIETZSCHE - "Tako rzecze Zaratustra"

Fryderyk NIETZSCHE - “Tako rzecze Zaratustra”
UWAGA! Po przeczytaniu „Filozofii Nietzschego” Hansa Vaihingera, dostępnej na:
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/filozofia-nietzschego.html
postanowiłem powiadomić Państwa, że niezwykle cenne wydaje się jej przeczytanie, przed lekturą „Tako rzecze Zaratustra”. Wartość reszty tej mojej pisaniny staje się wątpliwa wobec prostego, łopatologicznego wykładu Vaihingera.

TOTALNA NIEMOŻNOŚCI, TY MOJA!! Dopadłaś mnie i nic sensownego, o MOIM MISTRZU, nie dajesz napisać, a przecież w jego objęcia pchnął mnie, nie uwierzycie, sam prof.ks. J. TISCHNER i od ponad dwudziestu lat oglądam świat przez pryzmat poglądów tego geniusza. A, że poniekąd wariat? Geniusz zawsze trochę nim musi być. Zresztą obiegowe poglądy o nim, absolutnie nie pokrywają się z prawdą. Choćby, że był ateistą. Nie mógł nim być, gdyż nigdy nie twierdził, że Boga nie ma, lecz, że umarł, a ściśle, że go ludzie swoim postępowaniem unicestwili. Mało tego, wg Kołakowskiego:
„najdotkliwszy cios ateistom zadał Nietzsche ogłaszając ŚMIERĆ BOGA, gdyż utraciwszy podmiot swojej negacji zmarkotnieli”.
Twierdził, że „..Bóg jest figmentem wyobrażni albo ludzkiej potrzeby schronienia” /Figment to wymysł, marzenie/, lecz jego analityczny stosunek do doktryny chrześcijańskiej charakteryzują dwie poniższe uwagi:
„Paweł ucieleśnia typ wręcz przeciwny do typu Jezusa, przynoszącego dobrą nowinę; jest on geniuszem nienawiści, wizji nienawiści, bezlitosnej logiki nienawiści. Czegóż ten nikczemny ewangelista nie poświęcił swej nienawiści ! Przede wszystkim poświęcił swego Zbawiciela, ukrzyżował go na jego krzyżu... Bóg, który umarł za nasze grzechy, zbawienie przez wiarę, zmartwychwstanie po śmierci - wszystko to są zafałszowania prawdziwego chrześcijaństwa, za które trzeba uczynić odpowiedzialnym tego chorobliwego półszaleńca”.
oraz
„To, że Bóg stał się człowiekiem wskazuje, iż człowiek nie powinien szukać swego zbawienia w tym, co nieskończone, lecz oprzeć swoje niebo na ziemi. ...... Ten „RADOSNY ZWIASTUN” umarł tak, jak żył, nie aby „zbawić ludzi” , lecz pokazać, jak należy żyć...... Za dzisiejszy, od dwóch tysięcy lat utrwalany z pożałowania godną konsekwencją obraz chrześcijaństwa odpowiada św. Paweł. To on swego Pana „NADZIAŁ” na KRZYŻ, czyniąc z Ukrzyżowania prawdę o ZBAWIENIU....”
Wprowadziwszy Państwa w temat, decyduje się zrobić unik i nie przedstawiać moich przemyśleń, od których mnie głowa pęka i zaproponować przedruk artykułu Kołakowskiego z „Tygodnika Powszechnego” z nr.11/2006 roku, a sobie pozwolic jedynie na podkreślenia w tekście. Mam nadzieję, że taki skrótowy zarys teorii nietzscheańskiej zainteresuje Państwa i usatysfakcjonuje:

„NIETZSCHE” - Leszek Kołakowski

Nazywano nieraz Nietzschego krzewicielem nihilizmu, a to z tej racji, że ani Boga nie masz w jego myśli, ani wiary w sens świata, ani uznania dla chrześcijańskiego - ani zresztą jakiegokolwiek innego - odróżnienia dobra i zła. On jednak sam nie tylko się nihilistą nie mianował, ale przymiotnik "nihilistyczny” zachował dla piętnowania nim chrześcijańskich przykazań moralnych, które w jego mniemaniu są wrogie życiu i wrogie instynktom, co mogą człowieka ku szlachetniejszej kondycji prowadzić. Wedle pospolitego użycia słowa, raczej jednak Nietzsche zasługuje na to określenie, aniżeli jego chrześcijańscy wrogowie, lecz jest to sprawa słowna i mało ważna.
Z pewnością dzieło filozofa, podobnie jak dzieło poety czy malarza, może uchodzić za część jego biografii, a nad biografią Nietzschego trudzili się liczni historycy, psychologowie i psychiatrzy, szukając tam źródeł jego myślenia. W przypadku filozofa badania takie mają jednak nieco inny sens niż w przypadku poety lub malarza, u tych bowiem może się tak zdarzyć, że znajomość biografii nie tylko wzbogaca nasze rozumienie dzieła, ale jest dla tego rozumienia niezbędna. Filozof jednak ma z reguły ambicję, by dawać czytelnikom teksty, które są czytelne i zrozumiałe bez odniesenia do jego kolei życiowych, chorób, a także osobliwości charakteru; jeśli dzieło filozofa nie jest zrozumiałe bez tego odniesienia, to pewno nie warto go studiować. A nie da się tego samego powiedzieć o dziele poety lub malarza.
Wolno więc teksty Nietzschego studiować jako teksty właśnie, zapominając o jego przypadłościach i o tym, że powalony chorobą umysłową spędził ostatnie lata życia w zakładzie dla obłąkanych. Nie miała wszakże jego biografia wpływu na tych, licznych przecież, pisarzy i myślicieli, którzy poddali się urokom jego retoryki, a nie może być sporu co do tego, że Nietzsche był WIELKIM MISTRZEM NIEMIECKIEJ PROZY /podkr.moje/, choć można się spierać o to, czy wielka rola, jaką odegrał w życiu duchowym XX wieku, była dobroczynna, czy złowroga.
Wytykano Nietzschemu nieraz, że gdy zestawiać ze sobą jego pisma, odnajdzie się tam różne niezgodne wzajem idee, zawsze z tą samą niezłomną pewnością siebie wygłaszane: o prawdzie, o czasie, o sztuce. Niemniej ostrze jego gwałtownych ataków jest wyraźne. Nie był filozofem w tym sensie, by odpowiadał na pytania Locke'a czy Kanta. CHŁOSTAŁ BEZLITOSNIE WSPÓŁCZESNA CYWILIZACJĘ EUROPEJSKĄ, JEJ ZŁUDZENIA I ZAKŁAMANIE, JEJ NIEZDOLNOŚĆ DO WIDZENIA ŚWIATA, JAKIM JEST. /podkr.moje/ . A jakimże jest ów świat? Odpowiedź jest jasna. Ani świat jako całość, ani historia ludzka nie mają żadnego sensu, żadnego ładu racjonalnego, żadnego celu. Jest tylko bezrozumny chaos, którym żadna opatrzność się nie opiekuje i którego nie porządkuje żaden kierunek. Nie ma innego świata, jest ten jeden, reszta jest złudzeniem.
Z pewnością w czasach Nietzschego ateizm nie był w kulturze europejskiej osłupiającą nowinką czy bezprzykładnym wyzwaniem. Jednakże najsławniejsze zdanie Nietzschego, oznajmienie Zaratustry "BÓG UMARŁ”, MIAŁO SKUTEK EKSPLOZYWNY. NIE OZNACZAŁO ONO PO PROSTU: NIE MA BOGA. BYŁO CIOSEM W MIESZCZAŃSKI ŚWIAT DUCHOWY /podkr.moje/ Niemiec i Europy, miało pokazać, że ten świat, którego tradycja chrześcijańska była spoidłem, przestał istnieć albo tylko w samozakłamaniu udaje istnienie. Trzeba uświadomić ludziom, że świat jest pusty.
Czy ów świat bez Boga, bez ładu i celu jest poczęty z wyroków nauki? Nie. Nietzsche w niektórych pismach sławił naukę i fascynował go darwinizm, jeszcze nowość kulturalna. Nie przyswoił sobie wprawdzie z darwinizmu wiary, że zachodzi ciągłe doskonalenie się istot żywych dzięki mechanizmom ewolucji, że jest postęp. Dogadzało mu jednak prawo selekcji: gorsze egzemplarze gatunku muszą ginąć, lepsze i szlachetniejsze przeżywają. Chciał, by prawidłowość taka działała należycie w gatunku ludzkim, by jednostki słabsze i gorsze ginęły, a lepsze i silniejsze trwały i tym marnym pomagały w ginięciu. Kultura chrześcijańska natomiast odwrotnie działa: każe nam przechowywać słabeuszy i miernoty, troszczyć się o nich wbrew naturze, wbrew prawom życia. Chrześcijaństwo jest po prostu wrogiem życia. Przyswoił sobie także Nietzsche z darwinizmu wiarę, że człowiek jest zwierzęciem, co oczywiście wiedziano zawsze, ale co w tej filozofii nabierało innego sensu, gdyż znaczyło: człowiek jest zwierzęciem i niczym innym.
Można dodać, że teorię wiecznego powrotu, głoszoną jeszcze przez starożytnych stoików, uważał Nietzsche za swoją hipotezę naukową. Teoria ta powiada, że wszechświat ma skończoną ilość cząstek, a więc także skończoną ilość ich możliwych układów; każdy układ musi przeto powracać i to nieskończoną ilość razy, choć wielkie otchłanie czasu oddzielają te powroty. Cokolwiek się tedy dzieje, włączając wszystkie detale życia każdego z nas, powtarza się dokładnie, jak było, choć oczywiście pamięci poprzednich żywotów mieć nie możemy. Nie jest to reinkarnacja, jak w orientalnych religiach, gdyż nie ma tam ani postępu, ani degradacji, ale monotonne powtarzanie tego samego. Fantazję tę brał Nietzsche całkiem na serio.
W sumie jednak, choć wygłaszał czasem pochwalne słowa o nauce - badacze mówią nawet o "pozytywistycznym" okresie w jego życiu - Nietzsche również po nauce nie spodziewał się Prawdy w dostojnym i pełnym tego słowa znaczeniu. Nauka, jak wszelkie poznanie, nie może się uwolnić od stronniczej perspektywy. Ma się wspierać na faktach, ale, jak czytamy, nie ma przecież "faktów", a tylko interpretacje. A PO TO, ŻEBY ZAPEWNIAĆ, ŻE NIEBO JEST PUSTE I BOGA NIE WIDAĆ, NIE TRZEBA ŻADNYCH USTALEŃ NAUKOWYCH. /podkr.moje/
Pogrążeni w chaosie bezsensownym, czy możemy jakiś sens w życiu odnaleźć i czy możemy żyć w poczuciu, że żyć warto? ŻADEN SENS NIE JEST DANY Z ZEWNĄTRZ NASZEMU ŻYCIU, nie ma sensu zastanego, ALE MOŻNA ÓW SENS SAMEMU STWORZYĆ. /podkr.moje/ W tym celu trzeba się wyzbyć obiegowych przesądów, porzucić moralne reguły, którymi nas Jezus i chrześcijaństwo karmią, reguły życiu przeciwne, sławiące słabość, litość i pokorę, a uzbroić się w wolę mocy, tak by wola ta i potężna afirmacja życia przyszły na miejsce niewolniczej moralności Ewangelii, zrodzonej z resentymentu, z pragnienia odwetu, jaki bezsilne stada ludzkie chciałyby wziąć na szlachetnych panach. Moralność niewolników stworzyła odróżnienie dobra i zła. Moralność panów nie potrzebuje tego przeciwstawienia: słowo "złe" jest zbędne. Sens ma tylko słowo "niedobre", a to znaczy: przeciwne życiu, przeciwne ekspansji zwycięskiego życia.
"WOLA MOCY” - WYRAŻENIE NA WIEKI ZROŚNIETE Z PISARSTWEM NIETZSCHEGO /podkr.moje/ - podsuwa jednak rozumienie węższe i szersze. W węższym sensie jest to pożądany stan duchowy szlachetnego i dzielnego wojownika, który chce i potrafi wyrosnąć ponad miernotę, co go otacza, nie boi się być samotnym i znienawidzonym przez tłum, wciela wyższy typ człowieka; a jeśli ludzkość ma cel jakiś, to ów cel urzeczywistnia się w tych najlepszych jej synach (co jednak oznacza "cel" w tym kontekście - nie wiemy). Wola mocy pojawia się jednak w ostatnich pismach Nietzschego także w szerszym sensie - jako kosmiczne urządzenie - metafizyczna zasada, można by rzec, gdyby nie to, że taki przymiotnik do filozofii tej nie przystaje. Cała rzeczywistość jest to zbiór niezliczonych ośrodków woli mocy, z których każdy usiłuje kosztem innych rozszerzyć swój zakres panowania. Każdy z nas jest takim ośrodkiem. Nie ma sensu i nie ma kierunku w tej wiecznej walce.
Wyższy typ człowieka, którego wola mocy prowadzi, nie dba o swój prywatny interes, ale też nie wie, co to grzech, wyrzuty sumienia i litość. Nie znaczy to, że jest sadystą, że chce się znęcać nad gorszymi egzemplarzami gatunku - oni go nie obchodzą.
W tym przeciwstawieniu moralności panów i moralności niewolników, poszukiwaczy wielkości i na zagładę skazanych miernot albo, jak filozof powiada, motłochu, widać pogardę dla zwykłych ludzi, którzy nie mają wielkich aspiracji intelektualnych czy artystycznych. Zapewne Nietzsche wiedział, że nie mógł był sobie radzić w życiu, gdyby nie było na rogu ulicy piekarza, a na drugim rogu szewca. Ale piekarze i szewcy go nie obchodzili. Jego nienawiść była skierowana głównie do motłochu wykształconego, do dziennikarzy, literatów, polityków czy filozofów, handlarzy modnych idei, propagatorów wiary w prawa większości, w równość ludzi - w wersji liberalnej czy socjalistycznej. Tych obwiniał o zwyrodniałą cywilizację, o niezdolność do patrzenia w twarz rzeczywistości.
Bertrand Russell powiada, że filozofię Nietzschego można streścić słowami z Szekspirowskiego "Króla Leara": "Coś takiego zrobię, że... Jeszcze nie wiem co, lecz wiem, że ziemia zadrży ze zgrozy..." (akt II, scena 4, przekład Stanisława Barańczaka).
Nie jest to złośliwość bezzasadna, gdy się zważy różne samochwalcze okrzyki filozofa, który się mianował prorokiem nadchodzącego czasu. Rzecz w tym jednak, że miał w tym Nietzsche kawał racji: nieraz mówimy o XX wieku jako epoce ponietzscheańskiej, a Nietzsche w swoim przesłaniu do przyszłego świata w znacznym stopniu rzeczywiście wypowiada tego świata nihilizm, cynizm, niewiarę, a także porzucenie litości, miłowania bliźniego, cnót chrześcijańskich. Zanieczyścił wizerunek Nietzschego, oczywiście, narodowy socjalizm niemiecki, co go uznał za swego herolda. Musiał go jednak sfałszować i okrawać, Nietzsche NIE BYŁ BOWIEM PIEWCA NIEMIECKIEGO NACJONALIZMU I ANTYSEMITYZMU /podkr.moje/, co łatwo okazać. Gdyby był dożył czasów II wojny światowej, nie oburzałby się zapewne na imperialną ekspansję Trzeciej Rzeszy, choćby połączoną z wytrzebieniem innych narodów: wielka ryba pożera małą, to są prawa natury, nad którymi lamentować byłoby głupotą. Gardziłby jednak hitlerowską hołotą, nie byli to bowiem samotni, szlachetni, choć nieznający litości wojownicy, ale właśnie wcielenie emocji i potrzeb stadnych, których nienawidził. "Nietzscheanizm" ruchu hitlerowskiego był więc falsyfikatem, ale falsyfikatem połowicznym.
Czytelnik Nietzschego przeczuwa jednak, że za jego hałaśliwą pochwałą życia, apoteozą tego, co wzniosłe, potężne i wielkie, trzepoce się NIEULECZALNA ROZPACZ UMYSŁU ZRANIONEGO WŁASNYM ODKRYCIEM BEZSENSU ISTNIENIA. /podkr.moje/
Wolno więc pozwolić sobie na pytanie, na które odpowiedź podpowiada zdrowy rozsądek, choć nie statystyka: czy więcej było takich, którzy, natchnieni retoryką Nietzschego, jakąś doskonałość w jakiejś dziedzinie działań ludzkich zdobyli, czy raczej takich, co wezwaniom jego posłuszni, nie potrafili im sprostać i popełnili samobójstwo?
A oto niektóre z pytań, jakie nam Nietzsche podsuwa.
Przypuśćmy, że uwierzyliśmy w TEORIĘ WIECZNEGO POWROTU /podkr.moje/, w to, że będziemy nieskończoną ilość razy powtarzać we wszystkich detalach nasze życie. Czy byłaby to rzecz zachęcająca, przerażająca czy obojętna?
CHRZEŚCIJAŃSTWO WEDLE NIETZSCHEGO JEST RELIGIĄ SŁABOŚCI LUDZKIEJ I STRACHU /podkr.moje/, wrogą życiu i sile. Czy fakt, że wygrało ono w dziejach i utrwaliło swoje panowanie nad wielkimi obszarami świata, może uchodzić za obalenie tej oceny?
Mamy uprawiać wolę mocy i tworzyć własny sens życia, nie troszcząc się o odziedziczone reguły dobra i zła. Czy więc wielki artysta różni się w swej wielkości od wielkiego zbrodniarza, czy mamy obu tak samo podziwiać, skoro obaj sobie sens życia zbudowali, jak chcieli?
I uwaga końcowa ode mnie: wydaje się, że nikt nie może się równać z Nietzschem, czy też jego Zaratustrą, w kontrowersyjnym pobudzaniu do myślenia.