Monday, 23 June 2014

Stanisław PRZYBYSZEWSKI - "Dzieci Szatana"

Stanisław PRZYBYSZEWSKI - „Dzieci Szatana”

Logicznym następstwem mojej opinii na temat Nietzschego „Tako rzecze Zaratustra” wydaje się zajęcie jego polskim wyznawcą i propagatorem, Stanisławem PRZYBYSZEWSKIM /1868-1927/ i zainspirowanymi, ideą nietzscheańskiego NADCZŁOWIEKA, - „Dziećmi Szatana”, napisanymi pierwotnie w języku niemieckim i wydanymi w 1897 roku. Niemieckim - bo ten nasz drogi „diabeł” Stachu tam przewodził cyganerii, „bohemie” europejskiej. Oczywiście, nie przeszkodziło mu współtworzyć „Młodej Polski”, stać się jej demonicznym przywódcą, tudzież uwieść wszystkie spotkane kobiety i narobić rzeszę /oficjalnie sześcioro z trzema kobietami/ dzieciaków. Do pełni sylwetki dodajmy nadmierne spożywanie alkoholu i ustawiczny brak pieniędzy. Jednym słowem bon vinant, lecz i nieprzeciętnie silna osobowość podporządkowująca sobie otoczenie. Z tej przyczyny nazwa tej książki przeszła na krakowską cyganerię skupioną wokół Przybyszewskiego. On - Smutny Szatan szczególnie upodobał sobie młodych marzycieli, w większości beztalencia, sklonnych do wmawiania sobie przeżyć mistycznych i balansujących na granicy samobójstwa.
Lecz, aby trafnie zrecenzować książkę musimy wrócić do idei NADCZŁOWIEKA. Nietzsche /1844-1900/ uważał nadczłowieka, za następny niezbędny logiczny etap ewolucji, dotyczący wybitnych jednostek. Obrazował to balansowaniem linoskoczka na linie prowadzącej od zwierzęcia do nadczłowieka. Oczywiście, motłoch nie miał po co startować, a wybrani bądż wracali do stadium zwierzęcia, bądż z liny spadali, bądż też osiągnąwszy cel, stawali się Bogiem conajmniej samego siebie. Dodajmy, że sam NIETZSCHE zdając sobie sprawę z niezgodności jego myśli z niemieckim racjonalizmem, usprawiedliwiał poniekąd swoją brawurę, polskim pochodzeniem, od fikcyjnego Nickiego herbu Radwan z ziemi płockiej.
Niezależnie od Nietzschego, w tym samym czasie wprowadził NADCZŁOWIEKA, na literackie salony, Dostojewski. To nie tylko „Biesy”, które przychodzą na myśl w trakcie lektury omawianej książki, lecz i Raskolnikow, a jeszcze bardziej Iwan Karamazow. Aby uniknąć niepotrzebnych wątpliwości podkreślmy, że DOSTOJEWSKI /1821-1881/ zmarł dwa lata przed publikacją „Tako rzecze Zaratustra”.
Przybyszewski /1868-1927/ przyznawał się do znajomości idei Nietzschego, lecz śmiem wątpić,,czy ją zrozumiał. Nietzscheanizm stał się dla niego bazą do tworzenia satanizmów, demoniżmów i innych pierdół, a owocem omawiana książka. Pół biedy z jego odczytaniem Nietzschego, co przedstawia poniższy cytat:
„Wszak Nietzsche-filozof to czysto burżuazyjny mózg… Czymże jest cała dotychczasowa filozofia? Marną etyką burżuazyjną, jedyną etyką, jaką w ogóle burżuazja posiada, a mianowicie etyką, która głosi świętość i nienaruszalność własności. I dlaczego, sądzi pan, zgodzono się wreszcie na to, że życie nic nie warte. Wszakże wszystkie powody, jakie filozofowie przytaczają na uzasadnienie tego poglądu, dadzą się ostatecznie sprowadzić do przyczyn ekonomicznych. Utopista, doszedłszy do tego poglądu, chce stworzyć inne warunki bytu, ale filozofowi burżuazyjnemu takiego wniosku wyciągać nie wolno, bo własność jest nienaruszalna. A więc gdzie szukać wyjścia. Bajeczny imiennik pana chce wyzwolić się przez samobójstwo. A Nietzsche? Wszakże i on wyszedł z pesymistycznego poglądu na życie, wszakże i on jasno zdawał sobie sprawę z tego, że życie nic nie warte; ale nie chciał zatrzeć granicy między „moim” a „twoim”, nie chciał uciec się do banalnego środka wybawienia przez śmierć, więc woła do ludzi: bądźcie nadludźmi! Ale dlaczego mamy stać się nadludźmi? Bo powinniśmy się wznieść ponad nędzę, która wytworzyła własność. He, he, he! Nie ma dobra ni zła, ale Nietzsche ciągle mówi o anarchistach jak o psach, które przebiegają wszystkie targi europejskie… He, he… Bądźcie nadludźmi, to znaczy, bądźcie szlachetni i mądrzy, pracujcie przy pomocy pojęć, nie dbajcie o burżuazyjny porządek społeczny, lecz druzgotajcie jego tablice, naturalnie na papierze i gardźcie nim… He, he, he… Nigdy jeszcze ta trwoga burżuazyjna, co drży przed możliwym naruszeniem własności, nie ukryła się tak dobrze. W gruncie, to przecież nic innego, tylko nauka chrystianizmu: nie troszczcie się o skarby, które rdza pożera… Ha, ha… Jedni udają się do Indii i wchłaniają w siebie naukę brahminów… drudzy chcą się oczyścić i uszlachetnić środkami czystego człowieczeństwa, inni stają się nawet nadludźmi!…”.

Powieściowy nadczłowiek, uzależniwszy najbliższe otoczenie od siebie, postanawia przejść do czynu tj siać totalne zniszczenie. Do tego potrzebny jest motłoch, lecz recepta na zdobyciu u niego posłuchu jest prosta: wystarczy spalić fabrykę. Bo wtedy:

„Tysiąc robotników bez chleba! To znaczy, stu umrze z głodu, stu pójdzie na żebry lub włóczęgę, ale to jeszcze bagatela! Stu chwyci się kradzieży i rozboju… uważaj! teraz rzecz poczyna być ciekawa. Z kobiet przeważna część odda się prostytucji i za pomocą kiły zatruje zarazątysiące mężczyzn… A wszyscy — wszyscy podpadną władzy szatana. LUD ZAWSZE PODPADA WŁADZY SZATANA, JEŚLI MU SIĘ ODBIERA MOŻNOŚĆ ZAROBKU” /podkr.moje/.

Mowiliśmy wyżej o „pół-biedzie”, teraz więc o „całej”. A ona taka, że mieliśmy mieć demona, szatana czy NADCZŁOWIEKA, a dostaliśmy niezbyt intelektualnie rozwiniętego PSYCHOPATĘ manipulującego otoczeniem, głównie szantażem, pieniędzmi i odrażającymi intrygami.

Niemniej, książkę gorąco polecam, bo dobrze się czyta i zawiera wiele odniesień autobiograficznych. Ponadto, bez demona Przybyszewskiego, nie sposób poznać „Młodej Polski”.