Thursday, 5 June 2014

Mariusz SZCZYGIEŁ - "Niedziela, która zdarzyła się w środę"

Mariusz SZCZYGIEŁ - „Niedziela, która zdarzyła sie w środę”

SZUKAJCIE, A ZNAJDZIECIE. I znalazłem: jeszcze jednego SZCZYGŁA, w mojej torontańskiej bibliotece, ze skromnym działem polskojęzycznym, na półce REPORTAŻY PODRÓŻNICZYCH !!??, między „kapuścińskimi”.
NIESTETY, TO NIE DLA MNIE. Nim wyjąśnię dlaczego, przedstawię kryteria mojej oceny. A więc, jeśli czytam książkę obecnie, w 2014 roku, a jest ona zbiorem reportaży z „innej epoki”, w tym przypadku lat 1992-1996 i z niepowtarzalnych wydarzeń związanych z transformacją ustrojową w Polsce, wydanym w 1996 roku, to stosuję taryfę ulgową uwzględniającą tamtejszą mentalność reportera i, przede wszystkim, ówczesnego czytelnika. W tamtych czasach te reportaże mogły i powinny być ocenione wysoko i zaspakajać oczekiwania czytelnika.
NIESTETY, ja czytam WYDANIE Z 2011 ROKU, WYDANIE ZMIENIONE/!!!/, i Panie Szczygieł, kocham Pana, dałem trzem pańskim książkom po 10 gwiazdek, lecz MUSZĘ, bom uczciwy, dać teraz JEDYNIE PIĘĆ. Próbowałem tego uniknąć i o pierwszym, tytułowym opowiadaniu pisałem tak:
Po blisko ćwierćwieczu spędzonym w Kanadzie, trudno mnie zrozumieć pierwsze opowiadanie. Przecież to tutaj NORMALKA. I nie potrzeba kapitału niemieckiego czy zmiany właściciela fabryki. Przykład: córka i zięć pracowali w fabryce czekolady, którą postanowiono zmodernizować /i oczywiście zmniejszyć zatrudnienie do jednej trzeciej/. Ona wzięła odprawę, on poszedł na zasiłek dla bezrobotnych. ALBO, ALBO. Nie można zjeść cukierka i dalej go mieć. Co gorsza, reporter rozwodzi się o dotychczasowym statusie materialnym zwalnianych. Panie Szczygieł, to nie socjalizm, a zgniły kapitalizm. Dlaczego któś miałby litować się nad ludżmi niezaradnymi? No, tak, sobie tłumaczyłem: punkt widzenia zależy..... Ja tego nie rozumiem, a tam rodacy nie przygotowani do transformacji; reporter wykazuje /modną/ empatię....
Hola, hola!!! Się otrząsnąłem. Przecież mówimy o wydaniu ZMIENIONYM z 2011 r. , to zaraz ćwierć wieku kapitalizmu, tzn, że w wiek produkcyjny wchodzą ludzie URODZENI W KAPITALIZMIE. A więc taryfy ulgowej nie powinienem stosować.
Czytam dalej: /str.20/:
„Jest mężczyzną, mieszka w Kędzierzynie-Kożlu. Dawał kilka ogłoszeń typu: „Trzydziestopięcioletni, solidny, z prawem jazdy....”
Czyli niewykwalifikowany, w dodatku stary. Co on robił przez 17 lat od uzyskania pełnoletności, skoro nie ma „experience’u” w niczym. A kogo interesuje miejsce zamieszkania? Kanada ciut większa od Polski, a tu wszyscy migrują za pracą. A jeśli Union /zw.zawodowy/ proponuje pracę może na pół roku, a może na 8 miesięcy, w odległym o 100 km Hamilton, to bierzesz robotę z pocałowaniem ręki, by z listy nie wypaść. I dojeżdżasz, albo się przeprowadzasz.
Autor zauważa to i mowi o istotnej części Polaków: /str.70/
„Myślę, że są bierni. Że przy żadnych kwalifikacjach chcą mieć nie wiadomo jakie dochody...”.
O roszczeniowej postawie niektórych opowiada: /str. 107/:
„W ubiegłym roku jakiś facet bez zawodu chodził pod Urzędem Miasta z transparentem: PRACY! Aby nie robił wstydu, przedstawiono mu trzy oferty, lecz żadnej nie przyjął...”.
Z kolei, na temat przestępczosci Szczygieł słusznie mówi:
„..wzrost przestępstw jest ceną wolności..”
Natomiast nie mogę się zgodzić z poglądem, że...:/str.92/
„Polskie prawo jest przy tym nadal niesłychanie surowe: zapadają wyroki dwu-, trzykrotnie wyższe w porównaniu za średnią krajów cywilizowanych...”
ABSURD!! Choćby przykład Polaka skazanego w Wlk. Brytanii za gwałt na podwójne dożywocie, któremu po przeniesieniu do Polski zagrażała kara jedynie 12 lat, a ile dostał nie wiem. Za dilerkę narkotyków na tym kontynencie dostaje się conajmniej 10 lat, siedzianych od gwizdka do gwizdka.
No i dojechałem do reportażu o onanizmie. Straszne!!! Ujawnia się przepaść cywilizacyjna. Tu, w Ameryce, każdy wie, że onanizm w wieku dojrzewania jest PRAKTYKĄ PRAWIDŁOWĄ, a z kolei bezpłatne kondomy dostępne dotąd w szkołach, wprowadza się, właśnie teraz, we wszystkich publicznych miejscach, takich jak szpitale, dworce, restauracje czy obiekty sportowe.
Reportaż jest OK, ale jako środek zastępczy książek Lwa Starowicza, które winny być OBOWIĄZKOWĄ LEKTURĄ SZKOLNĄ. Ale przytoczone reakcje czytelników - to ciemnogród. Najlepiej zatrudnić egzorcystę, by wypędził diabła, co nakłania do masturbacji... Ale co póżniej, gdy młody dojrzeje, a wtedy okaże się, że każda niewiasta ma diabła pod spódnicą...
No cóż, doczytałem do końca i pozostało wrażenie, że wszystko trąci myszką, bo Amway dawno przeszedł do kategorii symboli, podobnie jak np Herbalife, a zmiany językowe, omawiane przez największe autorytety, są rozbrajająco przestarzałe. A propos tego tematu pozwolę sobie zauważyć, że dodatkowym problemem jest wymawianie wszelkich nazw innojęzycznych po angielsku. I tak, gdy rozmawiam z wnukami o greckiej lub rzymskiej mitologii, mamy kłopoty ze zrozumieniem się, bo nie potrafię zaakceptować wymawiania wyrażeń łacińskich po angielsku jak np wajsewerse czy Majdas.
A co do książki, to pamiętajmy, że był to debiut pisany 20 lat temu.