Thursday, 12 June 2014

Andrzej BOBKOWSKI - "Listy do Aleksandra Bobkowskiego"

Andrzej BOBKOWSKI - “Listy do Aleksandra Bobkowskiego
1940-1961”
Przeczytałem ponad 20 stronicowy „WSTĘP” Joanny Podolskiej, który wg mnie niewiele daje czytelnikowi spotykającemu się z Bobkowskim po raz pierwszy. Wydaje mnie się potrzebna garść informacji, przeto pozwalam sobie skopiować część mego eseju o Bobkowskim z mego blogu wgwg1943:
„Andrzej BOBKOWSKI urodził się 27.10.1913 r., w Wiener-Neustadt, w Austrii. Tatuś - Henryk Karol Bobkowski /1879-1945/, piłsudczyk dosłużył się stopnia generała brygady, a mamusia - Stanisława z Malinowskich /1897-1962/, po śmierci męża została /w PRL-u/ garderobianą w krakowskim teatrze „Rozmaitości”. Aby oddać atmosferę panującą w domu, w którym Andrzejek się wychował, przywołajmy jeszcze osobę stryja Aleksandra /1885-1966/, wiceministra komunikacji w II RP, twórcy kolejki na Kasprowy Wierch, piłsudczyka, zięcia prezydenta Ignacego Mościckiego /1867-1946/, też oczywiście piłsudczyka. Dodajmy, że stryj towarzyszył w 1940 r Prezydentowi w drodze z Rumunii do Szwajcarii i osiadł w tym kraju, utrzymując stały listowny kontakt z bratankiem przebywającym w Paryżu, a po 1948 r. w Gwatemali. Co do Ignacego Mościckiego czuję się zmuszony przypomnieć, że był profesorem chemii Uniwersytetu Lwowskiego i twórcą genialnej „metody komorowej” produkcji kwasu siarkowego. A co do rodzinnej „atmosfery” to piłsudczyzna, czyli patologiczna nienawiść do Rosji i wszystkiego co z nią związane; w następstwie rusofobia i OBSESYJNY lęk przed zalaniem Europy przez bolszewizm po 1945 roku i w efekcie -- ucieczka na Karaiby. Sam Bobkowski w swoim „Synopsis” /przeglądzie, zestawieniu/ pisze: „Przekonania polityczne: liberalny reakcjonista z silnymi akcentami antykomunizmu i zoologicznej nienawiści do Rosji, wszczepionej mu przez ojca od dziecka..”.
SZCZEGÓŁOWE PRZYPISY JOANNY PODOLSKIEJ PO KAZDYM LIŚCIE, PRZEKRACZAJĄCE DŁUGOŚCIĄ SAM LIST ZNUŻĄ KAZDEGO CZYTELNIKA. W związku z tym śmiem Państwu zaproponować dalszą część mojego wypracowania, by „wejść w temat”, a następnie czytać „Listy..” lekko i przyjemnie zerkając do przypisów tylko w razie konieczności.
„...Mnie zbliżyły do Bobkowskiego opinie o niektórych pisarzach identyczne z moimi. I tak doceniając poziom twórczości Iwaszkiewicza stwierdza /podobnie jak ja/: „Iwaszkiewicz to zupełna kurwa”; o „Nocach i Dniach” Dąbrowskiej, których ja nigdy do końca nie przeczytałem, pisze: ..”nudne, flaki z olejem, szare, GULBRASOWATE /tzn bez poczucia dowcipu i pointy/, niestrawne. Odłożyłem. Szara logorrhea /logorea – słowotok, blablanie/ Pewnie z tego dostałem ataku niestrawności i wiję się w kolkach od wczoraj. To nie dla mnie”. A o innej „ulubionej” przeze mnie pisarce: ...”grafomańskie wypociny tej Orzeszkowej. ....kontorsje typowej grafomanki”.
Również w innych kwestiach mamy zbieżne poglądy. O braku znajomości języka polskiego wśród dzieci emigrantów pisze: „...jeśli dzieci nie mówią po polsku, to boli...., że mając wszystkie możliwości ku temu, nie uczą się... innego języka... Zubożają się z winy rodziców niepotrzebnie, głupio...”. O relacji Kościoła z religią w Polsce konstatuje: „....ogromna rola Kościoła, z tym, że religia jest zupełnie niepogłębiona; jest demonstracją polityczną”. Mimo, że sam jest rusofobem naśmiewa się z polskiego kołtuna, dla którego „....jak bolszewik je kasztany z łupiną, to skandal i Wschód, i Polska „pod takimi”, a jak Amerykanin wbija sardynki z czekoladą, to śmiech, „cóż za dzieci”, niech żyje Zachód”. /por. porównanie stosunku do Rosjan i Niemców u Stasiuka, p. ESEJ „Moje lektury styczniowe str.5-6/.
Zgadzam się z nim co do przyczyn nieuniknionego upadku socjalizmu w Europie Wschodniej, bo...
„socjalizm bez uprzedniego treningu kapitalistycznego jest utopią. Moze pan uspołecznić kapitalizm /to dzieje się w USA, i daje pozytywne wyniki/, ale nie uspołeczni pan społeczeństwa, które nie przeszło przez okres kapitalizmu. ...jak psa, tak i człowieka można oduczyć kraść, ale pod warunkiem dania mu jeść”.
Co do nadziei m.in. Józefa Czapskiego pokładanych w sartrowskim egzystencjonalizmie jako antidotum na komunizm brutalnie kontrował per analogiam, „...że jeżeli uważa leczenie syfilisu trądem za skuteczne, to zgoda”.
Wywód Bobkowskiego o błędnych założeniach socjalizmu zasługuje na uwagę: oni chcieli...
„stworzyć w robotniku poczucie wspólnoty, dać mu naprawdę poczucie własności. Nie ma - to nie istnieje. Poczucie własności jest jednostkowe i inne poczucia własności są lipą. To co robotnika jedynie i naprawdę obchodzi, to maksimum zarobku przy minimum godzin pracy”. I dalej: „Człowiek jest człowiekiem, i dokąd nim zostanie /a nie świętym socjalistycznym/, to w fabryce będzie kradł i będzie jeżdził na gapę, i będzie wszędzie kradł, gdzie się da. Oni chcieliby wychowywać miliony świętych rocznie. To psiakrew Kościół przez 2000 lat nie dorobił się nawet 2000 świętych”.
Podzielam jego stosunek do „hurra-patriotyzmu” i haseł „Bóg, Honor, Ojczyzna” wyrażony m.in. słowami, które idealnie korespondują z poglądami Gombrowicza:
„Po co te pieprzenia o obowiązku wobec Poooolski? Czy raz ktoś nie mógłby mieć tego otwarcie w d...... Ta ojczyżniana obłuda nas zarzyna na każdym kroku. ...Szał mnie ogarnia, bo zamiast trzeżwieć zachlewamy się dziś bardziej niż kiedykolwiek tą Pooolską, romantyzmem, chujami-mujami patriotycznymi. Zupełna beznadzieja. Ciemnieje mi w oczach - Pacanów, Kłaj, Gówniarzykowo, a nie państwo”.
A dzięki eksponowaniu naszych cech narodowych „...tu /w Gwatemali/ tak samo jak wszędzie Polaków nie lubią”. Bobkowski podkreśla również, że ten polski patriotyzm /czytaj: nacjonalizm/ „prowadzi sznureczkiem do zaułka prowincjonalnego”.
Ostatnim tematem, w którym nasze poglądy są zbieżne to seks /czytaj: pornografia/ w sztuce. Bobkowski ujmuje to zwiężle i dobitnie:
„Seks jest bardzo ważny, kutas i dupa, to oś i łożysko na których obraca się kula ziemska.., ale nie widzę powodu przeszczepiania tego do sztuki. I do tzw literatury...”.
Ugodowy Giedroyc próbował mu ripostować przywołując Henry Millera z bulwersującym „Zwrotnikiem Raka”, lecz dzisiaj, po 60 latach od omawianej korespondencji, już wiemy, że Bobkowski miał rację; Henry Miller to nuda i nikt go nie czyta.
Po stronie minusów charakteru i poglądów Bobkowskiego musimy na pierwszym miejscu wymienić rasizm. Jest tak zaślepiony, że nie widzi sprzeczności w swoich deklaracjach: katolika i jednocześnie rasisty /”Listy..” str. 568 - „..jestem rasistą”/. W liście do Giedroycia pisze: /”Listy..” str.136/:
„...biały to jest jednak coś wyższego, ...pomimo wszystkiego, co można mu wytknąć. ....Jeżeli Amerykanie... czymś są to dlatego, że instyktownie zdobyli się na przezorność wybicia wszytkich Indian do nogi i niepomieszania sie z nimi.... Ja dziś rozumiem doskonale samoobronę Amerykanów przed czarnymi....”.
No i cała ewentualna sympatia do autora tych słów bezpowrotnie znika. Będąc „nikim”, bo trzyletnie studia w warszawskiej SGH to niewiele, ten uciekinier z Europy, przybłęda w Gwatemali, butnie się stawia: /str.216/ „jestem biały i rozkazów od takiego „half-caste” nie będę przyjmował”. /Jako half-caste miał na myśli mieszańców indyjsko-murzyńskich/. Rasizm, rusofobia już mu nie wystarczają, deprecjonuje nawet Hiszpanów pisząc po pierwszych dniach pobytu w Gwatemali:
„....twierdzę, że tak jak Rosjanie nie są Europejczykami, tak samo Hiszpanie nimi być nie mogą”.
Mentalnie pozostając kato-Polakiem odcina się od nacjonalizmu powtarzając w kólko „nie jestem endekiem” lub „ja nienawidzę nacjonalizmu” kreując się na „europejczyka”. Obraża wszech i wobec. Na temat ewentualnych rozmów w Paryżu z „ludżmi z kraju” cieszy się ze swojej nieobecności gdyż dzięki temu: „nie będę zmuszony do ściskania rąk kurwom, choćby wśród nich miało by być kilku porządnych”, a w 1956 r., jako jedyny solidaryzuje się z tzw. „uchwałą londyńską” obligującą pisarzy emigracyjnych do niepublikowania w kraju. W końcu „święty” człowiek - Giedroyc traci cierpliwość i go strofuje: „...jakim prawem Pan wydaje sądy, właściwie uciekłszy z tzw ?”.
Bo Bobkowski jest uciekinierem, ogarniętym „obsesją wolności”. Kieruje nim motto: „Człowiek wolny to ten, kto zapanował nad przypadkowością życia, własną słabością, kto zawdzięcza zwycięstwo wyłącznie sobie”. Paradoksem jest, że uciekając z Europy „przekonany o jej bankructwie duchowym, klęsce politycznej, a niebawem militarnym w przewidywanym starciu z ZSRR”, trafia do Gwatemali targanej rewolucją komunistyczną, która „upaństwawia” jego dopiero co otwarty sklep z modelami samolotów. Zobaczmy jak go ocenia najsłynniejszy uciekinier z PRL-u - Miłosz:
„Andrzej Bobkowski po napisaniu Szkiców piórkiem wyemigrował z Francji do Gwatemali, cnota w nim zwyciężyła, sam, własnymi rękami stworzył sobie warunki egzystencji, żeby nie zależeć od komitetów, stypendiów, jałmużny. I ta cnota, dziwnie zawsze idąca w parze z pogardą dla, panie dzieju, różnych intelektualnych figlasów, zepsuła jego pisarstwo, zwróciła go na tor swojski, jakże znany: wrzaskliwych sarmackich napaści na cokolwiek, co wymaga myślowej pracy, dumnego z siebie obskurantyzmu, maskowanego oczytaniem i cytatami w obcych językach”.
Pierwotną przyczyną wzajemnej niechęci Miłosza i Bobkowskiego była rusofobia, która doprowadziła tego ostatniego do absurdalnej negacji literatury rosyjskiej. Przytoczmy fragment listu Bobkowskiego do Giedroycia o arcydziele literatury światowej Braciach Karamazow:
„..czytam - Braci Karamazow - całkiem żle ze mną. Poza Wielkim Inkwizytorem to zupełna szmira, teatralna, rozgadana, rozmemlana, cuchnąca dziegciem i uchrystianizowaną spermą”.
/Legenda o Wielkim Inkwizytorze - rozdział powieści/. A w następnym liście, dumny z siebie, konstatuje:
„Skończyłem /powinien mi Pan dać odznaczenie/ Braci Karamazow. Zbudowany byłem zakończeniem niesłychanie nowoczesnym i bardzo prawdziwym. Witia z Gruszeńką uciekną do Ameryki, nauczą się tam angielskiego i otrzymawszy obywatelstwo amerykańskie wrócą do Rosji z paszportami amerykańskimi. Mam wrażenie, że Dostojewski rozwiązał proroczo problem możliwości życia w tych naszych słowiańskich krajach. Bardzo możliwe, że potrafilibyśmy stworzyć prawdziwą ojczyznę dopiero z obcymi paszportami. Inaczej będzie to zawsze zas.... Pipidówka z kompleksem Polski, a nie z Polską”.
Zauważmy „klasę” Giedroycia, który kulturalnie odpowiada:
„Boję się tylko, że Pan zdaje się nie zna rosyjskiego i wobec tego zniekształca to Panu pisarza, a nie znam ani jednego dobrego tłumaczenia. To dziwnie nieprzetłumaczalny język”.
To tyle, i aż tyle. O Bobkowskim w szkołach nie uczą, a wart poznać tak nietuzinkową postać, jeśli więc w choć najmniejszym stopniu Państwu to ułatwiłem - radość dla mnie wielka.