Monday, 2 June 2014

Marek NOWAKOWSKI - "Homo Polonicus"

UWAGA! 10 gwiazdek za ostatnie opowiadanie /”Strzały...”/ i od niego radzę zacząć.
To piąta opinia z minicyklu „W ramach kondolencji”, z pominięciem czwartej przewidzianej dla „Mojego słownika PRL-u”, który okazał się jakąś meganieudolną podróbką. W omawianej książce mamy z 1984 r. - „Dwa dni z aniołem”, z 1992 r.- „Homo Polonicus”, z 1997 r.- „Strzały w motelu „George”” oraz z 2005 r. - „Stygmatycy”. WSZYSTKIE ŚWIETNE I W TYM SAMYM STYLU REALIZMU PERYFERYJNEGO, króry jest wizytówką Nowakowskiego. Ta spójność stylu i języka jest wodą na młyn mojego oskarżenia w sprawie wspomnianej podróbki.
W 1984 r. Nowakowski wyrażnie zawiedziony i rozżalony z powodu tak łatwego upadku 10 milionowego ruchu, wskutek wprowadzenia stanu wojennego, wkłada w usta prokuratora Anioła słowa: /str.43/
„..zbyt wiele ofiar nie było, nie? Co to za ofiary ! Kilkanaście osob najwyżej. No, ale jak ludzi można było inaczej zmusić do posłuchu? Tacy byli rozbestwieni. My, „Solidarność”. Jest nas 10 milionów! We łbach im sie przewróciło. Takie są fakty..”.
Najzabawniejsze w tym opowiadaniu jest to, że obaj adwersarze, adwokat i prokurator, są oportunistami, lecz sympatia czytelnika lokuje się po stronie dyspozycyjnego PRL-owskiego prokuratora, który w dodatku jest łapówkarzem, dziwkarzem i pijakiem. Obłudny, konformistyczny, zakłamany mecenas, pijący tylko whisky i palący tylko „Marlboro”, wzbudza wyłącznie niesmak, podczas gdy „zły” prokurator jest rozbrajająco szczery: /str.38/
„Praworządność, myśli pan, to fikcja. Wcale nie! Praworządność jest tym czego aktualnie potrzebuje władza.... ...Z prawem można jak z dziwką...”.
„Homo polonicus” z 1997 roku, to wspaniała groteska na temat „klimatu” w nowej, wolnej Polsce korzystnego dla ludzi „z głową”, dążących do szybkiego wzbogacenia się. Mentalność tych „ludzi czynu” poznajemy na str.112:
„..Kapitalizm. Stasiu Bombiak właściwie nigdy nie zastanawiał się nad sensem tego słowa. Słowa, słowa!. Tyle tej gadaniny. Była komuna i też jakoś się żyło. Przedtem okupacja i ludzie dawali sobie radę. Niektórzy nawet chwalili. Słowa są po to, żeby człowiekowi w głowie mącić. Wierzył w zdrowy rozsądek i arytmetykę. Podparte to musi być jeszcze uporem, energią i przebiegłością. Tak to z grubsza wyglądało według jego doświadczenia..”
Wydawca zrezygnował z kolejności chronologicznej i jako trzecie umieścił najslabsze opowiadanie pt „Stygmatycy”, o ludziach starych, którzy w nowej rzeczywistości nie mogą znależć swojego miejsca. Lokal, w którym przez lata przesiadywali, zmienił oblicze i serwuje teraz drogie drinki, na które ich nie stać, więc nie mogą zrozumieć dlaczego akurat ich to spotkało. Stygmatyzuje ich wiek, są już niepotrzebni. Nie zmienia to faktu, że jednego z nich: /str.155/
„...dręczy.. ..pytanie: Dlaczego tak bez pardonu został wyrzucony na śmietnik? Z dnia na dzień won! .. ..Boleje nad metamorfozą...”.
Ostatnia część to „Strzały w motelu „George”’ czyli skarb Krwawego Barona”, pastisz, który został wydany również jako osobna pozycja. Zrecenzowanie tego utworu przekracza moje możliwości, podobnie jak w przypadku niektórych utworów Gombrowicza, Witkacego czy Schulza. Jest to absolutnie genialna kpina ze wszystkiego, której skromną próbką konczę swoją opinię: /str.198/
„Wożnica spał ze zwieszoną głową, zdając się na kościstą, gniadą szkapę. Sen akurat miał SŁODKI. ŚNIŁO MU SIĘ, ŻE OGIEŃ TRAWI ZABUDOWANIA JEGO SĄSIADA. Spłonęły doszczętnie stodoła, obora i chlew, Juz zajęło się domostwo i sąsiad w białych gaciach wyskoczył przez okno”. /podkr.mpje/
To pastisz nie tylko powiesci kryminalnej, sensacyjnej, romantycznej, erotycznej czy gotyckiej, lecz i Gombrowicza, a cytat przypomina modlitwę z „Dnia świra” Koterskiego.