Wednesday, 11 June 2014

Antoni LIBERA - "Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie

Antoni LIBERA - “Bogosławieństwo Becketta
i inne wyznania literackie”
Same kłopoty mam z tym LIBERĄ /”z tym”, a „tamten” to jego ojciec wspaniały człowiek, prof. UW Zdzisław LIBERA, /1913-1998//, bo choć on o sześć lat ode mnie młodszy, to świetnie zorientowany w wydarzeniach tamtych lat /60-tych, 70-tych/, zna Warszawę, a szczególnie Żoliborz, ze światem literacko-artystycznym za pan brat, w tym z Andrzejewskim, którego mobilizuje do dokończenia „Miazgi” będąc 20-letnim studentem, do tego jest cholernie inteligentny i wszechstronny. Zdążył działać w KOR-ze, skończyć studia, obronić doktorat, przetłumaczyć nie tylko całego Samuela Becketta, lecz również Wilde’a, Sofoklesa i wielu innych, napisać kilka książek, w tym bestseller „Madame”, wyreżyserować wiele sztuk w kraju i zagranicą. To jak ja-inżynier mam recenzować jego erudycyjne „wyznania literackie”?
Na domiar złego, ja /wstyd się przyznać/ nie czytałem „Madame”, a pierwsza część „Trzy rozmowy” jej dotyczy. To ja tylko podam, co cennego wynotowałem. Libera mówi:/str.13/
„Naoczność, przeżycie bezpośrednie zawsze przegrywa z wyobrażeniem lub z tym, czego dostarcza pamięć i język... ..Mityzowanie świata leży w naturze człowieka...”.
Libera, profesjonalista w historii literatury, a jednocześnie tłumacz i wielbiciel Becketta, oświadcza: /str.17/:
„Wielkiej literatury modernistycznej już nie ma. Skończyła się wraz z Beckettem... ..On zrobił w tej dziedzinie to, co.. ..uczynił był Beethoven z formą sonaty w opusie 111. Doprowadził ją mianowicie do końca. Jego dzieło jest doskonale spełnione i zamknięte. Dalej iść tą drogą niepodobna..”
Charakteryzując Madame przytacza słowa Becketta: „jestes, jakim się wymyślisz”, i a propos pisze: /str.30/
„Wiara Żydów, że są narodem wybranym, doprowadziła do tego, że w pewnym sensie stali się takim”.
Warto też zasygnalizować, że wśród tuzów polskiej literatury umieszcza Janusza Szpotańskiego, któremu poświęcone „pożegnanie” znajdujemy w dalszej części książki.
Drugą część „Drogę do literatury” zaczyna historią tworzenia „Miazgi” Andrzejewskiego, w której czynnie uczestniczył. Lektura tej smutnej opowieści dała mnie tylko potwierdzenie, że brak moralności, kręgosłupa zniweczy każde dzieło, zresztą nie tylko literackie.
W podrozdziale „Historia i Literatura” wymienia Witkacego /w „Niemytych duszach”/ i Gombrowicza /w „Ferdydurke” i „TransAtlantyku”/ jako tych, co podjęli próbę „opisania polskiej „schizofrenii” i oczyszczenia polskiej „duchowej stajni Augiasza”” i wskazywali konieczność zajęcia się „problematyką człowieka-we-współczesnej-cywilizacji, a nie Polaka-wobec-reszty-świata”.
Następną część „Koledzy po piórze” zaczyna pożegnaniem Janusza Szpotańskiego /1929-2001/, dyżurnego „prześmiewcy komuny”, szczególnie znienawidzonego przez Gomułkę, autora satyr „Cisi i gęgacze” i „Towarzysz Szmaciak” . Dalej, o Wilhelmie Dichterze /ur.1935/, autorze „Konia Pana Boga” /1996/ i „Szkoly Bezbożników” /1999/, który opuścił Polskę po marcu 68. A że w Stanach odwiedzał go Paweł Huelle, to logicznym następstwem jest parę słów o autorze „Weisera Dawidka”. I tu mamy, świetny esej, napisany z okazji ekranizacji „Weisera..” przez Marczewskiego, który gorąco polecam czytelnikom Huellego. Ani słowa o nim, bo zbyt cenny, by go rozdrabniać. Dalej laudacja Bronisława Maja /ur.1953/, krakowskiego liryka, którego piosenki śpiewa Turnau, wykładowcy UJ, autora książki o Tadeuszu Gajcym, pochwała poety Janusza Szubera /ur.1947/ oraz odczyt wygłoszony podczas wieczoru autorskiego Zbigniewa Mentzla /ur.1951/, prozaika, eseisty, felietonisty „Tygodnika Powszechnego”, autora rozmów z Leszkiem Kołakowskim.
Libera kończy „Kolegów po piórze” udanym pastiszem Pilcha, co mnie serdecznie ubawiło, bo Pilcha nie lubię, nie cenię i nie rozumiem, co ludzie pozytywnego odnajdują w jego zarozumialczym blablaniu.
W następnym rozdziale pt „Literatura dziś” autor mówi: /str.152/
„Istota literatury wydaje się polegać na wypełnianiu luki pomiędzy Rozumem a Wiarą; na uprawianiu terenu, który nie należy ani do Nauki /myśli spekulatywnej/, ani do Religii /refleksji metafizycznej/; na ekspresji owej szarej a rozległej strefy, jaką jest żywioł życia tak lub inaczej w danym momencie pojmowanego i uregulowanego. Inaczej mówiąc, literatura przy pomocy języka /w odróżnieniu od malarstwa posługującego się obrazem/ tworzy tak czy inaczej - Autoportret Człowieka..”
Niestety zmuszony jestem zakończyć opinię, by uniknąć oceny kontrowersyjnego, bezpardonowego ataku autora na Jaruzelskiego i cały PRL w następnym rozdziale, gdyż nie miejsce tu na szerszą dyskusję. Przy całym moim uznaniu dla inteligencji i profesjonalności Autora w dziedzinie literatury, nie potrafię nie zauważyć, że wywodzi się z UPRZYWILEJOWANEJ W PRL-U WARSTWY - ŻYDOWSKIEJ INTELIGENCJI. /Ojciec - Zdzisław LIBIN-LIBERA, prof.UW/
A więc, książkę polecam i mam nadzieję, że moje dane o omawianych osobach ułatwia czytanie /bo przypisów brak/, a kwestia ostatniego rozdziału... Nobody is perfect.