Tuesday, 10 June 2014

Agata TUSZYŃSKA - "TYRMANDOWIE. Romans amerykański"

Agata TUSZYŃSKA -
“TYRMANDOWIE. Romans amerykański”
Sympatyczne ble, ble nie przynoszące czytającemu ani pożytku, ani szkód. Jako czytelnikowi i sympatykowi Tyrmanda lektura tego zbioru listów wraz z komentarzem, nic mnie nie dała, jako, że przebywając 25 lat w Kanadzie, skończywszy tutejszy Seneca College /w wieku 52 lat/ i mając wnuki po Toronto University, doskonale wiedziałem o poziomie umysłowym absolwentów amerykańskich uczelni, jak i o braku wykształcenia Tyrmanda. Przypominam, że zrobił maturę w warszawskim liceum w 1938 r i zdążył pochodzić rok czasu na paryskie ASP /Academie des Beaux-Arts/.
Myślicie, że szaleju się najadłem? Nie. Tyrmand - wyjątkowo inteligentny i zdolny, zawsze był mistrzem „picu i bajeru”, a młodsza o 27 lat Mary Ellen, mimo skończenia Uniwersytetu Yale była prowincjuszką, a wiadomości miała tyle, ile potrzeba było do zaliczania kolejnych testów na uczelni. Dla zafascynowanej jego publikacjami, a następnie nim samym, Tyrmand stał się niepodważalnym autorytetem we wszystkim. Zresztą póżniej sama o nim mówiła: /str.150/ „..dominujący, egotyczny, narcystyczny”. Niech za przykład posłuży ich korespondencja na temat „Niewidomego w Gazie” Huxleya. Ona pisze: /str.50/
„...Czytam „Niewidomego w Gazie” /Huxley/; podoba mi się, chociaż nie rozumiem tytułu...”
On odpowiada: /str.55/
„Niewidomy w Gazie zawdzięcza swój tytuł, że ile razy Arabowie rzucają granatem w ramach zamachów terrorystycznych, tyle razy są ofiary wśród Arabów..”
I to jest piękne. On nawet okładki nigdy nie widział, a ja czytałem w 1959 roku, czyli, gdy on był jeszcze w Polsce. Mało tego, oboje są Żydami, i mimo to nie znają historii Samsona i Dalili, okaleczenia go przez Filistynów i końca historii w Gazie. On to on, pokolenie rozbitków wojennych, ale ona nie przerabiała Johna Miltona „Samson Agonistes”?
A jeszcze jedno: w notce redakcyjnej naszego portalu czytam, że Mary Ellen nie zrobiła doktoratu, a na str.164 „stoi”:
„Mój doktorski dyplom, oprawiony w ozdobne ramy, nadal wisiał w okolicy toalety..”.
A w ogóle, kto lubi grzebać w czyimś życiu, niech se poczyta, bo ja to „z braku laku”, bo w Toronto coraz trudniej o coś wartościowego.