Saturday, 7 June 2014

Edward REDLIŃSKI - "Telefrenia"


Edward REDLINSKI - „Telefrenia”
Jestem na str.85-ej. Loser szykuje się na randkę. Jak na razie wynudziłem się jak mops, ale brnę dalej, ze względu na stary sentyment do autora. Tylko, czy to jeszcze pełen życia Redliński, autor nie tylko kultowej „Konopiełki”, lecz również zachwycającego mnie „Krfotoku”, „Szczuropolaków” czy „Transformejszyn” ? Redliński „spierniczał”, jak jego bohater, inżynier, który nie ma żadnych zainteresowań, jest umysłowym zerem, dewiantem seksualnym, a żyje głównie plotkami z kobiecych magazynów. No i te spotkania „anonimowych” wszelkiego rodzaju, skupiających psychicznych ekshibicjonistów, babrających się we własnych ekskrementach, by przez podobieństwo swojego nieudacznictwa wmówić sobie przynależność do zwartej grupy. Lew Starowicz zaleciłby izolację inżyniera-rencisty za uprawianie typowego „stalkingu”, karanego w Polsce nawet trzema latami więzienia.
Ale, że byłem entuzjastą książek Redlińskiego, to czytam dalej. Naładowany „pozytywną energią” /dostosowuję się do poziomu książki/ odnajduję ciekawe sformułowania: /str.51/
„Bo prawie zawsze spełnia się nam tylko karykatura tego, o czym marzyliśmy..”
oraz: /str.94/
„Podziwiacie Amerykę - a czy wiecie którą? Tę od Statui Wolności - czy tę od Indian, niewolnictwa, Wietnamu, Serbii, Iraku? Kochacie Rzeczpospolitą - ale którą? Szlachecką? Magnacką? Pańszczyżnianą?...”.
Niestety, odkrywam również Redlińskiego zagranie „unfair” wobec czytelnika: /str.169/
„Dżojs, powiedział syn. Wiesz, co to za jeden?
Oczywiście, pochwaliłem się, bo pamiętam - Samuel James Joyce, Irlandczyk. Kiedyś Olcha zaciągnęła mnie na tę jego słynną sztukę /”Czekając na Godota”/...”.
Nieładnie, bo nie każdy czytelnik wychwyci, że „Samuel” odnosi się do prawdziwego autora sztuki - Becketta. Nic, jadę dalej, a tu kicz na kanwie śmierci JP II. Tak uatrakcyjniać książkę? Tani chwyt. Potem znowu dyrdymały i brak konceptu jak zakończyć. Aż zakończył, a jak, nie powiem, kto ciekawy niech sam przeczyta.