Friday, 12 September 2014

Sławomir MROŻEK - "Miłość na Krymie"

Sławomir MROŻEK - „Miłość na Krymie”
Niektórzy rozpatrują „Miłość na Krymie” jako dramat odpowiedzialności inteligentów za dziejowe tragedie. Tytułowy „Krym” wg Mrożka to „historyczność, komuna, Sowiety”, a tytułową „miłość” w tytule Jerzy Koenig tłumaczy:
„Ludzie trwają niezależnie od grozy czasów, kochają się, cierpią,, łudzą się, czekają, rozchodzą się, spotykają się ze sobą, żyją „jakoś” - to znaczy tak żyją, jak im czasy na to pozwalają... ..I za cara, i za kapitalizmu, i nawet w godzinie śmierci człowiek od miłości nie ucieknie”.
Przesłaniem tej tragikomedii ma być słodkawy truizm, że miłość zwycięża czas, pomimo, że w treści więcej „Krymu” niż „miłości”.
Akcja tej sztuki napisanej w 1993 r. tzn jeszcze na emigracji /Mrożek powrócił w 1996 r./, toczy się kolejno w 1910, 1928 oraz obecnie tj we wczesnych latach 90-tych. Każdy akt w innym czasie, przy czym szczególnie pierwszy nawiązuje do „Wiśniowego sadu” Czechowa. Główny bohater - Zachedrynski ma w I akcie lat 50, a w akcie III, po ponad 80 latach, jest podstarzały: /str.145/
„Zachedryński jest znacznie postarzały. Nie wiekiem, ponieważ jest w tym samym wieku co w Akcie I i II, to znaczy ma lat około pięćdziesięciu, ale wyglądem. Wygląda starzej niż w aktach poprzednich, ponieważ jest zmizerowany..”
Taka konwencja; no i dobrze. Autor wymyślił, a mnie wypada ją zrozumieć i zaakceptować. A to, że wybiórcze „niestarzenie”, czy też starzenie się w różnym tempie, skutkuje brakiem sensu i logiki to drobiazg, egzystujący dobrze z innymi głupotami jak Leninem w I akcie, tj w 1910 r, który na odgłos strzału z dubeltówki wchodzi i bierze udzial w miniskeczu: /str.57-8/
„LENIN - Co? Już?
ZACHEDRYNSKI - Jeszcze nie, Włodzimierzu Iljiczu. Pan myślał, że to „Aurora”, ale pan się pomylił. „Aurora” będzie w Petersburgu.
LENIN - A, to ja poczekam”.
I w koncu aktu I widzimy Lenina wyjadającego konfitury.
Dla mnie to żenujące i tego nie kupuję; ale w tym tkwi ZASADNICZY PROBLEM. Otóż problem ten widział najlepiej przyjaciel Mrożka, Jan BŁOŃSKI, który w listach do pisarza wielokrotnie podkreślał, że pobyt Mrożka na emigracji tzn brak ŻYWEGO KONTAKTU Z KRAJEM uniemożliwi mu tworzenie utworów udanych. Mrożek był wyjątkowo spostrzegawczym i inteligentym krytykiem otaczającej rzeczywistości, ale bez IMPULSÓW płynących z wydarzeń wokół, bez swądu atmosfery, rozmijał się z aktualnymi potrzebami widza.
O co mnie chodzi ? O dezaktualizację. Ta scenka byłaby świetna w trwającym 45 lat PRl-u, gdzie sowiecka indoktrynacja zrobiła swoje i mit wodza rewolucji trwał. Ale teraz, gdy Mrożek pisze te dyrdymały, mamy rok 1993, i przeciętnie inteligentny Polak wie, że Żyd Uljanow, finansowany PRZEZ NIEMCÓW, zostaje wysłany do Rosji SPECJALNYM POCIĄGIEM , PRZEZ NIEMCÓW, by przejąć stery rewolucji, która odbyła się w LUTYM, by w razie NIEMIECKIEJ KLĘSKI, zadbać o NIEMIECKIE interesy. I tak się stało: HANIEBNY POKÓJ BRZESKI podpisany 3.03.1918 wbrew stanowisku przewodniczącego delegacji negocjacyjnej - TROCKIEGO, był darem niebios, czytaj LENINA, dla Niemiec, które natychmiast mogły przerzucić siły na front zachodni.
Szczególnie po śmierci Mrożek stał się ŚWIĘTOŚCIA NARODOWĄ i nikt nie śmie skrytykować pół słowa Mistrza. Typowa IDOLATRIA, którą ja TRZNIAM i mówię głośno: TA SZTUKA JEST DO D... !!