Friday, 19 September 2014

Janusz GŁOWACKI - "PRZYSZŁEM czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy

Janusz GŁOWACKI - „PRZYSZŁEM czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy”
GEJZER INTELIGENCJI I SKOJARZEŃ. Wielu twórców osiąga apogeum po siedemdziesiątce /Miłosz po dziewięćdziesiątce/. Podstawą jest wiedza aposterioryczna, czyli wynikająca z życiowych doświadczeń, a tych Głowacki miał co niemiara. Pozwólicie Panstwo, że jako niewiele młodszy od autora spóbuje być przewodnikiem niektórych z Was po niedopowiedzeniach zdarzających się w książce.
I tak, już na stronie 8 autor odwołuje się do Janusza Szpotańskiego. Pozwolę sobie na przypis:
Janusz Szpotański /1929-2001/ - poeta, satyryk, szachista; szyderstwami z PRL-u tak się naraził Gomułce, że ten, w marcu 1968 r. , nazwał go „człowiekiem o moralności alfonsa”, wsadziwszy go bezpośrednio wcześniej /1967/ na 3 lata, m.in. za sztukę „Cisi i gęgacze” /1964/, w której Gomułkę nazwał gnomem, a Polaków następująco scharakteryzował:
„Polacy to naród gęgaczy i szeptaczy zbierających się w chroniące je stadka, bo pojedynczo boją się cokolwiek”
W 1977 r. powstała ironiczna apoteoza PRL-u, poemat „Towarzysz Szmaciak”, dostępny na Google’u „Janusz Szpotanski: Towarzysz Szmaciak”.
W związku z błazeńskim pochówkiem Iwaszkiewicza w mundurze górnika /str.13/, o czym wspominałem w ostatniej recenzji tj Nowaka Lubeckiego „Łza i morze”, Głowacki przytacza wypowiedż Stryjkowskiego z ich wyprawy na pogrzeb pisarza:
/Stryjkowski o młodych w Stawiskach/ „...westchnął melancholijnie: - Jarosław ich tu wszystkich chędożył...”
Warto chyba tu wspomnieć, że Julian Stryjkowski /1905-96/, autor m.in. słynnej „Austerii”, sfilmowanej przez Kawalerowicza był pierwszym homoseksualistą w Polsce, który publicznie to ujawnił /w „Milczeniu” 1993/ . Jako ciekawostkę dodam, że drugim był Michał Głowiński, a Iwaszkiewicz, Dąbrowska czy Mycielski - dopiero po śmierci.
Aby zwrócić uwagę na odwagę mas w formułowaniu poglądów na temat ludzi wybitnych, Głowacki posługuje się Kapuścińskim: /str.11/
„Ryszard Kapuściński napisał, ze dramatem ludzi wybitnych jest to, że przyciągają uwagę miernot”.
Ja nie muszę być tak delikatny, toteż wolałbym podmiankę na Norwida:
„My pochodzimy ze społeczeństwa jedynego na globie, w którym nie ma ani jednego czymkolwiek bądż wyższego obywatela, który by zelżonym od rodaków albo upoliczkowanym i nawet obitym nie był”.
Temat ten powraca wielokrotnie, raz autor powołuje się na Piłsudskiego: /str.24/
„...marszałek mówił o potwornym polskim talencie do plucia, rzucania obelg i fałszywych oskarżeń..”
a innym razem sam konstatuje: /str.36/
„Bo coś takiego jest nad Wisłą, że my bardzo lubimy kogoś podrzucać do góry, a potem upuścić i wdeptać w ziemię, ale po ludzku, tak żeby włosy wystawały... Bo ogólnie jesteśmy narodem łagodnym, szlachetnym i dobrodusznym... ..Tylko jednego nie możemy wybaczyć. Sukcesu. ......La Rochefoucauld... ..twierdził, że.. ..zawiść.. jest szaleństwem, które nie może ścierpieć dobra innych”.
Wszystko kręci się wokół Stoczni, nie dziwi więc chęć porównania przez Głowackiego „Człowieka z żelaza” Wajdy ze swoją książką pt „Moc truchleje”. Nie byłem nigdy entuzjastą tego filmu, natomiast książce dałem 9 gwiazdek i wyraziłem przekonanie, że powinna wejść w poczet lektur szkolnych.
Głowacki bawi nas też perełkami, w rodzaju: /str.19/ „...chyba Brodski powiedzial, że Bunin całe zycie marzył o miłości, a dostał tylko Nobla”.
Cieszę się niezmiernie, że dostało się /str.40-44/ od Wałęsy, jak i Głowackiego, potwornemu, nienawistnemu babsztylowi, czyli Orianie Fallaci /1929-2006/, tej rasistce i tubie skrajnej prawicy, która w swojej chucpie posunęła się nawet do ataków na JP II, za działalność ekumeniczną. Fragmenty wywiadu jej z Wałęsą pojawiają się w książce kilka razy.
Na stronie 50 Głowacki pisze:
„Sławny amerykański dzennikarz David Halbersztam, przed laty korespondent „New York Timesa” w Polsce /ten sam, co się ożenił z Elzbietą Czyżewską i nieszczęśliwie dla siebie i dla niej wywiózł ją z kraju/, napisał: „Żyję jak Polak, wstaję w szary smutny dzień, snuje smutne myśli o życiu”. Za ten akapit Gomułka kazał wyrzucić go z Polski. Razem z nim wyjechała Elżbieta”.
Wikipedia podaje, że Halberstam /1934-2007/, który zdobył sławę jako reporter „New York Timesa” w Wietnamie, za co dostał Nagrodę Pulitzera w 1964 r „for International Reporting”, został uznany za persona non grata w Polsce, wskutek opublikowania w NYT artykułu krytykującego polski rząd i miałby opuścić Polskę w 1967 r. I tu mnie coś nie pasuje. Czyżewska /1938-2010/, po rozwodzie ze Skolimowskim w 1965 r, wzięła ponoć ślub z Halberstamem 13.06 tegoż roku, tzn że małżonkowie żyliby w Polsce całe dwa lata. A ja pamiętam przyjęcie w Ambasadzie Amerykańskiej z okazji ich ślubu bez ślubu, bo wtedy do niego nie doszło wskutek nakazu natychmiastowego opuszczenia kraju. Datę emigracji Czyżewskiej podają na 1967 r., a datę rozwodu, po 12 latach pożycia, jako 1977, to coś się nie zgadza. Nie mam wyjścia, zwalę winę na moją sklerozę.
Głowacki ma kapitalne skojarzenia. Po publikacji książki wspomnieniowej Danuty Wałęsowej pisarz wnioskuje: /str.98/
„Troszkę podejrzewam, że z panią Danutą to jest odrobinę jak z Himilsbachem - kochamy go, bo mu nie zazdrościmy. W sumie nieszczęśliwy człowiek był”.
W migawce z Moskwy /str.102-105/ pada nazwisko Wiktora Jerofiejewa /ur.1947/, rosyjskiego pisarza i publicysty. Warto przypomnieć jego wypowiedż o Polsce:
„POLSKA stała się nudnym dodatkiem do Europy.... ...Chłopski upór.. ...niechęć do ludzi mądrych i BEZGRANICZNE zaufanie do Kościoła stały się flagą polityczną. Po śmierci WOJTYŁY, MIŁOSZA i LEMA wszystko stanęło na głowie. O losach Polaków decydują jajogłowi ze sprytnymi uśmieszkami, starymi WRZODAMI NACJONALIZMU, ANTYSEMITYZMU i PROWINCJALNEGO MESJANIZMU. Polska zaczęła się upodabniać do karykatury powieści Orwella”.
Głowacki przypomina też o stanowisku Kościoła w 1980 r.: /str.136/
„..stosunek Kościoła do strajku był na początku chłodny. ..Wyszyński był bardzo ostrożny i ostrzegał, że kraj w tej chwili potrzebuje przede wszystkim spokoju i bezpieczeństwa.. ..kazanie kardynała wygłoszone na Jasnej Górze wywołało w Stoczni lekką konsternację..”.
Wspominając ogólnonarodowe picie w PRL-u Głowacki dał się ponieść fantazji: /str.142/
„Bo PRL-owskie picie było często do dna, do zatracenia. Tak się piło u Zdzisia Maklakiewicza w tym mieszkaniu, które pokazuje palcem Chrystus dżwigający krzyż przed kościołem na Krakowskim Przedmieściu. Tam lądowało nad ranem kilkanaście osób. Prawie nikt nikogo nie znał, a już za chwilę zawierało się przyjażnie do grobu i spotykało kobietę swojego życia. A rano – straszne przebudzenie. Pierwszy odruch to sprawdzenie, czy ma się zegarek i portfel...”
Po pierwsze Zdzisiek był tylko czasowym konkubentem właścicielki mieszkania, a po drugie nikt nikogo tam nie okradał; nie było też możliwości, by wpuszczono kogoś nieznajomego, zawsze ktoś był odpowiedzialny za osoby towarzyszące.
A dalej to, obok akcji, prezentacja poglądów Głowackiego na polską rzeczywistość m.in. na „szopkę" z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, jak i wykaz obelg i wyzwisk pod adresem Wajdy, samego autora oraz wszystkich innych, którzy nie zgadzają się na wykorzystywanie tragicznych zdarzeń ostatnich lat do bieżącej brudnej walki politycznej.
Brzydzę się nienawiści katopolaków, ich rusofobii, antysemityzmu, a teraz nowej paranoicznej obsesji wobec muzułmanów i dlatego w recenzji tej ŚWIETNEJ KSIĄŻKI starałem się zająć ciekawostkami, zostawiając róznice poglądowe na boku.
A książkę oczywiście gorąco polecam, lecz ostrzegam, że trudno jest oderwać się od jej lektury.