Sunday, 21 September 2014

Małgorzata SARAMONOWICZ - "Sanatorium"

Małgorzata SARAMONOWICZ - „Sanatorium”
O trzeciej książce Saramonowicz /ur.1964/, wydanej w 2005 r., niezależny recenzent Jarosław Czechowicz pisze:
„To książka o poszukiwaniu aniołów i o piekle jakie tworzą na ziemi ludzie..”.
Ja jestem bardziej przyziemny i zasadniczy, wskutek czego nie mogę zrozumieć, jak w polskiej rzeczywistości może paść pytanie, nawet jeśli jest zadane przez żydowską dziewczynkę: /str.37/
„-Co to jest „bóg”?”
Nie mogę zrozumieć, że 12-letni chłopcy wydziwiają z „sukienki” księdza i nie wiedzą czy byli ochrzczeni /str.40/. Nie byli też u pierwszej komunii. A przecież, przez pięć lat okupacji niemieckiej, świadectwo chrztu było JEDYNYM DOKUMENTEM ratującym życie w granicznych sytuacjach. A Kościół był ostoją duchową społeczeństwa, co doceniał nawet Bierut defilując noga w nogę z hierarchami kościelnymi. Ponadto, bohater wspomina:
„Matka pochylona nad klasówkami, ojciec czytający książki..”
czyli miejscowa elita. Jeśli nawet umarli, to gdzie rodzice chrzestni - tak istotny element naszej kultury ludowej ?
Czy to znaczy, że miejscowa społeczność, żyła „bez Boga” przez kilka ostatnich lat? NIE WIERZĘ, a więc BAZA FABUŁY JEST NIEWIARYGODNA. Ale jedżmy dalej. Nie wiem na jakiej podstawie autorka wymyśliła sobie otwartą walkę między pełnomocnikiem Rządu a księdzem. Nawet w okresach walki ideologicznej „na górze”, ZAWSZE, lepiej lub gorzej, funkcjonował consensus „na dole”, bo inaczej „nowa władza” sama by się unicestwiła. Sekretarz Partii we wszytkich sprawach porozumiewał się z proboszczem /i vice versa/, a i dzisiaj niech jakiś polityczny watażka spróbuje działać z pominięciem Kościoła.
Nie rozumiem też „zbiorowej halucynacji” czy jak kto woli „zamiany snów” /str.73-76/, kończącej się wyimaginowaną zamianą w anioła – Anny, dręczonej obsesją śmierci, po traumatycznych przejściach w obozie koncentracyjnym.
I znów !!! Strona 81. NIKT NIE ZNA PACIERZA ANI DZIESIĘCIU PRZYKAZAŃ !!! NIE WIERZĘ. 1000 LAT CHRZESCIJAŃSTWA W POLSCE.!!
Dygresja osobista: poszedłem do szkoły w 1949 r, w wieku 6 lat i wszystkie dzieci znały pacierz wyśmienicie. Jak to możliwe, żeby 12-letni polscy chłopcy nie znali?
W związku z podpaleniem wyczytujemy oklepany frazes:/str.113/
„Czasem dla dobra większości trzeba poświęcić mniejszość”
Dalsze strony /str.118-122/ świadczą o ignorancji autorki na temat tamtych lat. Indoktrynacja polityczna polegała na umiejętnym uwodzeniu społeczeństwa, a nie na konfrontacji. Pełnomocnik miał całą drabinę kontrolerów nad sobą i za opisane w książce postępowanie miał pewną KS. Funkcjonariusze reżimu bali się jeszcze bardziej niż normalni obywatele. W podziemiach na Pl. Na Rozdrożu zamordowano wielu z tych, co „spieprzyli” robotę. Ergo powieściowy pełnomocnik, który spowodował „zadymę” miał pewną KS. Inną sprawą jest wojna domowa, która trwała conajmniej do 1949 r., a w wielu przypadkach dłużej, skoro reżimowy Rząd wymusił na Episkopacie podpisanie „lojalki” w 1950 r, a ona dotyczyła przede wszystkim „band leśnych”.
W końcu okazuje się, że wszyscy są Żydami: i pełnomocnik, i bohater, no i oczywiście jego siostra. Wszyscy potracili bliskich wskutek niemieckiej eksterminacji Żydów, a dlaczego teraz chcą się wzajemnie pozabijać - nie wiem. Pełnomocnik się nawraca i chce do „leśnych”, których zaciekle mordował. Ach, pewnie autorka słyszała, że sławny „Ogień” był najpierw szefem UB w Nowym Targu. Pełnomocnika w kościele zabijają, ale nie zrozumiałem kto, a śledczy który aresztował niewinnego księdza umiera w sanatorium, 32 lata póżniej, tj 1979 roku.
Czy tak, czy inaczej nie wiem jakie jest przesłanie tej książki i jaką głębię myśli chciała autorka mnie przekazać. Przeczytałem 11 recenzji, które nic racjonalnego nie wnoszą. Jeśli ktoś będzie łaskaw wyjasnić mnie w normalny, prosty sposób, cel tej książki, będę wdzięczny.