Tuesday, 16 September 2014

Marcin NOWAK LUBECKI - "Łza i morze"

Marcin NOWAK LUBECKI - “Łza I morze”
Debiut 41-letniego autora wzbudził sensację ze względu na próbę poniekąd kontynuacji „Śmierci w Wenecji” Manna, jak i jednocześnie nawiązanie do kontrowersyjnej postaci dlugoletniego prezesa PZL, homoseksualisty Iwaszkiewicza. Tak to większość krytyków ocenia, bo proste prymitywne skojarzenie jest wygodne i pozwala na „odfajkowanie” książki.
Trudno mnie z taką kwalifikacją się pogodzić, bo książka mnie się podobała, a „Śmiercią w WenecjI” nigdy się nie zachwycałem, ani w wersji Manna, ani też w filmowej – Viscontiego.
Książka zaczyna się od listu prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Europejskich Giancario Vigorelliego /postać autentyczna/ do prezesa Związku Literatów Polskich, zwanego w powieści Pisarzem /czytaj Iwaszkiewicza/ w sprawie protestu polskich intelektualistów /czytaj: list 34/: /str.8/
„..mam.. nadzieję na Pana szybką i skuteczną interwencję w obronie naszych kolegów”
Złudna nadzieja, bo Iwaszkiewicz lubi podróżować, przeżywać, wznosić się ponad ponurą PRL-owską rzeczywistość, bez względu na cenę, jaką trzeba za to zapłacić. A cena jest wysoka, o wiele wyższa niż bohaterów „Zniewolonego umysłu” Miłosza, bo jest nią totalne zeszmacenie.
Większość obecnych czytelników nie pamięta roku 1964, więc go przypomnijmy. Kuroń z Modzelewskim piszą „List otwarty do Partii”, dzięki któremu stają się „TRZEMA DYŻURNYMI WIĘŻNIAMI PRL-u” /ten trzeci to Michnik, który trafia „pod celę” póżniej, ale „wydatniej”, bo per saldo na 8 lat/. Intelektualiści piszą m.in. „List 34”. W kraju Gomułka zaostrza kurs i reaktywuje walkę z Kościołem. Nazwiska sygnatariuszy wzbudzają nadzieję w społeczeństwie, że walka z ponurą rzeczywistością przyniesie „socjalizm z ludzką twarzą”. Wydaje mnie się, że przed lekturą książki, warto go przeczytać. Oto on:
„Do Prezesa Rady Ministrów
Józefa Cyrankiewicza
Ograniczenia przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzenie cenzury prasowej stwarza sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej. Niżej podpisani, uznając istnienie opinii publicznej, prawa do krytyki, swobodnej dyskusji i rzetelnej informacji za konieczny element postępu, powodowani troską obywatelską, domagają się zmiany polskiej polityki kulturalnej w duchu praw zagwarantowanych przez konstytucję państwa polskiego i zgodnych z dobrem narodu.
List podpisali:
1. Jerzy Andrzejewski
2. Maria Dąbrowska
3. Stanisław Dygat
4. Karol Estreicher
5. Marian Falski
6. Aleksander Gieysztor
7. Konrad Górski
8. Paweł Hertz
9. Leopold Infeld
10. Paweł Jasienica
11. Mieczysław Jastrun
12. Stefan Kisielewski
13. Zofia Kossak-Szczucka
14. Tadeusz Kotarbiński
15. Jan Kott
16. Anna Kowalska
17. Julian Krzyżanowski
18. Kazimierz Kumaniecki
19. Edward Lipiński
20. Maria Ossowska
21. Stanisław Cat Mackiewicz
22. Jan Parandowski
23. Stanisław Pigoń
24. Adolf Rudnicki
25. Artur Sandauer
26. Wacław Sierpiński
27. Antoni Słonimski
28. Jan Szczepański
29. Władysław Tatarkiewicz
30. Jerzy Turowicz
31. Melchior Wańkowicz
32. Adam Ważyk
33. Kazimierz Wyka
34. Jerzy Zagórski
Autorem tekstu był Antoni Słonimski, współorganizatorem zbierania podpisów zaś Jan Józef Lipski.
List wywołał reakcję na Zachodzie. W dzienniku The Times ukazał się list krytykujący władze PRL, podpisany przez 21 brytyjskich pisarzy i artystów, m.in. przez Arthura Koestlera i Allana Bullocka. Ponadto w obronie sygnatariuszy wystąpiło 15 intelektualistów włoskich z Alberto Moravią i 13 profesorów Harvardu.
List wywołał nagonkę i represje władz PRL wobec jego sygnatariuszy oraz Tygodnika Powszechnego. Najsurowsze represje spotkały Melchiora Wańkowicza, który został aresztowany i którego próbowano oskarżyć o to, że sporządził i przekazał tekst zawierający „fałszywe informacje oczerniające Polskę Ludową”. Pisarz został prawomocnie skazany i zgłosił się na odbywanie bezwzględnej kary pozbawienia wolności. Władze komunistyczne chcąc uniknąć kompromitacji nie dopuściły do wykonania wyroku (najpierw faktycznie, później formalnie zawieszono wykonywanie orzeczonego wyroku).
Z 34 sygnatariuszy Listu prof. Konrad Górski wycofał swój podpis, po czym napisał list do premiera Cyrankiewicza, w którym za wciągnięcie go do tej sprawy obciążył Jerzego Turowicza. List ten został odczytany przez Kliszkę na zebraniu Związku Literatów”.
.
Proszę Panstwa, ta lista NOBILITUJE, więc znać ją warto. W oczy uderza brak obu Brandysów, jak i pierwsze miejsce Andrzejewskiego. Miejsce to zajmuje ze względu na porządek alfabetyczny, lecz, chcąc nie chcąc, odnotowujemy, że jest adwersarzem Iwaszkiewicza. A przecież łączyły ich skłonności homoseksualne. W eseju o Kamilu Baczyńskim /p.blog wgwg1943/ niegdyś pisałem:
„W 1978 roku, w „Literaturze”, Andrzejewski opublikował wspomnienie o Baczyńskim, za które podziękował mu Iwaszkiewicz słowami: „Wzruszyło mnie to, co napisałeś o Krzysztofie....” Mnie nie wzruszyło, bo nie czytałem, a poza tym wolę dziewczynki”.
Wracając do książki, Pisarz komentuje apel Vigorelliego: /str.8/
/Vigorelli/ „..wszystko przez głupią akcję KILKU NIEMĄDRYCH KAWIARNIANYCH POLITYKIERÓW.... ...I teraz ten Vigorelli.. jak on nic nie rozumie.. ..jakby cały ten głupi incydent był wart urządzania międzynarodowej hecy..”. /podk.moje/
Teraz Państwo rozumieją powyższe przytoczenie „Listu 34”. „Incydent” poruszył społeczeństwo, podtrzymał na duchu i przeszedł do historii walki z „komuną”.
Gdy czytam, że Pisarz /str.11/ „ciężko pracował na swoj nekrolog i traktował siebie samego bardzo serio”, staje mnie przed oczami błazenada z pogrzebem Iwaszkiewicza, gdy zgodnie z jego życzeniem, pochowano go w stroju górnika. A wymuszenie przez Pisarza wstawienia do wywiadu kwestii: „Nad czym pan teraz pracuje? - Cały czas nad tym samym, drogi panie” to strzał w dziesiątkę w pychę Iwaszkiewicza.
Rozkosze duchowe Pisarza byczącego się w Wenecji zakłóca wspomnienie listu /str.30/ „trzydziestu czterech złośliwych głupców z Warszawy”, „złośliwych”, bo jego próżność nakazuje mu mniemać, że ów list był podyktowany, tylko i wyłącznie, chęcią afrontu, chęcią dokuczenia mu.
Przekraczam rozmiary recenzji przyjęte na „naszym” portalu, więc tylko proponuję Państwu skonfrontować omawianą książkę z „Dziennikami” Iwaszkiewicza, bo kontynuację wątku z Manna /i Viscontiego/ odbieram tylko jako środek do satyry na wieloletniego prezesa PZL i czołowego homoseksualisty PRL-u - Jarosława Iwaszkiewicza.
PS. Może nie wszyscy rozszyfrują to dodam, że pisarz planując podryw Amerykanina na „synczyznę” /str.88/ nawiązuje do Gombrowicza. I jeszcze trafne stwierdzenie Carli skierowane do pisarza: /str.282/
„...zachowałeś rzadką umiejętność użalania się nad sobą”.