Wednesday, 24 September 2014

Tadeusz SOBOLEWSKI - "Dziecko Peerelu. Esej-dziennik"

Tadeusz SOBOLEWSKI - “dziecko Peerelu”
JESTEM W SZOKU, ŻE TAK WARTOŚCIOWĄ KSIĄŻKĘ, WYDANĄ W 2000 ROKU MUSZĘ WPROWADZAĆ NA PORTAL.
Anderman w GW z 19.01.2001 r pisze:
„...kluczowa myśl, która pozwala zrozumieć jego /tj Sobolewskiego/ stosunek do ówczesnej rzeczywistości, brzmi: "Peerel jest dla nas czasem utraconym, ale chyba nie straconym".

I ma rację. Sobolewski, cztery lata ode mnie młodszy słusznie mówi, że: /str.12/
„...młodość mojego pokolenia, wychowanego między ’56 a ’68, upłynęła w blasku Pażdziernika, złudnych nadziei, jakie wywołał. Choć może nie tak złudnych, bo bez nich nie byłoby „Solidarności”. „Chcieliśmy, żeby ta Polska się udała” - zapisała Maria Dąbrowska na początku lat sześćdziesiątych. Wychowałem się wśród ludzi podobnie myślących”.
JA TEŻ. To oświadczenie, pod którym podpisuję się obiema rękami, jest bardzo ważne, bo jest prawdziwe, bo ODZWIERCIEDLA SPOSÓB MYŚLENIA WIĘKSZOŚCI POLAKÓW, w przeciwieństwie do obecnego totalnego potępiania w czambuł wszystkiego, co związane z PRL-em oraz bzdurzenia o swojej walce z ustrojem. Sobolewski dalej pisze: /str.13/
„’Nieudany eksperyment ustrojowy’, jakim był PRL, zagarnął wielką część naszej biografii wewnętrnej. Czy mamy ją sobie dać odebrać ?.... ..Grozi nam ‘dekomunizacja’ kultury w parze z postepującą amerykanizacją, a w efekcie zacieranie śladów tej dziwnej formacji kulturalnej i duchowej, jaką był PRL”.
Szczęśliwie, ta prognoza pisana 22 lat temu, nie sprawdziła się, bo DOROBEK KULTUROWY PRL-u BYŁ TAK WIELKI, ŻE PRZYTŁOCZYŁ OBECNĄ TWÓRCZOŚĆ I NIEPODZIELNIE DOMINUJE W MEDIACH. Sobolewski panujące obecnie nastawienie, słusznie podsumowuje: /str.13/
„Antykomunizm zażywany jako lekarstwo działa jak trucizna - zatruwa zdrowe części organizmu. W swojej skrajnej postaci jest rewersem komunizmu - nie może się bez niego obyć, tropi, gdzie się da, jego pozostałości, niczym antysemita Żyda”.
Roli i spuścizny tych lat nie da się pominąć, bo Peerel: /str15/
„..jako konstrukcja myślowa stanowił rodzaj trampoliny, która pomagała odbić się ku prawdzie, ku wartościom i ku wyobrażeniom o lepszej przyszłości dla wszystkich. Wyobrażeniom - dodajmy - jakich brakuje nowemu pokoleniu”.
W zwiazku z tym pomysły wyburzania Pałacu Kultury, jako symbolu tamtych czasów sa niebezpieczne: /str.29/
„Tego rodzaju próby odrzucenia peerelowskiej przeszłości mają w sobie coś zabobonnego - są jak spluwanie przez lewe ramię dla odpędzenia złego. Coraz mocniej odczuwam ich niesprawiedliwość. I lękam się zabobonnie, że odrzucenie pamięci tamtego czasu zemści się na nas w przyszłości. Sprawi, że czas, w którym teraz żyjemy, również zostanie usunięty w niepamięć. Dziś wobec Polski powojennej obowiązuje DWUMYŚLENIE: co innego należy do obowiązujacej świadomości historycznej, której uczy się w szkole, czymś innym okazuje się doświadczenie rodzinne, pamięć indywidualnego życia” /podk.moje/
Ten temat zakończmy wypowiedzią Kieślowskiego, który w trakcie wywiadu prowadzonego z nim przez Sobolewskiego mówi: /str85/
„Nie lubiliśmy tego świata i nie chcieliśmy go, ale żyliśmy w nim. Jeżeli bedziemy wstydzić się tego, że istnieje jakaś jedna nitka, która łączyła nasze życie w tych latach, jesli tę nić przerwiemy, zostanie pustka. I okaże się, że wszystko, co przeżywaliśmy do tej pory, było nic nie warte”
Wielotematyczność tego tomiku nie pozwala na szczegółową recenzję. Odnotujmy tylko eseje poświęcone Konwickiemu, Mironowi i Kieślowskiemu. Przypomnijmy tu, że Sobolewski jest autorem bestselleru, biografii pt „Człowiek - Miron”, wydanej razem z „Tajnym Dziennikiem” Mirona, którego prawa autorskie należą do Anny i Tadeusza Sobolewskich, jako, że poetka Stańczakowa, towarzyszka Mirona, to jego teściowa.
Część pierwszą kończy esej nt filmu Wojciecha Marczewskiego „Ucieczka z kina „Wolność’”, a część druga to pamiętnik autora z lat 1977-1989. Pamiętnik czy dziennik, wszystko jedno jak to zwał, jest pisany pod publiczkę, pod czytelnika, tak jak obecna political corectness tego wymaga. Można, by z niego wnioskować, że wszyscy spiskowali, walczyli tylko z czym i z kim. Żyłem w tej Warszawie, przypuszczam, że mieliśmy z autorem bardzo wielu wspólnych znajomych /choćby Kieślowskiego i jego ekipę/,, bo ta Warszawa to niewielka wieś. I ludzie pracowali, i ludzie się bawili, i wszystkie knajpy były pełne, a szczególnie Ściek, Spatif, Dziennikarze i Kameralna, czyli gdzie „elyta” bywała, i wóda normalnie się lała, a wyolbrzymioną martyrologię tworzy się dla przyszłych pokoleń. Czysta apolegetyka.
Broń Boże, ja nie zarzucam autorowi jakichkolwiek przekłamań, lecz, jak na autentyczny dziennik utratę realnych proporcji. Ale w ogóle fajnie się czyta i szczególnie pierwsza część z esejami pcha mnie do oceny całości na 8 gwiazdek.