Thursday, 11 September 2014

Józef Maria Bocheński - "LEWICA RELIGIA SOWIETOLOGIA"

Józef Maria BOCHEŃSKI - “LEWICA RELIGIA SOWIETOLOGIA’
Mało czytelników zetknęło się z o.Bocheńskim, przeto pozwolę sobie zacząć od paru słów z „Mojego Pod Ręcznika”:
BOCHEŃSKI, ojciec Innocenty Maria /orig.Józef Franciszek, in. używane: Józef Maria/ /1902-95/, dominikanin, logik, filozof, badacz ideologii komunistycznej i jako taki opisał szczegółowo gatunek homo sovieticus. Założyciel Instytutu Europy Wschodniej Uniwersytetu we Fryburgu. W sprawach wiary nie uznawał wątpliwości, usuwać je miało kluczowe słowo CHCĘ. To akt woli nadawał wierze sens /zgodnie z dewizą św. Augustyna, głoszącą, że „człowiek nie może wierzyć, jeśli nie ma ku temu woli”/. W wieku 69 lat nauczył się latać samolotem. Chwała mu za świetne opracowania realsocjalizmu. Jego brat, Aleksander, napisał popularne przed wojną „Dzieje głupoty w Polsce”.
Bocheński w tej książce odwołuje się często do dzieła Leszka Kołakowskiego pt „Główne nurty marksizmu” o czym mówi już na str.28, rozważając światopogląd Marksa:
„Według KOŁAKOWSKIEGO, którego obraliśmy w tym względzie za PRZEWODNIKA, światopogląd ten obejmuje trzy główne doktryny i postawy: romantyzm, prometeizm i scjentyzm. ROMANTYZM: ludzkość zmierza w kierunku wspaniałej, błogosławionej przyszłości w kierunku „raju na ziemi” - by użyć własnych słów Marksa. PROMETEIZM: wiara w samo zbawienie człowieka, króry - samotny w świecie bez Boga, w obliczu ślepych sił przyrody i społeczeństwa - może i powinien wynosić sam siebie i świat na coraz wyższe poziomy. SCJENTYZM: postęp dzięki deterministycznej, wyjaśniającej wszystko nauce.
Światopogląd nie jest przedmiotem oceny naukowej; należy do dziedziny wiary i w wielu przypadkach stanowi NAMIASTKĘ RELIGII. Ocenianie go z obiektywnego punktu widzenia jest najzupełniej bezcelowe, bowiem taki powszechnie przyjęty punkt widzenia po prostu nie istnieje. Możemy jednak zadać sobie DWA PYTANIA: - po pierwsze – w jakim stopniu dany światopogląd odpowiada pragnieniom i przekonaniom mas; po drugie - jak dalece my, współcześni intelektualiści, potrafimy go zaakceptowć nie popadając w sprzeczność z danymi naszego własnego doświadczenia
Odpowiedż na pierwsze pytanie nie nastręcza większych trudności. Coś w rodzaju światopoglądu Marksa było niewątpliwie wiarą pokolenia mojego ojca. A ŻE MASY PODĄŻAJĄ ZA INTELIGENCJĄ Z OPÓŻNIENIEM DWÓCH DO TRZECH POKOLEŃ, jest rzeczą zrozumiałą, że światopogląd Marksa odpowiada dziś wyczuciom i poglądom mas, zwłaszcza w krajach niedorozwiniętych.
Gdy jedak chodzi o elitę intelektualną, jej sytuacja duchowa jest wręcz odwrotna. W świetle doświadczeń mojego pokolenia i skutków stosowania wyników nauki, trudno doprawdy zrozumieć, JAK CZŁOWIEK POSIADAJĄCY WYKSZTAŁCENIE AKADEMICKIE MOZE WYZNAWAĆ ROMANTYZM, PROMETEIZM I SCJENTYZM. Wydaje się przecież, że w ciągu ostatnich paru pokoleń mieliśmy nie postęp moralny, ale REGRES w rozwoju jakości stosunków międzyludzkich, REGRES który przyniósł ludzkości ogromne cierpienia i morderstwa na ogromną skalę. Mało co wygląda dziś równie niepoważnie, jak wiara w ową świetną przyszłość. Niełatwo jest też być wyznawcą prometeizmu. Ostatnie odkrycia dokonane w nauce, zwłaszcza w astronomii wzmocniły POCZUCIE MAŁOŚCI I BEZRADNOŚCI człowieka wobec olbrzymich sił wszechświata. Wreszcie wiara w deterministyczną naukę opuściła nas, a jeżeli chodzi o POSTĘP PRZEZ NAUKĘ, wiemy dzis, że DAŁ nam on w darze BOMBĘ rzucona NA HIROSZIMĘ”. /podk.moje/
Wywód ten kończy Bocheński uwagą:
„Arystoteles nigdy bodaj bardziej nie pomylił się, niż wówczas, gdy pisał, że człowiek jest zwierzęciem racjonalnym”.
Umieściłem ten dość długi cytat świadomie, gdyż zamierzam naśladować o. Innocentego. On zaś o dziele Kołakowskiego mówi:
„Napisać przyzwoite omówienie tej rzeczy nie jest moim zdaniem możliwe, a przynajmniej przekracza możliwości podpisanego. Zamiast recenzji chcę więc po prostu skreślić parę uwag...”.
Zachowując należyte proporcje pójdę wskazaną drogą. Odwieczny problem podobieństwa religii i komunizmu, poruszany również w tym dziele wielokrotnie, doczekał się ciekawej refleksji w przypisie na str.180:
„Nie należy zbytnio przesadzać z podobieństwem religii i komunizmu. Podstawowa różnica między nimi polega na tym, że podczas gdy wyznawcy wielkich religii świata otwarcie przyznają, że ich doktryna to nie nauka lecz wiara, komunisci utrzymują, że ich ideologia jest naukowa. Z tego właśnie względu sytuacja komunisty jest z punktu widzenia logiki gorsza od sytuacji wyznawcy jednej z wielkiej religii. Jednakże implikacje socjologiczne są w obu przypadkach w dużym stopniu zbliżone...”
Czyli Bocheński wykręcił oberka. Mistrz logiki przyjął błędne założenia, bo w obu przypadkach względy doktrynalne są bez znaczenia, bo jak głosił św. Augustyn, a niedawno pięknie rozwijał Tischner, masa ludzka ma wierzyć i wierzy w AUTORYTETY, i być posłuszna. Koniec, kropka !!
Bocheński usiłuje rozprawić się z oklepanym powiedzeniem Marksa:
„Religia to opium dla ludu”
- ale najbardziej go denerwuje wypowiedż Lenina, którą za nim cytuje: /str.301/
„Religia stanowi jedną z form ucisku duchowego, która ciąży na masach ludowych druzgotanych przez niedostatek, izolację i bezcenny trud na rzecz innych. Poczucie bezsilności klas wyzyskiwanych w ich walce przeciw wyzyskiwaczom rodzi wiarę w lepsze życie pozagrobowe, tak jak poczucie bezsilności wobec sił przyrody odczuwane przez człowieka pierwotnego rodzi wiarę w bóstwa, diabły, cuda i tym podobne. Tego, który całe życie haruje i odczuwa niedostatek, RELIGIA NAUCZYŁA POKORY I CIERPLIWOŚCI W ŻYCIU ZIEMSKIM POCIESZAJĄC GO NADZIEJĄ NA NAGRODĘ W NIEBIE. A tych, którzy żyją z pracy innych, religia uczy dobroczynności na ziemi oferując możliwość nabycia za przystępną cenę biletu do niebiańskich szczęśliwości. RELIGIA TO RODZAJ NIEDOGONA - BIMBRU DUCHOWEGO, w którym niewolnicy kapitału topią swoje ludzkie oblicze i pragnienie choćby na pół porządnego, ludzkiego życia”.
Kocham o. Innocentego, ale rację przyznaję Leninowi. A Państwo niech lepiej wypowiedzą się już po przeczytaniu tej książki, do czego gorąco zapraszam.