Tuesday, 23 September 2014

Jan BALABAN - "Zapytaj taty"

Jan BALABAN - “Zapytaj taty”
Najpierw był Capek i Hasek, potem Hrabal, Kundera i Seifert, oraz poniekąd Kafka, teraz Balaban, a do tego Szczygieł, który sympatię do Czechów wywołał. I dobrze, bo niby sąsiędzi, a tak mało ich znamy. Balaban /1961-2010/ poświęcił omawianej książce ostatnie trzy lata swojego krótkiego życia i NIESTETY już nic więcej nie napisze. A szkoda, bo na podstawie tej lektury można sądzić, że miałby jeszcze wiele do powiedzenia.
Wyczytałem gdzieś tam, że w tej książce „troje dzieci próbuje zrekonstruować rodzinną historię”, a gdzieś indziej, że chodzi o „odkrywanie własnej tożsamości”. Wydaje mnie się, że Balaban jest głębszy i szerszy tzn że jego egzystencjalne rozważania mają charakter ogólnoludzki.
Zacznijmy od STRUKTURY TYMCZASOWEJ /str.159 i in/:
„Całe moje ciało to struktura tymczasowa, wiem to aż nadto dobrze. Nie zmuszaj mnie, żebym widziała siebie jako martwą”.
Gdy kochają się na łonie przyrody to dzieje się to”
„..tutaj, w tych tymczasowych strukturach”.
Dla Emila:
„...śmierć jest wpisana w życie już u jego początków”
Bo, przede wszystkim ŻYCIE JEST STRUKTURĄ TYMCZASOWĄ. Uświadomieni o tym, musimy zmierzyć się z pytaniem jak je najlepiej przeżyć. Balaban wie, że życie to jeden wielki kompromis, ale../str.148,149/
„...każdy kompromis ma swoje granice... ..Jeśli będziesz rozsądny, może nic ci się nie stanie. Nie stracisz pracy, będziesz mieć spokój.. To było credo słabych i zastraszonych. Żadnego spokoju duszy, żadnej nowej szansy, żadnego okna nadziei. Tylko: Daj im to, czego chcą, będziesz mieć w końcu spokój. TO BYŁO CREDO NAS WSZYSTKICH. RÓŻNE BYŁY TYLKO GRANICE KOMPROMISU”./podk.moje/
Balaban przypomina /str.101/:
„..końcowy fragment jednej z książek Dumasa: „...i zostaną mi tylko gorzkie wspomnienia”, mówi młody mężczyzna swojemu mistrzowi. A ten mu odpowiada: „Jesteś jeszcze młody, panie, i twoje gorzkie wspomnienia z czasem staną się słodkie”. To kapitał młodości...”
A co zostaje starym ? GORYCZ. I takim starym jest zgorzkniały, obsesyjnie nienawistny Petr Wolf, którego listy szkalujące nieboszczyka Jana, ojca rodziny, powodują grzebanie się w przeszłości. A kipi nienawiścią, bo niespełniony: /str.150,151/
„Petr Wolf był zaś człowiekiem surowym dla siebie i innych. Doświadczył biedy, nie mógł się kształcić, choć na to zasługiwał, przypadło mu ciężkie życie, na które dla odmiany nie zasługiwał... Wokół niego rozprzestrzeniała się samotność. Jego żona stała się bierna i otępiała. Córki nie spełniały jego oczekiwań, Kościół go zdradził. Nie miał porządnej pracy, nie miał pieniędzy. Chciał tylko być uczciwy i prawy, ale zamiast tego zaczynał dziwaczeć..”
Tak nieudacznictwo prowadzi do zawiści i uczciwości, bo skoro ukraść się nie potrafi, to pozostaje podważanie moralności innych. A nieoceniony Sztaudynger mawiał „Nie bądż takim moralistą, kiedy lubisz i z tą, i z tą”.
Balaban ucieszył mnie też wzmianką o Marii Magdalenie, bo sam nieraz o tym mówię: /str.211/
„To niewiarygodne, że wszyscy ciągle powtarzają tę bzdurę. Wciąż utożsamia się Marię z Magdali z kobietą cudzołożną. W Ewangelii nigdzie czegoś takiego nie znajdziesz. Nigdzie! Wszędzie mówi się jedynie o bezimiennej cudzołożnicy. Maria z Magdali była najprawdopodobniej żydowską arystokratką... ..Tylko tradycja kościelna uparcie utożsamia ją z nawróconą dziwką..”
Pisarz podzielił też moją opinię o wersji Dana Browna, o żonie Jezusa: /str.212/
„Ten film jest debilny...”.
Książka tyż, cha, cha!!