Friday, 26 September 2014

Romain ROLLAND - "Colas Breugnon"

Romain ROLLAND - “Colas Breugnon”
W polskiej nowomowie przyjął się potworek językowy „POZYTYWNA ENERGIA”. Nie lubię go, lecz skoro już jest, to nim się posłużę, bo właśnie jest on najbardziej adekwatnym określeniem nastawienia do rzeczywistości bohatera omawianej książki, aury jaką wytwarza lektura jej, jaki i samopoczucia czytelnika w trakcie lektury i po niej.
Paradoksem jest, że Rolland /1866-1944/ dostał Nobla w 1915 r. za kobyłę pt „Jan Krzysztof” /biografia niemieckiego muzyka Kraffta/, a przeszedł do historii z powodu omawianej książki, wydanej cztery lata póżniej.
Krytycy określają styl tej książki, jako wywodzący się od Rabelais-ego, a niejednemu czytelnikowi nasuwa się porównanie z Szwejkiem. Mnie kojarzy się również z epikureizmem i dążeniem do osiągnięcia ataraksji, czyli stanu szczęścia wskutek błogosławionego wewnętrznego spokoju.
Wojtek Młynarski zalecał „na wszystkie smutki, Niedziela na Głównym”, a ja lekturę „Colasa Breugnona”