Sunday, 31 May 2015

Jacek INGLOT - "Wypędzony"

Jacek INGLOT - "Wypędzony"

Aby zdobyć popularność i uznanie trzeba pisać zgodnie z oczekiwaniami czytelnika. I Inglot to robi. Obecnie to ładnie nazywają: political correctness. Szczególnie przy powszechnej pogardzie dla wschodnich sąsiadów, rusofobii i uprawianej w Polsce polityce historycznej. Aby osiągnąć sukces należy powielać s c h e m a t y. I tak "ruski", "sowiet" czy "kacap" musi być obwieszony skradzionymi zegarkami, chlać nieustannie i gwałcić co popadnie. Próbkę takiego pisarstwa mieliśmy nawet u lubianego przeze mnie Sergiusza Piaseckiego, który napisał książczynę na zamówienie kół emigracji londyńskiej. ("Zapiski oficera Armii Czerwonej")
Tymczasem, gwoli prawdy, odkąd ludzie toczą wojny, to supermeny w mundurach gwałcą wszystko, co im w "rękę" wpadnie. Polacy to nawet na San Domingo. Z literatury zaś przypomnę Moravii "Matkę i córkę", gdzie w wersji filmowej, Sofię Loren i jej nieletnią córkę gwałcono w kościele oraz "Off limits" Hansa Habe, gdzie Amerykanie nie tylko gwałcą Niemki, ale zmuszają je do sado-macho. U Bratnego w "Kolumbach" Niemiec nie tylko gwałci Polkę, ale jeszcze wkłada jej butelkę w dyskretne miejsce.
Drugim schematem jest zdobywanie poklasku pisaniem o utraconych terytoriach II RP na Wschodzie, jakby one były zawsze nasze. W kończących książkę uwagach "Od Autora" Inglot podsumowuje swoje credo: /str. 379/
"Odczucie bólu i krzywdy wysiedlanego mieszkańca Breslau czy Waldenbergu jest tak samo prawdziwe i godne współczucia, jak Polaka zmuszonego do opuszczenia Lwowa, Wilna czy Grodna"

Absolutnie, nie. Nie miejsce, tu na dyskusje, czy po zbrodniach II w. św. Niemcy w ogole winny mieć państwo. Przypominam, że do 1949 roku takie państwo nie istniało, a były tylko cztery strefy okupacyjne a zaistniało wskutek "zimnej wojny" i zjednoczenia trzech stref, które nazwano NRF /póżniej RFN/ i odpowiedzi Sowietów proklamujących NRD. Jeżeli jednak pominiemy kwestię winy, to trudno nie zauważyć, że na tzw Ziemiach Odzyskanych mieszkała głównie ludność niemiecka, podczas gdy na wschodnich krańcach polskich odpowiednio ukraińska, białoruska czy litewska, a my byliśmy k o l o n i z a t o r a m i. Sentyment, jak i odraza do sposobu pozbawienia nas tych ziem pozostaje i jest w pełni uzasadniona, ale jest czymś innym niż przejęcie Ziem Odzyskanych. Zresztą sam autor kpi z komunistycznej propagandy wciskającej kit o polskich ziemiach piastowskich, którymi przez chwilę były gdzieś ok XIII w.

Żebym został właściwie zrozumiany: od Arendt zaczęło się idiotyczne zrównywanie zbrodni hitlerowskich ze stalinowskimi, pod hasłem zbrodniczych totalitaryzmów i to trwa do dzisiaj. To samo robi Timothy Snyder w "Bloodlands", a są to zbrodnie nieporównywalne. Dlaczego ? Bo porównywanie p o m n i e j s z a każdą z nich.

No to ponarzekałem, a teraz czas na pochwały. Jest dokładnie druga w nocy, a ja przeczytałem ją jednym tchem, bo jest ŚWIETNIE napisana i nie mogłem się oderwać. Ponadto psychologiczne uzasadnienie postaw jest bezbłędne.