Saturday, 16 May 2015

James JOYCE - "Ulisses"

James JOYCE - "Ulisses"

W PRL-u, w 1969, poza pożegnaniami polskich naukowców, jak i innych ludzi, pochodzenia żydowskiego na Dworcu Gdańskim, największym wydarzeniem było równoczesne wydanie "Trędowatej" Mniszkówny i "Ulissesa" Joyce'a, w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego, który nad nim pracował ponoć dwadzieścia lat, utrzymując się z pisania kryminałów pod pseudonimem Joe Alex. Te dwie książki należało mieć i udawać, że się je przeczytało. Większość przeczytała połowę wymienionych dzieł, a nieliczni, którzy próbowali przeczytać drugą połowę połamali zęby, nawet gdy kojarzyli, że Ulisses to Odyseusz, i znali jego historię.
Ja mitologią się interesowałem, więc ochoczo wziąłem się do lektury bestsellera, i dobrnąłem po miesiącu do końca, zrozumiawszy około 30 %, dzięki wsparciu mego ojca. Póżniej kilkakrotnie czytałem fragmenty, ale samoocenę pozostawiam na podanym poziomie.
Recenzji, opracowań jest mrowie, a ja nie czuję się kompetentny, by starać się zabłyszczeć. Powiem tylko, że dla szeregowego czytelnika, czytelne i interesujące są dwie sceny: pobyt pana Blooma w burdelu oraz erotyczne marzenia pani Bloom. Ponadto przytoczę trafną uwagę mojego lubianego Coetzee, którą zamieścił w swojej książce pt "Elizabeth Costello". Otóż wg Coetzee oboje Bloomowie są więżniami. Muszę to przytoczyć w języku angielskim, bo po polsku gubi się grę słów:

„So we have Odysseus trying to GET IN and Penelope trying to GET OUT ....If she is SHUT INTO conjugal home, he is SHUT OUT”.
/Tak więc mamy Odyseusza starającego się dostać do wnętrza i Penelopę usiłującą się wydostać..... Jeżeli ona jest zamknięta w małżeńskim ognisku domowym, to on jest z niego wykluczony/