Thursday, 14 May 2015

James JOYCE - "Hotel Finna"

James JOYCE - "Hotel Finna"

"Ulisses", a szczególnie "Finnegans Wake" nie tylko przewyższają moje możliwości rozumienia, ale wprowadzają mętlik w mojej biednej głowie, zabierając mnie zdolności jasnego przekazania moich uwag. Proszę więc Państwa o wyrozumiałość. Zacznę od sprawy "technicznej" czyli wpadki naszej drogiej redakcji LC. Na stronie omawianej książki, zawierającej 10 krótkich utworów, czytam:

"...Utwory te mogą stanowić samodzielne dzieło lub być odczytywane jako wstęp do "Ulissesa"."

Tylko, że anglojęzyczna Wikipedia podaje:

Finn's Hotel is a posthumously-published collection of ten short narrative pieces written by Irish author James Joyce. Written in 1923, the works were not published until 2013 by Ithys Press, who claimed the work to be a precursor to Joyce's Finnegans Wake

Co gorsza, panowie redaktorzy nie czytali posłowia tłumacza Jerzego Jarniewicza, bo tam stoi:

Hotel Finna zbiera dziesięć krótkich utworów prozą, powstałych po publikacji Ulissesa w 1922 roku. Część z nich to pierwsze wersje fragmentów, które znacznie zmodyfikowane weszły do Finneganowego trenu - Jerzy Jarniewicz w Posłowiu
Zauważmy, że powyżej występują dwie nazwy: oryginalna i polska narzucona przez pierwszego tłumacza całości Krzysztof Bartnickiego /ur.1971/, który dokonał WIELKIEGO DZIEŁA, budzącego jednak kontrowersje. Jestem pełen podziwu dla niego, lecz już sam polski tytuł wzbudza wątpliwości, bo Finnegans Wake wzięło się od Finnegan's Wake, czyli Przebudzenia Finnegana, o którym czytamy w Wikipedii:
Finnegan's Wake – irlandzka ballada ludowa z 1850 roku, opowiadająca historię Tima Finnegana, który od małego lubił pić whisky, a pewnego razu będąc mocno nietrzeźwym spadł z drabiny i zabił się. Ożył jednak, gdy żałobnicy przypadkiem oblali jego ciało trunkiem. Ballada jest osadzona w irlandzkiej tradycji i ma oparcie w mentalności Irlandczyków. Historię tę upowszechnił James Joyce, publikując w 1939 roku powieść Finnegans Wake, w której Finnegan symbolizuje kulturowe odrodzenie Irlandii

Rozumiem argumenty Bartnickiego w obronie "trenu", jakie przedstawił w jednym z wywiadów, ale mnie nie przekonują. Zastrzegam, że nie jestem kompetentny, bo jeśli według samooceny zrozumiałem około 40 % "Ulissesa", to przy czytaniu "Finnegans Wake" w języku angielskim chwytałem tylko niektóre humorystyczne sytuacje, a w języku polskim - poznałem nieliczne fragmenty, które odczułem jako kompletny B E Ł K O T.

Z nadzieją sięgnąłem więc po ten zbiorek i na wstępie przestudiowałem dwukrotnie posłowie tłumacza, które precyzją wywołało silną migrenę. Szczegóły przekraczają moją zdolność percepcji. Co gorsza, nic z nich nie wynika, bo Joyce cały wysiłek i talent włożył właśnie w swoją prowokację wobec czytelnika, a zwłaszcza wobec uczonych badaczy jego dzieła wszech czasów. Prowokację, bo zagmatwanie otwiera możliwości przeróżnych interpretacji.

Przestudiowanie 50 stron tekstu zajęło mnie ponad 3 godziny, bo co chwilę zaglądałem do Posłowia i do różnych słowników. Jerzy Jarniewicz /o czym sam pisze/ przyjął w dużym stopniu, konwencję Bartnickiego, a ja do ich b e ł k o t u, przyzwyczaiłem się już/dopiero na stronie 20 i reszta tekstu poszła mnie łatwiej. Od tego momentu proszę uważać "bełkot" za pojęcie pozytywne, jako wyższą formę języka mego idola - Gombrowicza. Zadowolony z tej lektury, traktuję ją jako etiudę przed Finneganowym trenem, który, mam nadzieję, będę teraz w stanie przyswoić.
Jako "etiuda" OK, ale poza tym, jaki sens ma obecny trend wydawania pośmiertnie rzeczy, których autor publikować nie miał zamiaru. A jeśli już, to należy wydawać w ograniczonym nakładzie, z przeznaczeniem dla badaczy.