Saturday, 23 May 2015

Gunter /umlaut/ GRASS - "Idąc rakiem"

Gunter GRASS - "Idąc rakiem"

Przed lekturą tej książki, czytelnik winien poznać nie tylko arcydzieło "Blaszany bębenek", ale również "Psie lata" i ."Kota i myszy". Przydatne to jest z dwóch przyczyn: kontynuacji losów Tulli Pokriefke oraz zerwania Grassa z dotychczasowym jego milczeniem na temat cierpień Niemców w czasie i po II w. św. Siedemnastoletnia Tulla, uciekająca z Gdańska na pokładzie "Wilhelma Gustloffa", zatopionego sowiecką torpedą, była w ciąży, a owocem jej jest syn Paul, obecnie 55-letni, dziennikarz, który dostaje zlecenie na opisanie katastrofy w trakcie której się urodził. Aby przedstawić różne spojrzenia na ten wycinek historii Niemiec, Grass wprowadza jeszcze wnuka Tulii, Konny'ego, młodego neonazistę.
Książka, wydana w lutym 2002 roku, narobiła w Niemczech sporo szumu, nazwijmy to historyczno-politycznego, ale i w Polsce była przyjęta z dużym zainteresowaniem. Mnie natomiast setnie ubawiła dalsza historia Tulli.
Ta dziewczynka z "nogami jak patyki", obserwująca onanizm współtowarzyszy zabaw, ocalała po katastrofie, zamieszkała z synem we wschodniej strefie w Schwerinie, czyli póżniejszym NRD; została przodownicą pracy i uwierzyła w stalinowską propagandę. I tu mamy clou utworu: ta ciężko doświadczona przez życie kobieta RAZ JEDYNY W ŻYCIU PŁACZE - W 1953 ROKU, PO ŚMIERCI STALINA!!!
Pamiętam ten dzień. Miałem 10 lat i jako uczeń piątej klasy niewiele rozumiałem, ale po dwugodzinnym apelu podchodziliśmy kolejno do jedynej Rosjanki w naszej szkole, uczennicy siódmej klasy i składaliśmy jej kondolencje. Na referat Chruszczowa trzeba było jeszcze czekać ponad trzy lata.

Proszę Państwa książka nie tylko znakomita, ale i porywająca, a ponad wszystko ośmieszająca tzw pamięć historyczną.