Sunday, 24 May 2015

J. M. COETZEE - "Foe"

J. M. COETZEE - "Foe"
Coetzee, wśród licznych nagród, dostał dwukrotnie the Booker Prize i to jako pierwszy. Pierwszy raz w 1983 za "Life & Times of Michael K" oraz w 1999 za "Disgrace". Nie przynosi to mu specjalnej chwały, bo dokonali tego również Peter Carey i Hilary Mantel, którzy przez Państwa tj "aktywistów" LC, nie są specjalnie dopieszczani. Piszę o tym, bo z jednej strony Coetzee jest piąty na mojej liście "ulubionych autorów", a z drugiej - bo "Foe", napisana trzy lata po pierwszej nagrodzie, nie zachwyca. Nim przejdę do książki chcę zwrócić uwagę Państwa na podobieństwo the Booker Prize do naszej "Nike": w obu przypadkach, gdy sięgam po nagrodzoną książkę czuję się jak saper. Czasem wychodzę cało, ale coraz rzadziej, bo niewypałów coraz więcej.
Naczytałem się "strasznie" mądrych, przede wszystkim anglojęzycznych, recenzji na temat tej książki, a w nich o podobieństwie Coetzee do Conrada, jak i Marqueza, których nie jestem w stanie dostrzec, a jedyne, odpowiadające mnie zdanie znalazłem na "naszym" LC, u "AnnaGIE":
"Coetzee ustami Susan Barton i pisarza snuje refleksje na temat wolności, pisarstwa, mocy sprawczej słowa.."
Aby podkreślić wartość SŁOWA pozbawia Piętaszka języka. No cóż na szczyt wejdzie dopiero za 13 lat, w 1999 r., gdy napisze "Hańbę", by z niego spaść w 2013 "Dzieciństwem Jezusa"
PS Czytając Coetzee w oryginale /jak i Defoe/ nie akceptuję dalej tłumaczenia "Friday" na "Piętaszka" kojarzącego mnie się z piętą.