Wednesday, 27 May 2015

Tadeusz RÓŻEWICZ - "Kartoteka"

Tadeusz RÓŻEWICZ - "Kartoteka"

Różewicz /1921-2014/ zadebiutował "Kartoteką" w 1960 roku i odniósł niesamowity sukces. Do tego czasu był znanym i cenionym poetą, ale na większe formy się nie porywał. Zdolny pisarz, znalazł się z właściwym utworem, w odpowiednim czasie, bo rok 1960 to "wczesny Gomułka" czyli powiew wolności i dobry czas na awangardę, teatr absurdu, czas na Ionesco i Becketta.
Dzisiaj /27.05.2015/ obejrzałem ponownie "Kartotekę" z 1979 r, w TV "Polonia", w reżyserii Kieślowskiego i z Holoubkiem w roli głównej. I jestem pod wrażeniem, i dalej uważam ją za jeden z dwóch najlepszych utworów Różewicza. (ten drugi to "Matka odchodzi" z 1999).

Tytuł "Kartoteka" to "teka", teczka, segregator z lużnymi "kartami" z życia bohatera, a jest nim całe pokolenie Różewicza, w 1960 - 40-letnie, z dzieciństwem spędzonym w II RP, poharatane boleśnie przez wojnę i rzeczywistość powojenną. W tym wieku nachodzi chęć podsumowań i rozliczeń, a to wywołuje depresję. Bohater czuje się rozczarowany dotychczasowym życiem, pozbawiony chęci działania, wypalony i bezwolny. Narasta trudność porozumienia się z otoczeniem. Zresztą nie ma na to ochoty, woli leżeć i żyć wspomnieniami. Jego idee fixe staje się bezsens życia i brak wyższych celów, co prowadzi do retorycznego pytania:
„Gdzie ty właściwie idziesz? (…) Do szpitala, do lodówki, do wódeczki, do udka, do nóżki dwudziestoletniej, do cycuszka…”

Rzeczywistość jest beznadziejnie szara, więc jedynym ratunkiem jest autoironia, która przyjmuje formę groteski, parodii bądż śmiechu przez łzy. W epoce socrealizmu ukazanie takiej beznadziei wymagało odwagi, a poniższą uwagę Jana Kotta można interpretować dwuznacznie:
"To nie są żarty. Różewicz napisał naprawdę tradycyjny narodowy dramat".