Monday, 4 May 2015

Pierre-Thomas-Nicolas HURTAUT - "Sztuka pierdzenia"

Pierre-Thomas-Nicolas HURTAUT - "Sztuka pierdzenia"

Terencjusz pisał:
"Homo sum, humani nihil a me alienum puto"
co znaczy: "człowiekiem jestem, nic co ludzkie nie jest mi obce".

Tak mógł powiedzieć i Rzymianin Terencjusz w 163 r.pne, i Francuz Hurtaut /1719-1791/, ale konsekwencjami tej formuły brzydzi się współczesny Polak, dalej kształtowany przez "dulszczyznę", z którą tak dzielnie walczył m.in. Boy-Żeleński. A i Wojtek Młynarski w "Hybrydach", w latach 60-tych, w programie "Radosna Gęba Stabilizacji" śpiewał o drobnomieszczańskim inteligencie "przekrojowym":
"A my schowani za "Przekrojem", nic się nie bojem, nic się nie bojem".
Bo co się bać? Po co snuć rozważania o funkcjach fizjologicznych, gdy wiadomo, że każdy je, pije, czka, beka i pierdzi, a i często też figluje pod pierzyną? Szkoda gadać!!!

Aby mówić o funkcjach fizjologicznych, trzeba wykształcić język, i dlatego należy docenić trud tłumacza - Krzysztofa Rutkowskiego, który podjął się udostępnienia omawianego dzieła, zdając sobie sprawę z braku finezji naszego języka w tej materii.
Przytaczam wstępną definicję pierdnięcia, abyście Państwo sami mogli zadecydować, czy ta filozoficzna rozprawa leży w kręgu Waszych zainteresowań:

"Pierdnięcie, zwane przez Greków pordh, przez Rzymian crepitus ventris, przez dawnych Saksończyków purten lub furten, przez Niemców Fartzen i przez Anglików fart, tworzą wiatry dobywające się raz dźwięcznie, innym razem bezdźwięcznie."
Tych z Państwa, których temat nie wystraszy, zapraszam na uroczą wyprawę, gdzie porównań co niemiara, jak choćby o wiatrach powstających u panien zbyt mocno ściskających się gorsetem:
"..u nich kiszka, zwana przez medyków caecum, tak pobudliwa jest i łasa, że wiatry w nich wzbudzone na żaden opór w brzuchu nie napotykając, niczym wiatry przez Eola w górskich grotach pochowane puszczają się, kiedy chcą i kędy im najspieszniej, by szumieć nad morzem lub kręcić wiatrakami."
Przypomnijmy, że Eol /Ajolos/ to władca wiatrów dysponujący poddanymi: Boreaszem /wiatr płn/, Notosem /płd/, Zefirem /zach./ i Eurosem /wsch./. Aby zachować powagę tej rozprawy autor ostrzega:
"..że wyzyskiwanie pierdnięcia do innych celów niż zdrowotne i artystyczne uznajemy za niewłaściwe, nieszlachetne, bezrozumne i płoche."
Przekład na język polski wzbudza poczucie rubaszności, ba, nawet wulgarności. Rozumie to tłumacz, a swoją decyzję usiłuje wytłumaczyć:
"Francuski czasownik péter, choć nieelegancki, bywa tolerowany w mowie potocznej, a w XVIII wieku słyszano go nawet po salonach, często przy wtórze dźwięków fizjologicznych wydobywających się raczej nie przez wargi. Skoro w oryginale tytuł nie brzmi wulgarnie, to w polszczyźnie też wulgarnie brzmieć nie będzie. Wersja szybowniczo-balonowa typu: „puszczanie wiatrów” w grę nie wchodzi, bo śmieszna."
Krótki tekst /godzinna lektura/, anegdoty, atrakcyjne ryciny, no to "Sprzyjających wiatrów!!".