Friday, 6 March 2015

Susan MINOT - "Wieczór"

Susan MINOT - "Wieczór"

Parafrazując Lejzorka Rojtszwańca, bohaterka tej powieści jest "zgniłym produktem kastrowania osobowości przez..." amerykański styl życia, który doprowadził do upadku tradycyjnej rodziny i naturalnych wewnątrzrodzinnych więzi czyli tradycyjnych chrześcijańskich wartości. Już nieraz pisałem o przewrocie, a właściwie upadku, jakiejkolwiek moralności w Stanach Zjednoczonych, w ostatnim półwieczu, tj w czasie gdy dorastała autorka /ur.1956/. W efekcie wypracowano styl życia, na który można cynicznie zrzucić winę, za brak wspomnianych więzi. Obojętnie mechanik, budowlaniec czy urzędnik zaczyna pracę najwcześniej o 9, by przypadkiem nie wrócić do domu przed 18, i eo ipso czuć się usprawiedliwionym z braku czasu na głębsze kontakty z domownikami.

Bohaterka miała trzech mężów, to drobiazg, ale ma CZWORO DZIECI, dla których nawet w agonalnych wspomnieniach nie ma miejsca. Żyła sama w amerykańskiej cukierkowatej obłudzie, mimo licznej rodziny i w chwili odchodzenia nie ma co wspominać. Ma 65 lat, więc co najmniej z 50 lat egzystencji. Osładza więc sobie umieranie wspominaniem jakiegoś niespełnionego w pełni romansu, a raczej zadurzenia się niedojrzałej 25-letniej kobiety. Jest to podświadoma samoobrona, ucieczka przed bilansem swojego życia, u jego schyłku.
Wspominany romans jej życia był WSTRZĄSAJĄCY, bo już przy pierwszym kontakcie doznała WSTRZĄSU /str.16/:
"Nagle doznała niewytłumaczalnego WSTRZĄSU, jakby ktoś silnie uderzył ją czymś twardym w głowę. Twarz mężczyzny zdawała się emanować wewnętrznym światłem..".

Następny WSTRZĄS mamy 10 stron dalej /str.26/, gdy adonis spojrzał na nią:

"Ugryzł hamburgera i przeżuwał kęs, przez chwilę zatrzymał wzrok na niej, po czym zerknął w stronę okna. Spojrzenie Ardena podziałało na nią tak, jakby przebito jej pierś czymś ostrym. Czuła je nawet w palcach u nóg - to było cudowne. JEDNAK skubała swój ser z rusztu bez większego apetytu.." /podk.moje/

Czy odczuwacie, Państwo, jak ja, dramaturgię tego "gryzu"? Jednakże, to "JEDNAK" zdaje się sugerować skłonność do marzeń o seksie sado-macho. Na 87 stronie:

"Wtulił twarz w szyję Ann, w bluzkę, budząc w ciele dreszcze.."

a na stronie 96 zaczynają się takie brewerie, że nie bardzo mogę się połapać, po co ona rusza ręką. Ale zrozumiałem, że nazajutrz przyjeżdża jego narzeczona, tak więc postanowiłem dopisać sobie ciąg dalszy w moim przytulnym łóżku i nie pastwić się dalej nad kobietą, która zupełnie niepotrzebnie uparła się być pisarką. Żegnaj, Minot!!!