Friday, 27 March 2015

MO YAN - "Kraina wódki"

MO YAN - "Kraina wódki"

Mo Yan, czyli "milczący", to pseudonim Guana Moye (ur. w 1956 r.). "Krainę wódki" wydał w 1992 r., a Nobla przyznano mu w 2012. Jest to pierwsza jego książka jaką czytam i dlatego mam trochę trudności z percepcją.
Wydaje mnie się, że w celu spokojnego rozkoszowania się tą książką, wątek kanibalistyczny lepiej przyjąć jako baśń, alegorię, a alkoholowy jako deja vu PRL-u. /Kto za młody, niech pogada z dziadkami i poczyta np Hłaskę/. Za motto mojej recenzji niech służy złota myśl Mo Yana:
"ALKOHOL JEST JAK LITERATURA". „Ludzie, którzy nie znają się na trunkach, nie mają nic do powiedzenia o literaturze"
Z wykładu młodego pisarza:
"...W oparach alkoholu jest coś, co wykracza poza materię, coś w rodzaju ducha, jest wiara, święta wiara, której nie da się wyrazić słowami - język jest tak nieporadny, metafory tak nieudolne - wiara ta zalewa mi serce i sprawia, że dreszcz wstrząsa moim ciałem"

Piękne, no nie? Cudownie się czyta, bo opisuje sytuacje z niedawnej przeszłości, gdy wódka w Polsce była na kartki. W najwyższych sferach modnym się stało dyskutowanie o pędzeniu bimbru, tak więc wszędzie rozmowy...

"....krążyły wokół alkoholu. W końcu Siódma Ciotka wpadła na pomysł: można przecież pić spirytus! Siódmy Wuj, jako weterynarz, miał buteleczkę spirytusu do dezynfekcji. Oczywiście rozcieńczyliśmy go wodą. Wtedy to rozpoczął się mój mozolny trening. Tych, którzy wyrośli na alkoholach przemysłowych, żaden trunek nie zmoże!...."

Jaki on Yan ? Przecież to nasz Jasiek!! I to podejmowanie gościa z Centrali i wódeczką, i panienkami, tylko trzydzieści kolejek "karniaka" to sci-fi. I do tego umiejętność picia miejscowej elity: wszyscy pili, a tylko gość pijany. Aby skończyć z wątkiem alkoholowym, choć ze względu na tytuł wydaje się niemożliwe, dzielę się z Państwem znakomitymi spostrzeżeniami autora

"...Alkohol jest matką snów, sny to jego córki."
"..Gdy coś bardzo wzruszy nas, to najlepszy picia czas!...."
"..Alkohol otwiera przed nami bramy królestwa wolności.." /620/
"...Jak można zdelegalizować alkohol? Zakazać produkcji i picia alkoholu to tak, jakby zabronić ludziom uprawiania seksu i jednocześnie popierać rozwój przyszłych pokoleń. Jest to zwyczajnie niewykonalne. Równie dobrze można by próbować oszukać przyciąganie ziemskie. Dopóki jabłka nie spadają do góry, dopóty ludzie nie przestaną pić." /691/
"Religie traktują alkohol jako rodzaj substancji o charakterze duchowym, co dowodzi ich głębokiej mądrości - choć, jak doskonale wiemy, alkohol jest materią. Przypomnę wam jednak, że ci, którzy widzą w alkoholu jedynie substancję materialną, nigdy naprawdę nie posiądą sztuki jego wytwarzania. Alkohol jest duchem. W językach wielu narodów świata zachowały się ślady tego przekonania. Na przykład w języku angielskim mocny alkohol to spirits, a po francusku napój o wysokiej zawartości alkoholu określa się przymiotnikiem spiritueux - słowa te mają wspólny rdzeń, oznaczający ducha. Ostatecznie jednak jesteśmy materialistami i podkreślamy duchowy charakter alkoholu wyłącznie po to, by pozwolić naszej wyobraźni rozwinąć skrzydła, a umysłowi wzlecieć na wyżyny...." /618/

Wesoły chłopak ten Jasiek, a w dodatku forma, konstrukcja i "dziwactwa" książki nasunęły mnie skojarzenia z twórczością naszej Wielkiej Trójcy WGS /Witkacy, Gombrowicz, Schulz/. Walka o formę, a zwidy deliryczne prokuratora to atmosfera /bez obrazy/ u Schulza.

No to czas na dwa słowa o konstrukcji. Głównym bohaterem jest autor, bo wszystkie postaci, jak i Kraina Wódki to fikcja literacka, co sam Mo Yan ujawnia w liście do "młodego pisarza", który też jest fikcją: /553 z 803/

"...Powieść, którą obecnie piszę, przechodzi niezwykle trudny etap. Ten śliski typ, śledczy z prokuratury, ciągle mi się sprzeciwia. Nie mogę się zdecydować, czy zabić go czym prędzej, czy też zrobić z niego wariata - a jeśli każę mu umrzeć, to czy ma się zastrzelić, czy też może zapić się na śmierć. W poprzednim rozdziale znowu kazałem mu się schlać..."

Wątek inspekcji prokuratora nie daje możliwości bezpośredniego rozwinięcia mitów i legend, jak i wywodów historycznych. Aby rozbudować sferę baśniową, grozy, ale również, aby ukazać stosunki społeczne w komunistycznym molochu, Mo Yan wprowadza postać młodego pisarza, który zwraca się do autora o ocenę swoich prób literackich i protekcję w wydawnictwach. W treść listów wpycha wszystko, co jest potrzebne do uzasadnienia zasadniczej akcji. Początkujący pisarz jest oczywiście grafomanem, co autorowi nie przeszkadza; przyjmuje rolę łagodnego nauczyciela i adepta pociesza /a czytelników mami/:

"..Jestem pewien, że potrafisz napisać opowiadanie z prawdziwego zdarzenia, spełniające wszystkie kryteria „Literatury Narodowej” - to jedynie kwestia czasu, prędzej czy później osiągniesz sukces - nie wolno Ci się zniechęcać ani załamywać..." /555/

Jak te wszystkie poplątane wątki się logicznie zakończą, nie mogę Państwu powiedzieć, bo koniec jest najciekawszy, a w dodatku mistrzowski. Powiem jedynie, że gdy doczytałem do końca, poczułem się zmęczony, ale w pełni usatysfakcjonowany. I mam o czym myśleć. Kończę ładnym cytatem o nienawiści:

"..Nienawiść jednej osoby do drugiej, która osiągnęła tak wielką intensywność, stanowi niewątpliwie specyficzną formę piękna, i jako taka jest wspaniałym darem dla ludzkości. Przypomina purpurowy kwiat trującego maku, rozkwitły na bagnach ludzkich uczuć...." /652/

PS Zapomniałem zaprezentować menu: jaskółcze gniazda, mięsne dzieci, małpi móżdżek, niedżwiedzia łapa, wielbłądzie kopyta a jako jedyny trunek - małpie wino. Smacznego! Tylko tych jaskółek żal !!!