Saturday, 14 March 2015

Haruki MURAKAMI - "Po zmierzchu"

Haruki MURAKAMI - "Po zmierzchu"

Murakami /ur.1949/ apogeum popularności zdobył po publikacji "Kroniki ptaka nakrętacza", którą tworzył w latach 1991-5. Przed omawianą /2004/ wydał "Sputnika.." /1999/ i "Kafkę.." /2002/, a po niej zbiory opowiadań "Wszystkie boże dzieci tańczą" /2006/ i "Ślepą wierzbę..". Przy takiej mnogości nie wymagajmy, by każdy utwór przebijał poprzedni. Wszystko na to wskazuje, że i tak jego wizytówką pozostanie "Kronika...".

Po asekuracyjnym wstępie i nieprzespanej nocy /bo oderwać się nie potrafiłem/ krzyczę głośno, że dzięki "Indianerowi" z LC, który dba o moje lektury, znowu doznałem niesamowitych emocji w trakcie czytania tego kolejnego ARCYDZIEŁA Murakamiego. A problem mam z recenzją, bo wielość aspektów utrudnia początek. Może wyjdzie nieskładnie ale zacznę od trzech istotnych cytatów. Po pierwsze: u Gałczyńskiego mamy "zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń", a tutaj ZACZAROWANA jest NOC, w którą wszyscy samotni i wrażliwi uciekają, bo:

"W nocy czas płynie inaczej..."

W nocy jest czas na wspomnienia, a one są do życia niezbędne:

"...ludzie używają wspomnień jako paliwa do życia.."

I żeby skończyć z cytatami, ostatnie:

"Zdrowy intelekt opiera się na uświadomieniu i zrozumieniu etapu cienia. A osiągnięcie zdrowego intelektu wymaga odpowiedniego czasu i wysiłku.."

Zacznę od mojego bardzo osobistego deja vu: ta nocna wędrówka po mieście nasiąkniętym jazzem, to moja młodość przełomu lat 60-70 -ych, a zaczynające się jam-session nad ranem, to typowe dla np "Stodoły" czy "Medyka", choćby po oficjalnych koncertach Jazz Jamboree. A w czasie wakacji w Interclubach też tylko jazz. A do tego o 6 lat ode mnie młodszy Murakami serwuje nam nagrania najlepszych: saksofonistów tenorowych Bena Webstera /1903-73/ i Sonny Rollinsa /ur.1930/, puzonistę Curtisa Fullera /ur.1934/ grającego z Miles Davisem, saksofonistę barytonowego i klarnecistę basowego Harry Carneya z orkiestrą Duke'a Ellingtona, Deryla Halla and Johna Oatesa, Tower of Power uprawiające soul i wielu innych.

Nie mogę też nie wspomnieć o narzucającym się skojarzeniu z kultowym filmem Wajdy z 1960 r "Niewinni czarodzieje", w którym obok "trębacza" Łomnickiego, wystąpili m.in. Komeda, Cybulski i Polański.

Ale miasto nie tylko jazzem żyje, toteż profesjonalista Murakami powołuje do nocnego życia muzykę takich wykonawców jak Percy Faith /1908-76/, Burt Bachaner /ur,1928/, Hawaian Martin Denny /1911-2005/, zespołu Pet Shop Boys, a i muzykę poważną w wykonaniu Pogorelica. Gdy zaczyna zakwitać uczucie między głównymi bohaterami słyszymy muzykę Francisa Lai /ur.1932/, autora m.in. cudownej muzyki do filmu Leloucha "Kobieta i mężczyzna".

A największy jest ambaras, by wymienić wszystkie wątki książki. I dlatego tego nie zrobię, bo i tak bym coś opuścił. Niewątpliwie wiodącą jest relacja między siostrami Eri i Mari, której zakończenia nie mogę Państwu ujawnić, by nie popsuć lektury, ale łzy wyciska. W ogóle w całej książce dominuje życzliwość i chęć zrozumienia. A oprócz wartkiej fabuły, zawierającej również wątki kryminalne, mafijne etc, mamy, jak to u Murakamiego "przechodzenie na drugą stronę"; tym razem za pomocą lustra oraz telewizora.

Murakamiego albo się kocha /to JA!!/, albo się nie czyta, a jak ktoś ma problemy z przyswojeniem jego tekstu to jest jedna rada: "Trzeba dużo chodzić i powoli pić wodę" albo odwrotnie "Trzeba powoli chodzić i dużo pić wody".

Czas nieubłaganie biegnie, już świta, ale jest nadzieja, bo /p.tytuł/ "po zmierzchu" nastąpi kolejna zaczarowana noc.