Sunday, 1 February 2015

Bolesław Wieniawa - DŁUGOSZOWSKI - "Wymarsz i inne wspomnienia"

Bolesław Wieniawa-Długoszowski -
"Wymarsz i inne wspomnienia"

KSIĄŻKA BARDZO POTRZEBNA, BY PRZYBLIŻYĆ SYLWETKĘ WIELKIEGO PATRIOTY

Bo Wieniawa kojarzy się przeciętnemu Polakowi /jeśli w ogóle się kojarzy/ z "Adrią", pięknymi kobietami i alkoholem. No i że Piłsudski miał do niego słabość.

Tymczasem adiutant i najbliższy współpracownik Józefa Piłsudskiego, gen. Bolesław Wieniawa-Długoszewski /1881-1942/, był z wykształcenia formalnego doktorem medycyny /1906/, w ogóle erudytą, a z zamiłowania wszechstronnym artystą, ze szczególnymi zdolnościami pisarskimi. Ale przede wszystkim rozpierała go niespożyta energia, ktorą on sam nazywa "nieokiełznanym temperamentem" /str.30/:

"...przy moim nieokiełznanym od kołyski temperamencie.. ..wylewano mnie sromotnie ze wszystkich
po kolei lwowskich gimnazjów..".

Maturę zdawał więc jako ekstern w Nowym Sączu. Wrócił do Lwowa na studia medyczne w trakcie których najczęściej bywał w kawiarni Schneidra, gdzie poznawał elitę młodopolskiej "braci artystycznej". Umiał cieszyć się życiem, lecz przedkładał nadto spełnianie obowiązków patriotycznych nałożonych samemu sobie zgodnie z tradycją rodzinną. Nigdy się nie "puszył" i umiał smiać się z siebie. We wspomnieniu pisanym w 1926 r tak ocenia siebie w momencie wstępowania do Drużyn Strzeleckich będących zalążkiem legendarnej Pierwszej Brygady: /str.46/

"Pusty od dzieciństwa bęben, zuchwały i krnąbrny chłopak, rozwarcholony i bezdogmatyzujący dyletant, pierwszy raz w życiu zrozumiałem, co to jest rozkaz służby".

Jego "vis comica" widzimy w opisie z 1934 roku pierwszych dni wojskowej służby: /str47-48/

"...od 1 sierpnia 1914 r., zmieniony do niepoznania, w postaci, pod którą najbystrze oko nie mogłoby się dopatrzeć długoletniego bywalca kawiarni de la Rotande i "Closerie de Lilas" na Montparnasie, doktora medycyny in partibus infidelium, trochę malarza, cokolwiek literata itd, odziany w strzelecki mundur, ze łbem wygolonym jak kolano /acz porównanie to nie jest najtrafniejsze/, wybijałem zapamiętale straszliwymi buciorami marsz ćwiczebny.... ...Każdy, kto zdaje sobie sprawę, że przeciętny człowiek znacznie chętniej poświęca ideały swe dla nałogów, niż na odwrót nałogi dla ideałów, oceni łatwo wysiłek, potrzebny do nałamania się do nowego stylu życia u osobnika będącego - przynajmniej pod względem ilości wad, nałogów i narowów - nieprzeciętnym człowiekiem".

Śmieje się ze swojego krocza poranionego od siodła, jak i pleców poranionych od piechotnego karabinu Mannlichera. Przechodzi całą drogę żołnierza - od strzelca do generała. W 1931 r. wspomina próbę na jaką był wystawiony korpus oficerski w I Brygadzie: /str.78/

"...ciężka próba zrzeczenia się pensyj oficerskich... ...Próbą tą Komendant starał się osiągnąć kilka celów. Po pierwsze chciał z motywów naszej legionowej działalności wykluczyć wszelkie pobudki materialne, po drugie nie dopuścić do różnicy w stopie życiowej między oficerstwem a podoficerstwem i żołnierzami, którzy w tym wyjątkowym, ochotniczym wojsku, jakim była I Brygada, ni wykształceniem, ni ideowością i patriotyzmem w większości wypadków nie ustępowali oficerom, a po trzecie, aby w ten sposób zyskać środki materialne na robotę niepodległościową..".

Chyba już wystarczająco dużo napisałem, aby zachęcić Państwa do poznania tej świetnej relacji z czasów powstawania i walk legendarnej Pierwszej Brygady, więc tylko doradzę, by nie czytać wstępu Romana Lotha, a jeśli już czytać to z wyrozumiałością dla zbędnej jego pompatyczności i nadętej powagi, bo PIŁSUDSKI I WIENIAWA SAMI SIĘ WYBRONIĄ. Jednocześnie podkreślam, że doceniam "good job" Romana Lotha w zebraniu i opracowaniu całości materiałów.