Wednesday, 18 February 2015

Antoni LIBERA - "Godot i jego cień"

Antoni LIBERA - "Godot i jego cień"
UWAGA!! WYBITNE DZIEŁO!!!
Antoni Libera to przede wszystkim INTELEKTUALISTA, w dodatku syn też INTELEKTUALISTY, Zdzisława Libery /1913-98/, profesora UW. Znałem go od zawsze jako wybitnego reżysera teatralnego i znakomitego tłumacza, nie tylko "całego" Becketta, lecz również Wilde'a, Sofoklesa i innych. W wieku 49 lat zdobył szeroką publiczność powieścią pt "Madame", którą obdarzyłem PAŁĄ /p. moja recenzja/. Szczęśliwie dla mnie /mniemam, że i dla siebie/ odstąpił od beletrystyki i zajął się tematami wartościowszymi. Z efektów jego pracy poznałem "Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie" z 2004 /p.recenzja/ oraz obecnie omawianą pracę z 2009.

"Godot i jego cień" jest w wielu aspektach kontynuacją "Błogosławieństwa...", a swoistą wartość stanowi dedykacja omawianej książki: "Pamięci Janusza Szpotańskiego", którego autor czule pożegnał w poprzedniej książce, a ja o tym pisałem:

"Następną część „Koledzy po piórze” zaczyna pożegnaniem Janusza Szpotańskiego /1929-2001/, dyżurnego „prześmiewcy komuny”, szczególnie znienawidzonego przez Gomułkę, autora satyr „Cisi i gęgacze” i „Towarzysz Szmaciak” ....".

Nim przejdziemy do książki wspomnijmy parę słów o bohaterze: Godot, tytułowy bohater sztuki Becketta "Czekając na Godota" /1952/ dość jednoznacznie kojarzy się z Bogiem /cokolwiek przez to rozumiemy/, a autor to: Samuel Barclay Beckett /1906-1989/ - irlandzki dramaturg, prozaik i eseista, tworzący w dwóch językach francuskim i angielskim, sam tłumaczący swoje dzieła z jednego języka na drugi, twórca teatru absurdu, utrzymujący w swoich utworach klimat ironii, malkontenctwa, skrajnego pesymizmu i podkreślający bezsens ludzkiej egzystencji. Uzupełnijmy jego charakterystykę uzasadnieniem przyznania mu Nobla w 1969 r.: /str.62/

"Ukazał za pomocą nowych form literackich niedolę i cierpienie człowieka naszych czasów. To poetyckie dzieło wznosi się nad jałową i spustoszoną ziemią jak prośba o miłosierdzie dla udręczonej ludzkości, a minorowa tonacja, w jakiej jest napisane, przynosi zrozpaczonym - paradoksalnie - pociechę, a uciśnionych wyzwala".

A co wewnątrz książki? ARCYDZIEŁO. Wszechstronne studium życia i twórczości Becketta przeplata się z autobiografią Libery, a przede wszystkim z realizacją swojej fascynacji Wielkim Malkontentem, której początki związane są z przedstawieniem obejrzanym w wieku 8 lat, jak się mówiło "u Axera", czyli w Teatrze Współczesnym. Też tam byłem, bo było to najważniejsze wydarzenie kulturalne /i nie tylko!/, ale ja miałem już lat 14. Mowa o przedstawieniu "Czekając na Godota" w reżyserii Kreczmara, z udziałem Fijewskiego, Kondrata, Koechera i Mularczyka na jesieni 1957 roku, zaledwie niecały rok po POLSKIM PAŻDZIERNIKU. Ze względu na nadzieje pokładane w "odwilży" tytuł momentalnie wyszedł poza bramy teatru i stał się ironicznym zwrotem warszawskiej ulicy.

W trakcie lektury zrobiłem kilkanaście stron notatek, których z przyczyn oczywistych nie mogę tutaj przytoczć. Wybrałem więc jedną charakterystyczna dla Becketta, a sądząc z kontekstu, również dla Libery: /str.70/

"...jeśli nie można uleczyć człowieka z bólu i strachu, jeśli nie można sprawić, by śmiertelność śmiertelnych przestała być im brzemieniem - podtrzymywanie życia jest aktem na rzecz zła, kolaboracją z diabłem".

Tylko, że ja nie recenzuję Becketta, ino Liberę, więc odnośnie tego pierwszego, ograniczmy się do stwierdzenia, że autor apoteozował go wybornie. A to wszystko za sprawą swoich fascynacji i ciężkiej pracy. I tak mu przeleciało pełne sukcesów życie, w kręgu zainteresowań budowanych od wczesnej młodości. Ciągnąc wątek autobiograficzny odniósł również wielki sukces, bo ZNAKOMICIE PRZEDSTAWIŁ RZECZYWISTOŚĆ PRL-u, mimo pochodzenia żydowskiego, o którym wielokrotnie mówi, a które ma kolosalne znaczenie w ocenie tamtych lat; I tak, jego wersja jest zgodna z moją, bo o paru drobnych różnicach, nie wypada wspominać wobec SOLIDNEJ ANALIZIE całości. Nie byłbym sobą, gdybym nie zadbał o Państwa pamięć, a to osiągnę dosadnym cytatem, pod którym sam się podpisuję: /str.104/

"...poczucie przegranej i niesprawiedliwości obecne jest w polskiej historii co najmniej od dwustu lat.... ...Nie sposób być normalnym, mając świadomość klęski od kilkunastu pokoleń i kompensując to sobie mesjanistycznym mitem. Krzywda, wbrew założeniom i treściom tego mitu, bynajmniej nie uszlachetnia, lecz rozkłada wewnętrznie. Niejeden o tym pisał. Gombrowicz, Miłosz, Mrożek. Jak kult martyrologii i fetysz niewinności prowadzą do mitomanii i życia w fikcyjnym świecie, "Wybili, panie, za wolność!" To zdanie.. ..z Mrożka.. ..stało się gorzkim symbolem wynaturzenia ducha: bezwstydnej żebraniny i eskalacji roszczeń, a nawet cynicznego kupczenia poniżeniem, połączonego z pogardą dla ufnych dobroczyńców".

A Liberę warto czytać /byle nie "Madame"/