Sunday, 30 July 2017

Witold GOMBROWICZ - "Pornografia"

Witold GOMBROWICZ - "Pornografia"

Wyświetlony wczoraj w ITVN (TVN z Chicago) film Kolskiego "Pornografia" (z nielubianym przeze mnie Majchrzakiem), przypomniał mnie o braku mojej recenzji tego arcydzieła na LC, a po przeczytaniu innych recenzji, uważam, że najlepszą moją ripostą będzie sam Gombrowicz, którego opinie z "Dziennika 1967 -69" adaptuję wedle własnych potrzeb.
Na stronach 67-68, a rozmowie z Dominikiem de Roux, Gombrowicz mówi o zabójstwie Skuziaka:
"...Dlaczego Fryderyk zabija go? On go zabija zupełnie tak samo, jak wrzucamy do zupy kawałek mięsa: żeby zupa była smaczniejsza. On chce sobie zaprawić zupę młodym i zamordowanym, potrzebny mu smak młodej śmierci. Działa jak reżyser... ...Ten młody jest na uboczu, pęta się nie wiadomo po co, trzeba go włączyć w sytuację. Jak? Zabić. To jeden więcej rym w tym poemacie. Ale „rym dla rymu”, bez żadnego uzasadnienia....”

Szerokie omówienie znajduję w dalszej rozmowie na stronach 117 – 128:
„....Rok 1955... ..nowy utwór, powieść, którą nazwałem „Pornografią”. Wtedy był to tytuł nie taki zły, dziś wobec nadmiaru pornografii stał się banalny i w kilku językach zmieniono go na „Uwiedzenie”...
...Bohater tej powieści, Fryderyk, jest Krzysztofem Kolumbem, wyruszającym na odkrycie lądów nieznanych. Czego szuka? Tej właśnie nowej piękności i nowej poezji, utajonych pomiędzy dorosłym a chłopcem. To poeta o wielkiej, krańcowej świadomości, takim go chciałem mieć w powieści. Ale jakże trudno porozumieć się w dzisiejszych czasach! Niektórzy krytycy ujrzeli w nim szatana, ni mniej, ni więcej, a znów inni - Anglosasi przeważnie - zadowolili się naklejką bardziej trywialną, voyeur (podglądacz - przyp. mój). Mój Fryderyk nie jest ani szatanem, ani voyeur'em, natomiast ma w sobie coś z reżysera...... .....My, Fryderyk i ja, dwóch starszych panów, ujrzeliśmy parkę, chłopca i dziewczynę, jakby stworzonych dla siebie, skutych wzajemnym, bijącym w oczy, sex appeal'em. Ale oni jakby o tym nie wiedzieli, tonie to jakoś w ich młodzieńczym nieurzeczywistnieniu (nieumiejętność właściwa wiekowi). Nas, starszych, korci to i podnieca, chcielibyśmy aby urok się ucieleśnił. I ostrożnie, z zachowaniem pozorów, zaczynamy im dopomagać. Na nic nasze zabiegi, rozbijają sie one o tę fazę przedświtu, wstępną, o ten ich przedpokój bytu.
A dalej? Pomińmy chytre podstępy Rajfura – Reżysera (który jest także Voyeur'em, ale voyeur'em – poetą). Dymy bijące z tego uroczyska coraz bardziej nas odurzają, aż w końcu, rozpaleni ich obojętnością, odkrywamy, że w braku zespolenia fizycznego grzech, grzech wspólny, jej i jego, może ich połączyć i - o, radości - nawet nas z nimi złączyć, mimo różnicy wieku.
W końcu wytwarza się taka sytuacja (w tej powieści, rzuconej na krwawe tło Polski wojennej, przez Niemców zgwałconej), że my, Dorośli, mamy zabić pewnego wybitnego członek podziemnej organizacji, walczącej z Niemcami, który załamał się i może zdradzić. Czyn przerastający siły nas, dorosłych, wiedzących czym jest śmierć, nas, świadomych, nas, poważnych. Ale ktoś lekki dokona go lekko - i chłopcu powierzamy to morderstwo, które w jego rękach stanie się chłopięce.
Fryderyk organizuje tę zbrodnię młodzieńczą wciągając w nią i dziewczynę, ten grzech wspólny, dorosło – młody, który nas zespoli. A w ostatniej chwili Rajfur – Reżyser nie wiedząc jak włączyć w to innego chłopca, który się pęta nie zatrudniony na boku, po prostu zabija go. Aby lepiej smakowało, żeby zupa była lepsza z tym kawałkiem młodego mięsa dodatkowym, żeby wzmocnić ta zakrwawioną chłopięcością chłopięcość tamtego, rówieśnika...
Rozpaczliwa walka dojrzałej woli urzeczywistnienia z ową odciążającą właściwością młodości, lekkiej, lekkomyślnej, nieodpowiedzialnej. Wola tym silniejsza, im bardziej to, w co uderza, nie stawia oporu. Ale słabość silniejsza jest od siły. I w samym finale siedemnastoletnia lekkość odbiera wagę zbrodniom, grzechom, powieść kończy się nieurzeczywistnieniem....”.
Proszę mnie wybaczyć długi cytat, lecz wydaje mnie się on ciekawszy od czegokolwiek, co bym sam wymyślił. Na koniec przypominam istotna przestrogę Gombrowicza („Dziennik 1967-69, s.177):
„Strzeżcie się niedojrzałości, utajonej w sercu waszej dojrzałości”