Monday, 24 July 2017

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec" cz. 5

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec" cz. 5 Zawsze mnie kochaj

Cztery tomy przeczytałem z dużą przyjemnością, lecz teraz wchodzimy w epokę znaną mnie z autopsji; czy dalej będę autora chwalił?

No i sam się oszukałem, bo Ropuchowi zebrało się na wspomnienia z dzieciństwa, które nie było „sielskie, anielskie” i z młodości „chmurnej, durnej”. Nie znaczy to, by książka straciła swoje walory, ba!, nawet przeciwnie, gdyż wykazuje, że Spadło umie pisać równie ciekawie o życiu poza więzieniem.
Po przeczytaniu czterech siódmych powieści trafiam na uwagi Ropucha o roku 1963 i nie rozumiem jego zdziwienia, bo „dura lex, sed lex” (s. 407 - e-book):
„... Pamiętam takiego jednego młodzika, który dostał półtora roku za nielegalny handel obcą walutą. Kiedy o tym usłyszałem, pomyślałem, że świat naprawdę oszalał. Jak można było wlepić komuś półtora roku za handel dolarami?...”
Młodzi mogą nie wiedzieć, więc wyjaśniam: ze względu na niewymienialność polskiego złotego i ujemny bilans handlu zagranicznego, Polska potrzebowała dewiz i na rynku „cinkciarzy” tolerowani byli tylko współpracujący z Państwem tzn przy aktualnie korzystnym kursie, skupujący waluty dla niego. Spadło może nie wiedzieć, lecz stary kryminalista Ropuch dziwić się nie powinien.

Ten skok w przyszłość jest mało znaczący, bo oprócz wspomnień akcja przebiega głównie w latach 1945 – 1951. No i znowu jestem z lektury zadowolony, no i znowu będę czekał na następny tom, a przy tym sposobie gawędzenia, to ze trzy razy sytuacja się powtórzy.
Po kryzysie w poprzednim tomie, ten jest zdecydowanie lepszy, więc 8 gwiazdek śmiało mogę dać.